Więc analizując obrazy Michała Anioła czy Caravaggia, oczywiście przyda się co nieco wiedzieć o ich biografii, kontekście, ale przede wszystkim warto oceniać samą sztukę. Podobnie czytając powieść, znacznie bardziej interesujemy się gotowym dziełem, a nie tym, z kim autor się spotykał, pisząc, z kim rozmawiał, co jadł. Bywają jednak wyjątki. Witkacy na swoich obrazach informował, czy przed jego namalowaniem brał jakieś środki psychoaktywne, a jeśli nie, to od ilu dni nie pił lub nie brał narkotyków. Choć historycy sztuki lubili zaglądać pod podszewkę i podawać informacje zza kulis – choćby pytając o to, jaki wpływ na malarstwo Michała Anioła i Caravaggia miała ich podobno homoseksualna orientacja.

Mimo to uważam, że tak samo jak do innych dzieł, powinno się podchodzić do materiałów tworzonych przez dziennikarzy. Powinno się oceniać dziennikarzy po tym, co piszą, jakie przygotowują audycje radiowe, telewizyjne, podcasty itp. Oceniać, czy ich analizy są trafne, czy komentarze przenikliwe, czy wywiady docierają do sedna. Ostatnio zaś zapanowała moda na ocenianie dziennikarzy pod kątem tego, z kim wymieniali maile albo z kim pili alkohol. Może nie wszystkim się to podoba, może niektórzy uważają, że dziennikarze będą bezstronni, jeśli nie będą wstawali zza biurka. Ale by rozumieć, co się dzieje w polityce, trzeba mieć źródła w różnych miejscach, trzeba rozmawiać z różnymi frakcjami, utrzymywać kontakty z różnymi ludźmi. Dziennikarstwo nie polega jedynie na tym, że zadaje się pytania na konferencji prasowej (choć i to jest ważne), ale również na tym, by zdobywać informacje także kanałami nieformalnymi. Nawet ktoś, kto para się wyłącznie publicystyką czy w szczególności felietonistyką, jeśli nie będzie miał własnych źródeł, będzie się wyłącznie ślizgał po powierzchni.

Ostatnio zapanowała moda na ocenianie dziennikarzy pod kątem tego, z kim wymieniali maile albo z kim pili alkohol

Jeśli dziennikarze spotykają się z politykami regularnie albo często z nimi rozmawiają, są na „ty". Czasem spotkają się zupełnie nieoficjalnie, nie ma w tym nic nagannego, jeśli dalej uczciwie wykonują swoją pracę. Jeśli dziennikarz potrafi maglować w studiu polityka, a później pić z nim kawkę, piwko, winko czy nawet wódeczkę, to tylko chwała mu za to, że potrafi być profesjonalny. Ale gdyby z jednym rozmawiał ostro, a łagodnie traktował kogoś, z kim utrzymuje towarzyskie kontakty, tak, wówczas można by mu stawiać jakiekolwiek zarzuty. Jeśli jakiś polityk pyta dziennikarza o zdanie, bo znają się od dawna, póki ten nie będzie go faworyzował w swoich materiałach, nie będę w tym widział niczego haniebnego.

Każdy zawód ma jakąś swoją kuchnię. Częścią kuchni pracy dziennikarskiej są relacje z politykami. Owszem, jak tę kuchnię wyciąga się na światło dzienne, może to wyglądać brzydko. Przyznam, czasem zdarza mi się siarczyście przekląć w redakcji, szczególnie gdy zbliżają się dedlajny. Ale czy to oznacza, że tekst, przy którym przeklinałem, jest gorszy od tego, przy którym mówiłem same miłe słowa? Ale jeśli do sieci przecieknie filmik z przeklinającym dziennikarzem, kilka dni będzie trwało oburzenie, zupełnie jakby to było najważniejsze.

Czytaj więcej

Marcin Kierwiński
Impreza u dziennikarza. Kierwiński: Budka i Siemoniak nie mieli złych intencji

Rzecz jasna są sprawy, które rzucają się cieniem również na profesjonalizm. Gdy ktoś łamie prawo, rażąco narusza obyczaje lub w jakiś inny sposób popada w hipokryzję, można pytać, na ile jest wiarygodny. No bo jeśli dziennikarze mają prawo rozliczać polityków z takich postępków, to powinno się móc także rozliczać dziennikarzy. Ale rozliczajmy ich z tego, co robią, co mówią, piszą czy tworzą, a nie z tego, z kim się spotykają, z kim wymieniają maile albo czy przeklinają, pisząc swoje teksty.