Dużo tu duchowego wdzięku, kołyszącego dźwięku słów z ich melodyjnością. To pisanie pierwotne w tym sensie, że nie ogląda się na smutne diagnozy o wyczerpaniu języka czy kryzysie reprezentacji, ale autor po raz pierwszy jest aż tak zapatrzony w swojej poezji w przeszłość. Spotyka się w tych wierszach czas psychiczny i duchowy, czas prawdy doświadczania i czas ciała – wszystkie one trwają jednocześnie z korzyścią dla języka, składni i wiersza. Bez degenerowania się w melancholię, jakby sam rytm ze swoim wigorem składni chronił przed jałową refleksją o przemijaniu, prostymi bilansami, arytmetyką osiągnięć w poezji czy życiu.