Od czasu uzyskania w latach 90. praw do adaptacji Tolkienowskiego uniwersum New Line Cinema musi dokonywać okresowych płatności na rzecz firmy Zaentz Co., by je utrzymać. Co więcej, musi też co jakiś czas wprowadzić na wielkie ekrany nową produkcję. „Władca Pierścieni: Wojna Rohirrimów” jest właśnie takim projektem – owocem konieczności, spełnieniem warunku, dzięki któremu studio Warner Bros nadal może współprodukować filmy osadzone w świecie Tolkiena. Ci, którzy łudzili się, że specyficzny charakter dzieła Kenji Kamiyamy nie ma znaczenia, bo przecież producenci i studio nie pozwolą zbrukać ikonicznego, kultowego statusu serii adaptacji prozy J.R.R. Tolkiena, które powstały pod szyldem WB, srogo się rozczarują.