Skoro nawet oficjalna strona UEFA zapowiada ten mecz jako pojedynek Roberta Lewandowskiego z Luisem Suárezem, nie wypada się nie zgodzić.

Polski napastnik dogonił marzenie o wygranej w Lidze Mistrzów, został jej królem strzelców, odebrał nagrodę dla gracza sezonu, co osłodziło mu trochę odwołanie przez magazyn „France Football” plebiscytu Złotej Piłki.

Wszedł na szczyt, a teraz rusza w dalszą pogoń za rekordami. Jeszcze tej jesieni powinien awansować na strzeleckie podium wszech czasów. W Champions League przez dziewięć lat uzbierał 68 goli, do Raula traci trzy. Przed nimi są już tylko Leo Messi (115 – do wczorajszego meczu z Ferencvarosem) i Cristiano Ronaldo (130).

Luis Suárez w tej klasyfikacji jest daleko, ostatnią z 26 bramek zdobył w sierpniu, podczas turnieju finałowego w Lizbonie, ale tamten letni wieczór wolałby wymazać z pamięci, bo Barcelona została wtedy ośmieszona w ćwierćfinale przez Bayern (2:8).

Jakby mało było upokorzeń, po koszmarnym roku nowy trener Barcelony Ronald Koeman pokazał mu drzwi. W Atletico Suárez gra tak, jakby chciał Holendrowi udowodnić, że skreślając go, popełnił ogromny błąd.

– Najbardziej boli sposób, w jaki dano mi odczuć, że wyrzucają mnie z klubu. Dzięki Atletico znów jestem szczęśliwy – przekonuje Urugwajczyk, który w czterech meczach ligowych strzelił trzy gole. Trafia średnio co 54 minuty, ma lepsze wejście do drużyny niż jej byli snajperzy: Antoine Griezmann, Diego Forlan i Radamel Falcao. A teraz dostał jeszcze szansę, by odegrać się na Bawarczykach.

Nie spodziewał się, że okazja do rewanżu nadarzy się tak szybko. Po tym jak kontuzji doznał Diego Costa, to na nim przez kilka najbliższych tygodni spoczywać będzie odpowiedzialność za grę ofensywną.

Lewandowski zaczął sezon od siedmiu goli w Bundeslidze, ale spotkania z Atletico są dla niego dużym wyzwaniem. Szczelna obrona Diego Simeone wspierana przez bramkarza Jana Oblaka sprawiła, że bilans polskiego asa wynosi tylko dwa trafienia w czterech występach.

Do rywalizacji przystępują dziś także inni kandydaci do trofeum: Real, Manchester City i Liverpool, który jedzie na mecz z Ajaxem. Oba zespoły zdobyły łącznie dziesięć Pucharów Mistrzów i aż trudno uwierzyć, że będzie to dopiero ich trzecie spotkanie – pierwsze od ponad pół wieku, kiedy to trzy gole strzelił obecny patron stadionu w Amsterdamie Johan Cruyff, wprowadzając Ajax do ćwierćfinału.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

– Dwa sezony temu grali wyjątkowy futbol, ale nie mieliśmy okazji się z nimi zmierzyć. Zmienili nieco swoją filozofię i ściągnęli kilku doświadczonych zawodników. Wrócił m.in. Davy Klaassen. Razem z młodymi tworzą ciekawą mieszankę – zauważa Juergen Klopp, któremu sen z powiek spędza dziurawa defensywa Liverpoolu, pozbawiona kontuzjowanego bramkarza Alissona i lidera Virgila van Dijka.

W Amsterdamie nie zmienia się jedno: umiejętność promowania talentów i zarabiania na nich. Tylko tego lata do klubowej kasy wpłynęło ponad 100 mln euro, większość ze sprzedaży Hakima Ziyecha (Chelsea) i Donny’ego van de Beeka (Manchester United).

Transfery w czasach pandemii stają się ważnym źródłem przychodów. Tym bardziej że – jak informuje „Times” – UEFA szykuje się do zmniejszenia premii w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Swoje straty wyceniła na 660 mln dolarów i o tyle mają zostać zredukowane nagrody w kolejnych pięciu sezonach.

Liga Mistrzów - 1. kolejka

Środa

Grupa A: RB Salzburg – Lokomotiw (18.55, Polsat Sport Premium 1); Bayern – Atletico (21.00, Polsat Sport Premium 1, TVP 1, TVP Sport).

Grupa B: Real – Szachtar (18.55, Polsat Sport Premium 2); Inter – Borussia Moenchengladbach (21.00, Polsat Sport Premium 4).

Grupa C: Manchester City – Porto (21.00, Polsat Sport Premium 3); Olympiakos Pireus – Olympique Marsylia (21.00, Polsat Sport Premium 5).

Grupa D: Ajax – Liverpool (21.00, Polsat Sport Premium 2); Midtjylland – Atalanta (21.00, Polsat Sport Premium 6).