Gdyby ojcom założycielom Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej ktoś odkrył karty przyszłości i powiedział o przyczynach problemu z przyjazdem do Auschwitz przywódcy Izraela, ci zapewne uznaliby to za niskiego lotu żart. Trzydzieści, dwadzieścia, a nawet chyba dziesięć lat temu po prostu nikt takiej możliwości nie zakładał. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że premier żydowskiego państwa, powołanego do życia po Zagładzie i w opinii międzynarodowej społeczności będącego żywym dowodem zwycięstwa dobra nad złem, świadectwem dla ludzkości, aby ta już „nigdy więcej” – sam mógł zostać obłożony międzynarodowym nakazem aresztowania z powodu oskarżenia o zbrodnie przeciw tejże ludzkości.