Kiedy wszystko było już z powrotem w koszyku, wyprostowałyśmy się, a ja zaczęłam jej odpowiadać, tyle że nie szeptem, lecz półgłosem, tak jak rozmawia się w kolejkach, to po chwili zorientowałam się, że wyglądam na osobę poza normą, bo kobieta rozglądała się dokoła, udając, że mnie nie słyszy. Najwyraźniej przerażona była perspektywą rozmowy, której świadkiem mogli być inni ludzie w kolejce. Więc nie tyle jej pytanie, troska o przyszłość i stan kraju były godne uwagi, ile ten szept i nieobecność w rozmowie. Nie głośnej przecież, tylko słyszalnej.

Gdyby nie koszyki pełne jedzenia skojarzenie z komuną byłoby oczywiste. Można zastrzec, że w komunie nikt nawet szeptem nie zadałby takiego pytania w miejscu publicznym. Ktoś, kto tak by się zachował, zostałby potraktowany jako ubecki prowokator i cała kolejka udawałaby, że nie słyszy. Nikt nie szeptał o stanie państwa, bo szept w publicznym miejscu był równie niebezpieczny jak krzyk.

Jednak szept tej kobiety, jej skulenie nad podłogą, to wykorzystanie okazji do niesłyszalnej skargi, to wszystko stało się dla mnie symboliczne. Tak nie zachowuje się wolny człowiek. Zadając mi krótkie pytanie, miała w oczach strach, a kiedy jej odpowiedziałam, ona nagle stała się nieobecna. Bała się ujawnić jako ktoś, kto czuje niezgodę. Może bała się utraty pracy, a może niewidzialnych wrogów, napiętnowania. Tak czy inaczej, stworzyły ją warunki tu i teraz, jest produktem klimatu dobrej zmiany.

Czytaj więcej

Ryszard Czarnecki: Dzieci na granicy? Współczuję, że mają takich rodziców

Ludzie wolni nie muszą być odważni. Chodzi o to, by zwykły, przeciętnie strachliwy człowiek nie czuł tego, co każe mu ściszać głos – wszechobecnego zagrożenia. Istotą klimatu komuny była zasada nieufności. Nie dajemy paszportów, bo jesteś potencjalnym szpiegiem. Talerze na łańcuchu w barze mlecznym, jak z Barei, to też symbol – jesteś potencjalnym złodziejem. Kobieta za ladą z pustymi półkami w tle patrzyła na klienta jak na intruza. Intruz zresztą też nie ufał sprzedającej. Puste półki to jedno, a to, co pod ladą, to drugie. Klimat oficjalny polegał na nieufności wobec obywatela albo człowieka po prostu. Człowieka trzeba pilnować i sprawdzać, bo z natury jest nieprzewidywalny.

Kiedy słyszę słowa Kaczyńskiego czy Kamińskiego dotyczące ludzi na naszej granicy, czuję ten sam klimat. Pas graniczny trzeba grodzić i wspomóc stanem wyjątkowym, nie dając wglądu dziennikarzom. Dlaczego? Bo są z pewnością nośnikami wrogiej propagandy, a ich intencje są złe. Iście PRL-owska nieufność. Ludzie uciekający od zagrożeń i biedy w swoim kraju to potencjalne zło w każdym wymiarze. Najwyżej nieszczęśnicy, ale sami sobie winni, skoro dają się wykorzystywać Łukaszence.

Coraz trudniej pisać felietony, bo brakuje słów, ale też słowa, choćby najtrafniejsze, niewiele dadzą

Niezależnie od słów, jakie padają ze strony rządowej, nutą przewodnią jest nieufność. Ci, co marzną po lasach, chcą oszukać, bo taka ich natura, taka kultura. A ja pamiętam pewien rysunek zachodniego grafika, który wzbudził zgorszenie wśród nas, Polaków, kiedy staraliśmy się o wejście do Unii. Grafik ten narysował pijackie i bezmyślne twarze ludzi z tłumu, który pcha się do drzwi Zachodu. Okropne, prawda? A przecież taki sam klimat towarzyszy naszej rządowej propagandzie.

Oczywiście problem ochrony granicy czy prowokacji białoruskiej pozostaje, ale ton, w jakim opowiada się o ludziach, jest dokładne jak z tego rysunku. Obca tłuszcza, która się wpycha na nasz lepszy teren. Ten ton dominuje nad troską i zrozumieniem.

Wolność rodzi się z ufności, niewola z nieufności. Komu rząd woli zaufać? Jakiemu typowi daje środki do wywrzeszczenia się na terenie kraju? Bąkiewiczowi. Za nim stoją agresja, nienawiść i ekspresja żula.

Coraz trudniej pisać felietony, bo brakuje słów, ale też słowa, choćby najtrafniejsze, niewiele dadzą. Więcej powiedziałyby dwie fotografie. Młody uciekinier z Iraku, o którym nic nie wiemy, a obok twarz Bąkiewicza. Poniżej do wyboru: ufam/nie ufam. Boję się/nie boję się. Wpuszczam/odrzucam. W granicach/poza granicą. Więcej słów nie trzeba.