Ponad 60 deportowanych, ponad 100 zatrzymanych, kilka osób rannych, a do tego organizacja nielegalnego zgromadzenia na kilka tysięcy osób oraz skandal wywołany pokazaniem flagi UPA przez jednego z fanów. To bilans przyjazdu Maksa Korża do Warszawy. Dla Polaków kompletnie nieznany artysta ściągnął do polskiej stolicy kilkadziesiąt tysięcy swoich fanów z kilkunastu krajów. Bilety wyprzedały się w tydzień, a widownię stanowili nie tylko migranci z Europy Wschodniej, którzy mieszkają na co dzień w Polsce, ale także całe zorganizowane grupy, które przyjechały specjalnie na występ swojego idola. Byli wśród nich Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie, ale także Mołdawianie, Kazachowie, jak i przedstawiciele wielu innych nacji z obszaru dawnego ZSRR. Maks Korż jest bowiem fenomenem i kimś znacznie więcej niż muzykiem – stoi za nim cała subkultura.