Miał pan błogi spokój i to się właśnie skończyło. Zostając trenerem Wisły Kraków, podjął pan duże ryzyko.

W zawodzie trenera każda praca związana jest z ryzykiem, zależnym od okoliczności. Jedni liczą na tytuł, inni bronią się, żeby nie spaść. Wisła jest teraz w tej drugiej sytuacji, musimy sobie z tym poradzić i tyle. Na tym polega ta praca.

Czytaj więcej

Jerzy Brzęczek nowym trenerem Wisły Kraków

Może być trudno, zwłaszcza po odejściu Yawa Yeboaha, Aschrafa El Mahdiouiego, a w praktyce też Felicio Browna Forbesa, który chce zmienić klub…

Uzbieraliśmy 21 punktów, zajmujemy 13. miejsce, ale nie mamy zespołu słabszego niż niektóre kluby, będące teraz wyżej od nas. Różnice punktowe są nieduże, do końca trwać będzie zażarta walka. Tym bardziej że z ligi spadają trzy drużyny. Taka sytuacja powoduje stres większy niż zwykle. Zadaniem trenera jest to wszystko opanować.

W poniedziałek Wisła gra w Krakowie z Górnikiem Łęczna. To może być dla was jeden z najważniejszych meczów w sezonie…

Tak właśnie jest. Łęczna ma tylko o punkt mniej od Wisły i dobrą passę pięciu spotkań bez porażki. To wymagający przeciwnik. Cztery dni później jedziemy na mecz z Legią, która nie będzie zawsze przegrywać. 1 marca gramy w Grudziądzu z Olimpią w ćwierćfinale Pucharu Polski, na którym też nam bardzo zależy, a 5 marca spotykamy się z Lechią w Gdańsku. Terminarz na pewno nam nie sprzyja.

Miał pan propozycje pracy z innych klubów, a jednak je odrzucił. Czym pana przekonała Wisła?

To prawda, że zwracały się do mnie kluby z ekstraklasy, kiedy poszukiwały trenera, ale o tym się nie mówi.

Związek piłkarski Kosowa też? To prawda, czy ktoś to wymyślił, żeby się klikało?

To akurat prawda. Nawiasem mówiąc Kosowo jeszcze trenera nie wybrało. Przypuszczam, że postawią na kogoś z kręgu szkoleniowców bałkańskich. W przypadku Wisły sprawa jest prosta. Rozmawiałem ze swoimi siostrzeńcami i wspólnie uznaliśmy, że zmiana trenera w klubie jest potrzebna, a ja mogę podjąć się tej pracy.

Jeden z siostrzeńców – Jakub Błaszczykowski – jest współwłaścicielem Wisły, a drugi – Dawid Błaszczykowski jej prezesem i już słychać, że pan to trener po znajomości...

No i trochę mnie to irytuje. Jestem dumny z tego, że mam takich siostrzeńców. Kuba rozegrał w reprezentacji ponad 100 meczów, ja ponad 40 i byłem ostatnim kapitanem, który poprowadził drużynę do sukcesu na wielkiej imprezie. Od srebrnego medalu w Barcelonie minie w tym roku 30 lat. Mamy się z tych osiągnięć tłumaczyć? Albo mamy razem nie pracować, dlatego, że jesteśmy rodziną? Trochę to bez sensu. Kiedy Kuba i Dawid złożyli mi propozycję, nie miałem wątpliwości, że trzeba ją przyjąć i podjąć wyzwanie. Wisła jest naszym wspólnym dobrem.

Tym więcej można stracić…

Nie obawiam się. Możliwości piłkarzy Wisły są większe, niż wskazuje liczba zdobytych punktów i miejsce w tabeli. Celem jest utrzymanie się w lidze i my to wspólnie zrobimy.

W Wiśle pracują ludzie od lat z nią związani: legenda klubu Kazimierz Kmiecik, dyrektor do spraw skautingu Arkadiusz Głowacki, kierownik drużyny Jarosław Krzoska, lekarz Mariusz Urban. Nikt nie jest przypadkowy.

No i dojdzie inna legenda Wisły, Radek Sobolewski, który przyjął moją propozycję pracy w roli asystenta, za co jestem mu wdzięczny. Wszyscy z niejednego pieca chleb jedliśmy, dobrze wiemy, że atmosfera w Wiśle jest lepsza, niż w niejednym klubie. A jak jest klimat, to jest i troska o to, by nikogo nie zawieść. Ci kibice, którzy z trybuny dają sygnały, że im się gra nie podoba, mają rację, bo ma się podobać.

Ale okienko transferowe prawie się zamknęło, trzeba sobie dawać radę z tym składem, jaki jest. Latem to się może zmienić?

Jesteśmy w dobrej sytuacji finansowej. Wszyscy otrzymują wypłaty na czas, stać nas będzie i na transfery.

To znaczy, że w przyszłym sezonie też pan będzie pracował w Wiśle…

Podpisałem umowę do końca sezonu, ale z założeniem, że zostanie ona przedłużona automatycznie, jeśli Wisła utrzyma się w ekstraklasie. I zostanie przedłużona, głęboko w to wierzę.