Reklama

Jerzy Haszczyński: Nie będę płakał po Carnajewie

Młodemu terroryście Dżocharowi Carnajewowi grozi w Stanach Zjednoczonych wyrok śmierci. Obrońcy życia zbrodniarzy bardzo się o niego niepokoją.
Jerzy Haszczyński

Jerzy Haszczyński

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

Dwa lata temu Dżochar i jego nieżyjący już starszy brat Tamerlan, Amerykanie pochodzenia czeczeńskiego, pojawili się przy mecie maratonu w Bostonie przy Boylston Street ze sporządzonymi w domu bombami. Tysiące maratończyków było jeszcze na trasie, a tysiące widzów im kibicowało, gdy doszło do eksplozji. Trzy osoby zginęły, kilkaset zostało rannych, kilkanaście z nich na tyle poważnie, że musiano im amputować kończyny. Później bracia Carnajew zabili jeszcze policjanta. Teraz Dżochar czeka na karę – śmierć lub dożywocie, bo to, że jest winien, ława przysięgłych już ogłosiła.

Dlaczego Carnajewowie zdecydowali się skrzywdzić tylu ludzi? Przesiąknęli skrajną ideologią islamistów, zapragnęli „wyrwać ze snu wojowników dżihadu". I postanowili ukarać Amerykę, która przygarnęła ich rodzinę i dała im szansę rozwoju. Skala zbrodni i jej motywy są wyjątkowe. Kara też powinna być taka.

Pozostało jeszcze 81% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama