Z nowości czytelniczych sięgnąłem po „Wolę wielu” Jamesa Islingtona. Coraz częściej czytam dziś jednak pod kątem własnych prac literackich, różnych kwerend, a więc raczej rzeczy niebeletrystyczne. Przykładem bardzo ciekawa książka mojej znajomej muzealniczki Magdy Kopeć „Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki” – opowieść o pracy małych dzieci w dawnych czasach, znakomicie udokumentowana pod względem źródłowym i historycznym. Ponieważ obecnie piszę cykl związany z Zieloną Górą, sięgnąłem również po opracowania miejscowego muzealnika Igora Myszkiewicza: „O czarownicy i potworze” poświęcone zielonogórskim procesom o czary oraz „Ilustrowaną kronikę Zielonej Góry”. To były lektury po prostu potrzebne do pracy.