Reklama

Jan Maciejewski: Dukaj na górze Moria

Nigdy jeszcze czyjaś decyzja biznesowa mną nie wstrząsnęła. Aż do chwili, kiedy przypadkiem natrafiłem na informację o założeniu przez Jacka Dukaja spółki akcyjnej Nolensum, zajmującej się głównie produkcją gier komputerowych.

Publikacja: 09.12.2022 17:00

Jan Maciejewski: Dukaj na górze Moria

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Można pisać na papierze i można pisać na świecie” – stwierdził najlepszy żyjący polski pisarz science fiction. Znamienna jest też sama nazwa jego przedsięwzięcia: pojęcie „nolensum” ukuł już wiele lat temu, w minipowieści „Linia oporu”. Oznacza ono etap w rozwoju cywilizacji, w którym do tego stopnia zaspokaja ona wszystkie ludzkie potrzeby, że cele i tożsamości człowieka muszą być wytworzone sztucznie. Prawdziwa władza, władza praktycznie nieograniczona wpada w ręce „inżynierów sensu”. A pionierami tej „gałęzi gospodarki”, pierwszymi spośród tych, którzy projektują dla nas sens życia, są – to znów Dukaj podczas prezentacji swojego biznesowego przedsięwzięcia – „pierwsi praktycy gamifikacji losu ludzkiego: twórcy gier komputerowych”.

Czytaj więcej

Jan Maciejewski: Od satanizmu do nawrócenia

Zawsze, kiedy czytam Jacka Dukaja, mam poczucie, że to jeden z najinteligentniejszych spośród żyjących. A jednocześnie, że im więcej rozumie, im bardziej błyskotliwie potrafi wskazać zależności, opisać trendy i ich logiczne konsekwencje, w tym większym stopniu staje się niewolnikiem własnego intelektu, a w zasadzie zależności, które dzięki niemu odkrył i nazwał. Że funkcjonuje w tej prozie i eseistyce jakieś nieubłagane „równanie Dukaja”: im więcej przenikliwości, tym mniej wolności. Terror strony biernej. Jakby to już nie on pisał swoje teksty, ale one pisały jego. A sam pisarz jest tu tylko pośrednikiem, prorokiem złej nowiny o człowieczeństwie, które znalazło się poza człowiekiem. Nasze poczucie autentyczności – gusta, poglądy i upodobania, które mamy zwyczaj uważać za własne, są nam indukowane z zewnątrz. My jesteśmy tylko białą kartką, na której pisze zbiorowa mądrość, boska opatrzność Big Data za pośrednictwem sakramentu algorytmów. Wszechobecnych zależności i władzy struktur, które jako jedyne posiadają suwerenność, wyalienowały się od ludzkich decyzji i intencji i których człowiek staje się jedynie narzędziem, lalką pociąganą za niewidzialne sznurki. Przydomek pisarza science fiction nijak nie pasuje do Dukaja. Od początku i w swoim najgłębszym rdzeniu jest to pisarstwo religijne.

Terror strony biernej. Jakby to już nie on pisał swoje teksty, ale one pisały jego. A sam pisarz jest tu tylko pośrednikiem, prorokiem złej nowiny o człowieczeństwie, które znalazło się poza człowiekiem. Nasze poczucie autentyczności – gusta, poglądy i upodobania, które mamy zwyczaj uważać za własne, są nam indukowane z zewnątrz. 

Dlatego właśnie tę zarządzającą nami, wszechwładną i wszechobejmującą całość nazywa on „logosem”. Pojęciem funkcjonującym już w filozofii greckiej, oznaczającym tam metafizyczną zasadę, kierującą światem i człowiekiem. A jednocześnie – w swym dosłownym znaczeniu – słowo, mowę, ludzki rozum. Nić łącząca człowieka z Absolutem, pierwotne źródło jego godności, opierającej się na odbiciu – niewyraźnym, ulotnym, ale i niepodważalnym – boskiego zamysłu w człowieczeństwie. Istniejącej między tymi dwoma bytami – Stwórcą i stworzeniem – analogii. I to właśnie tym greckim terminem św. Jan określił w prologu do Ewangelii Jezusa. Jego narodzenie, które Kościół będzie obchodził już za dwa tygodnie, definiując jako moment wcielenia się boskiego logosu; potwierdzenie i pogłębienia tej analogii, na której wisi jak na cienkiej, ale mocnej linie godność człowieka i sens (to swoją drogą jedno z możliwych tłumaczeń „logosu”) jego życia. Z kolei u Dukaja dochodzi do odwrotnego procesu, jego „logos” zostaje „odcielony”, oddzielony od człowieczeństwa, zahibernowany w oplatających go zewsząd strukturach, ale z jego samego, ludzkiej duszy i umysłu – wyzuty.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jan Maciejewski: Samotność to nie rezygnacja z ambicji

Nie istnieje między nami a nim żadna analogia, jest tylko zależność. Tym głębsza, bardziej nas uprzedmiotawiająca, im bardziej chcemy wziąć udział w świecie przez dukajowy logos zarządzanym. Im bardziej wpasowujemy się w trendy, w to wszystko, co się robi, się myśli, się czyta. W co się wreszcie gra. Inżynierowie sensu, logosu, są tymi z kukiełek, którzy wiszą na najkrótszych sznurkach, mają najmniej wolności. „Bycie postępowcem oznacza głośną pochwałę swej niewoli – pisał szef spółki Nolensum w jednym z esejów. – To nie Zuckerberg używa Facebooka do swoich celów, to Facebook używa Zuckerberga. To nie Brin używa Google’a, to Google używa Brina”. I to nie Dukaj będzie teraz tworzył gry komputerowe, ale to one będą się nim tworzyły. Po tym, jak złożył swój genialny intelekt na ołtarzu konieczności. Fałszywego logosu.

Plus Minus
Koniec „Stranger Things” – dlaczego stylistyka retro rządzi serialami i filmami
Plus Minus
„Dwaj prokuratorzy”: Przeszłość, która niepokoi
Plus Minus
„Highlands Fishing”: Moje pole!
Plus Minus
„Dandadan”: Poznaj moich kosmitów
Plus Minus
Teatralne perły (nie tylko dla konserwatysty)
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama