„Opowiem ci wielki kicz mojego życia” – zwrócił się kiedyś Andriej Tarkowski do Krzysztofa Zanussiego. Rzecz działa się w restauracji, dokąd reżyser wybrał się ze swoją żoną. Nagle na jej środek wyszła i zaczęła tańczyć kobieta. A Tarkowski, śledząc jej ruchy, z przejęcia tak mocno ścisnął szklankę, że ta pękła. Jego żona zalała się łzami. Wiedziała, że w tej jednej chwili wszystko się przesądziło. Tańcząca kobieta, Łarisa, miała wkrótce przyjąć nazwisko Tarkowska. „Rzeczywiście, scena jak z filmu, i to nienajlepszego” – podsumowywał później Zanussi.