Reklama

Bogusław Chrabota: Tym razem Mongolia

Rosja, choć wciąż dostarcza benzynę i energię, nie ma dla Mongołów oferty. Komercyjnie już wygrały Chiny. Za chwilę wchłoną całe tutejsze społeczeństwo.
Ułan Bator

Ułan Bator

Foto: AdobeStock

Widzieliście Mongolię? Jeśli nie, to wiedzcie, że są one dwie, jak dwie strony monety. Dwa oblicza Janusa. Pierwszą jest wielkie miasto, z którego zaczyna się podróż, inaczej niemal nie można. To Ulaanbaatar, niegdyś z sowiecka zwane Ułan Bator. Dziś używanie tej starej nazwy Mongołowie uznają za despekt. Ale i tu, jak niemal we wszystkim, co dotyczy tego kraju, nie ma konsekwencji. Dzisiejsze Ulaanbaatar to wciąż „Czerwony bohater”, bo tak się tłumaczy mongolską nazwę, a nie dawna, przedrewolucyjna Urga. Trudno miastu oderwać się od sowieckich korzeni, tak jak trudno wyplenić w Mongołach miłość do Rosjan. Rosjan, których komunistyczna władza stała za wymordowaniem w latach 30. ubiegłego wieku jednej szóstej niespełna milionowego wówczas narodu.

Pozostało jeszcze 88% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama