-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!
Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Kliknij i przejdź do szczegółów
„Wielki Marty”, reż. Josha Safdie, dystr. Monolith Films
W zeszłym roku Chalamet otarł się o Oscara za rolę Boba Dylana w „Kompletnie nieznanym”. W tym roku 30-letni aktor zdobył już Critics’ Choice Award i Złotego Globa. W panteonie looserów w uniwersum z kina braci Safdie, jego Marty wchodzi z przytupem na sam szczyt. Bracia Josh i Benny Safdie od czasu „Good Time” pokazują, że są w topie najciekawszych głosów amerykańskiego autorskiego kina. Nie boją się ryzykownych decyzji obsadowych. Zanim Robert Pattinson zagrał mrocznego Batmana, stworzył niepokojącą kreację w „Good Time” (2017), zaś Adam Sandler najbliżej upragnionej nominacji do Oscara był w ich „Nieoszlifowanych diamentach” (2019). Oba filmy opowiadają o pechowcach, którzy mimo chęci zmiany losu pakują się w coraz potworniejsze tarapaty. Teraz bracia postanowili nakręcić filmy oddzielnie. Benny za „Smashing Machine” dostał w zeszłym roku Srebrnego Lwa w „Wenecji”. W roli gwiazdy MMA obsadził Dwayne’a „The Rocka” Johnsona, który podobnie jak Sandler znakomicie pokazał zupełnie inną aktorską twarz. Podziwiam rolę Johnsona, ale sam film jest według mnie niepełny. Nie ma wielkiej stawki i zbudowany jest zbyt mocno na szkielecie kina sportowego. Josh Safdie „Wielkiego Marty’ego” też opiera na micie „Rockiego”, ale jednocześnie ten mit błyskotliwie reinterpretuje.
Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Kliknij i przejdź do szczegółów