Reklama

Jan Maciejewski: A może to my mamy złą definicję kiczu?

Siada codziennie do pracy, z piórem w ręce, otwiera księgę naszego życia i kreśli kolejne ścieżki.
Jan Maciejewski

Jan Maciejewski

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

„Opowiem ci wielki kicz mojego życia” – zwrócił się kiedyś Andriej Tarkowski do Krzysztofa Zanussiego. Rzecz działa się w restauracji, dokąd reżyser wybrał się ze swoją żoną. Nagle na jej środek wyszła i zaczęła tańczyć kobieta. A Tarkowski, śledząc jej ruchy, z przejęcia tak mocno ścisnął szklankę, że ta pękła. Jego żona zalała się łzami. Wiedziała, że w tej jednej chwili wszystko się przesądziło. Tańcząca kobieta, Łarisa, miała wkrótce przyjąć nazwisko Tarkowska. „Rzeczywiście, scena jak z filmu, i to nienajlepszego” – podsumowywał później Zanussi. 

Pozostało jeszcze 88% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Polska nie była imperium. I dobrze. Kacper Kita o micie imperium i nowej geopolityce
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Plus Minus
„Niebo. Rok w piekle”: Przejmująca cisza
Plus Minus
„Canes of Karabakh”: Złapać oddech
Plus Minus
„Ride 6”: Szalone i profesjonalne wyścigi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama