Reklama
Rozwiń
Reklama

Ginąca tradycja win wzmacnianych

Świat się kuńczy na Makuńczy, jak mawia Artur Andrus, kpiąc z Komańczy. Ale, drogi Arturze, świat faktycznie zmierza ku końcowi. Imaginujesz sobie, że o marsali piszą teraz na stronach kulinarnych, że do lodów się tylko nadaje?! Nie trzęsiesz się z oburzenia, że kolejne winnice pod Malagą wycinają, bo hotele, bo apartamenty, bo turyści?!
East India Madeira Fine Rich 58 zł

East India Madeira Fine Rich 58 zł

Foto: materiały prasowe

Pewnie, że się nie trzęsiesz, to pozwól, że Ci wytłumaczę, dlaczego w paroksyzmy wściekłości popaść powinieneś. Otóż, mój drogi, na naszych oczach ginie piękna, kilkusetletnia tradycja robienia win wzmacnianych. Wzmacnianych, czyli takich, do których dodaje się jakiegoś szlachetnego bimbru, bo nic tak nie konserwuje jak alkohol i cukier. Nic dziwnego, że większość tych win to wina słodkie lub półsłodkie. Dobrze, tylko po co je konserwować, spytasz. Ano nam to niepotrzebne, ale 500 lat temu żeglarzom, i owszem, przydawało się. Nic dziwnego, że wina takie robi się w okolicach portów: hiszpańskich Kadyksu (sherry) i Malagi, sycylijskiej Marsali, wreszcie portugalskiego Porto i na Maderze. Tę ostatnią odkryto w okolicach bitwy pod Grunwaldem i bardzo się przydawała Portugalczykom, gdy płynęli do Indii Zachodnich. Na wyspie zaczęto robić wino oraz poddawać je maderyzacji (najpierw dodaje się brandy, a potem podgrzewa).

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama