Były ambasador Izraela w Polsce jako dziecko ukrywał się w piwnicy budynku ochronki w Borysławiu opodal Lwowa. Przez piwniczne okienko widział wycofywanie się Wehrmachtu. Po jakimś czasie jego rodzina odważyła się wyjść z piwnicy. Do Borysławia wchodzili Sowieci. Jeden z oficerów, który również był Żydem, poczęstował wygłodniałego Weissa gorącą zupą. Izraelski dyplomata skomentował to wydarzenie następująco: „My, jako dzieci, czekaliśmy na Mesjasza. Ja myślałem, że to czas Mesjasza, że Mesjasz się objawił właśnie w mundurach armii radzieckiej".
Z bolesnym ludzkim doświadczeniem się nie polemizuje. Czymś zupełnie zrozumiałym jest, że dziewięcioletni Weiss po koszmarze, przez który przeszedł, dostrzegł w czerwonoarmiście zbawiciela. Nie można jednak przemilczeć tego, że na takich sytuacjach żerowała sowiecka „teologia polityczna".