Reklama

Zdrada w Austrii

Zostaliśmy zdradzeni, oszukani, poniżeni. Sędzia nas sprzedał, pogrążył, okradł. Polskie media nie zostawiły na angielskim arbitrze suchej nitki. Jak on mógł w ostatnich minutach meczu podyktować rzut karny i pozbawić Polaków sukcesu na miarę wiktorii wiedeńskiej. Toż to się w głowach nie mieści.

I pewnie nie warto byłoby poświęcać tym reakcjom uwagi, gdyby nie fakt, że pokazują one jedną z najbardziej nieznośnych polskich cech – połączenie megalomanii ze słabością.

Najpierw była gigantyczna propaganda sukcesu, według której doczekaliśmy się drużyny na miarę mistrza Europy. Ordery, uściski, zapewnienia, wywiady, mizdrzenie się. Politycy kłaniali się w pas, premier doradzał, prezydent zaopatrzył się w szalik. W Austrii okazało się, że do gry nadają się tylko bramkarz Artur Boruc i w ostatniej chwili przygarnięty do reprezentacji Brazylijczyk Roger Guerreiro. Reszta zawodników albo bała się piłki, albo nie miała sił, by za nią biegać. Jednym plątały się nogi, inni strzelali na wiwat. Trener dwoił się i troił, ale występy w reklamówkach i prowadzenie drużyny na boisku to nie to samo.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama