Reklama

42 min. 10 sek.

Polska nie była imperium. I dobrze. Kacper Kita o micie imperium i nowej geopolityce

Czy Polsce potrzebna jest „imperialna opowieść”, czy raczej chłodna podmiotowość państwa średniego? W podcaście „Posłuchaj Plus Minus” Kacper Kita mówi o micie mocarstwowości, trybalizacji i pułapkach „Realpolitik”.

Punktem wyjścia rozmowy Darii Chibner z Kacprem Kitą jest tekst Marka Cichockiego „Czy Polska może być imperium?”. Gość podcastu podkreśla, że ta teza trafia w polską wrażliwość: „my jesteśmy (…) raczej przyzwyczajeni do myślenia o sobie jako ofierze imperiów”.

Reklama
Reklama

Kita streszcza argument Cichockiego: dążenie do imperium oznaczałoby „nadmierną centralizację władzy państwowej” i „ingerencję w te nasze indywidualne wolności”, a więc coś, czego Polacy „w gruncie rzeczy nie chcieli”. W jego ocenie I Rzeczpospolita nie spełniała kryteriów imperium: nie miała „tak zcentralizowanego ośrodka władzy” i nie poszerzała władztwa w skali znanej z „bardziej agresywnych imperiów”.

Czytaj więcej

Stany Zjednoczone w traumach

W rozmowie wraca jednak znane hasło przypisywane Piłsudskiemu: „Polska albo będzie wielka, albo nie będzie jej wcale”. Kita przyznaje, że jesteśmy „głęboko straumatyzowani” utratą niepodległości, ale stawia pytanie o sens ucieczki w „marzenia o polskiej mocarstwowości”. I dodaje kluczową puentę: „Polska jest średnia przez ostatnie kilkadziesiąt lat i w miarę dobrze (…) sobie generalnie radzimy. I myślę, że to nie jest zła droga. (…) być może powinniśmy się pogodzić z tym, że jesteśmy średni”.

Suwerenność jako plemienna wojna

Kita opisuje, że dziś „polityka zagraniczna stała się obszarem takiej plemiennej wojenki”, w której „każda forma krytyki jest formą uderzania w interes Polski”. To – jak mówi – bywa „lokajskie”, bo sprowadza się do przekonania, że „nie możemy podskakiwać”.

Reklama
Reklama

W jego diagnozie zmieniają się też dawne dogmaty: rośnie krytycyzm wobec Unii Europejskiej, a jednocześnie „bardzo mocno wzrosła (…) negatywna ocena Stanów Zjednoczonych”. Efekt? Coraz silniejsze u Polaków oczekiwanie „zdrowej podmiotowości” – bez „wywalania wszystkiego”, ale też bez udawania, że relacje międzynarodowe są „świętością”.

Czytaj więcej

„Koniec wszystkiego. Jak wojna prowadzi do zniszczenia”: Służyć Bogu, wielbić króla i bogacić się

Realpolitik i moralne szantaże

W rozmowie pada też ostrzeżenie przed emocjonalną „trybalizacją”, która przenosi partyjne spory na mapę świata. Kita mówi wprost: „to jest absurdalne”, gdy preferencje polityczne w Polsce „ustawiają” ludzi po którejś stronie konfliktów zewnętrznych. Tę dynamikę wiąże z erozją wspólnot i przeniesieniem potrzeby przynależności do internetu: partie stają się „podstawową wspólnotą”, a spór personalny wypiera realne poglądy.

Jednocześnie krytykuje paradoksy „realpolitik”: z jednej strony deklaracje „tylko siła”, z drugiej – oczekiwanie wdzięczności od innych. W jego ocenie część debaty poszła w „przegięcie” – aż do „odmawiania tego, że my mamy z Ukrainy jakiekolwiek wspólne interesy”, mimo że „Rosja także jest dla nas zagrożeniem”.

Czytaj więcej

Piotr Zaremba: Zderzenie dwóch wizji i dwóch wrażliwości

Co z polskiej tradycji politycznej warto zachować

Na koniec Kita wraca do polskich nawyków politycznych: „nadmierna skłonność do anarchii, do źle pojętego indywidualizmu, do takiego trochę warcholstwa i walk wewnętrznych”. Receptą ma być „pielęgnowanie instytucji publicznych” i budowa zaufania „kroczek po kroczku”. I jeszcze jedna lekcja: „niepopadanie w skrajności – ani mesjanizm, ani defetyzm”, tylko decyzje zależne od realnych okoliczności.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama