Reklama

Do słuchania nie przy okazji

Na czwarty album brytyjskiego trio Alt-J przyszło czekać pięć lat. Tę przerwę można tłumaczyć swoistą walką o być albo nie być na alternatywnej scenie muzycznej. Po dwóch fenomenalnych albumach muzycy wydali bowiem w 2017 r. przeciętny album „Relaxer", który mocno odbiegał stylem i poziomem od dwóch poprzednich. Ich nowa płyta „Dream" może w pierwszym kontakcie nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy próba powrotu na szczyt zakończyła się sukcesem, ale każde kolejne odtwarzanie działa tylko na jej korzyść.
Do słuchania nie przy okazji

Foto: materiały prasowe

Otwierający płytę utwór „Bane" to pięciominutowy pokaz możliwości muzycznych Brytyjczyków. Rozpoczyna się skandynawskim chłodem przyozdobionym brzmieniem szkockich kobz. „U&ME" przynosi delikatny, elektroniczny podkład, odrobinę gitar, perkusjonalia i oryginalne wokalne partie. „Hard Drive Gold", obdarzony przebojowym potencjałem, jest z kolei wielowymiarowy i cieszy smaczkami w postaci zmiany rytmu i różnorodnego instrumentarium.

Alt-J najlepiej wypada w utworach spokojnych, wprawiających w zadumę. Choćby takich jak urzekające dźwiękami klawesynu „Happier When You're Gone", wzbogacone pojedynczymi uderzeniami gitary i wokalem przywołującym skojarzenia z muzycznymi rytuałami plemion pierwotnych. Albo przepiękne, nieco mroczne „Losing My Mind". Jeszcze delikatniej brzmi proste w środkach wyrazu „Get Better".

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama