fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

IS pod ścianą, więc jeszcze bardziej niebezpieczne

AFP
Zamachy w Paryżu to paradoksalnie dowód na słabość, nie siłę Państwa Islamskiego.

Od początku swego istnienia Państwo Islamskie skupiało się na zdobywaniu terytorium w Syrii i w Iraku. Oczywiście, ideolodzy zbrojnego dżihadu ambicjami sięgają całego świata, ale IS zdaje sobie sprawę, że - podobnie jak w latach 90. Al-Kaida - potrzebuje bazy, terytorium, na którym może w miarę spokojnie prowadzić szkolenia i przygotowywać kolejne ofensywy.

Taki sposób IS miał przez mniej więcej rok na sporej części północnego i zachodniego Iraku oraz północnej i wschodniej części Syrii. Od kilku miesięcy IS ma jednak coraz więcej problemów i to z kilku kierunków jednocześnie. W ciągu ostatniego roku kalifat stracił około jednej piątej zajmowanego do tej pory terytorium.

IS ma kilka poważnych problemów. Po pierwsze - Kurdowie. Kurdyjskie wojsko okazało się godnym przeciwnikiem dla IS. Kurdowie wspierani przez lotnictwo USA i sojuszników zaczęli odnosić kolejne sukcesy. Ostatnio przecięli główną szosę łączącą Rakkę, stolicę IS, z Mosulem w Iraku, największe zajęte dotąd przez dżihadystów miasto.

Po drugie - Rosjanie. Naloty USA zaczęły powoli zmieniać sytuację w Syrii, ale prawdą jest jest, że tam współdziałanie zachodniej koalicji z rebeliantami przynosiło duże gorsze efekty niż w Iraku. Tam Amerykanie współdziałają z rządową armią na południu i z Kurdami na północy. Dodatkowo iracki rząd jest mocno wspierany przez Irańczyków, doświadczonych w nieregularnych działaniach partyzanckich.

W Syrii interesy Irańczyków są inne niż interesy Zachodu. Iran wspiera tu armię prezydenta Assada, podczas gdy Zachód chce jego odejścia. Wielu ekspertów uważa, że na poziomie taktycznym Iran i USA koordynują działania w Iraku zwiększając siłę nacisku na IS. W Syrii takiej koordynacji nie ma.

Wejście Rosjan do Syrii zmieniło jednak sytuację na polu walki. To prawda, że celem numer jeden Moskwy w Syrii nie jest rozbicie IS, lecz utrzymanie prezydenta Assada przy władzy. Jest jednak faktem, że Moskwa i Waszyngton od pewnego czasu zaczęły współpracować w sprawie Syrii. I nie jest to dla IS dobra wiadomość.

Po trzecie - Libia. To jeden z najważniejszych frontów wojny Państwa Islamskiego przeciwko rządom świata arabskiego. IS odniósł tam wiele sukcesów w ciągu ostatnich dwóch lat, jednak od pewnego czasu także i tam dżihadyści zaczynają mieć problemy.
Niewiele wiemy o sytuacji w Libii, bo pracuje tam niewielu dziennikarzy. Wiadomo jednak, że od wielu miesięcy siły kilku krajów arabskich - m.in. Arabii Saudyjskiej i ZEA - prowadzą naloty na pozycje IS w Libii.

W tej cichej, prowadzonej z dala od kamer TV ofensywie przeciwko IS, kluczową rolę odgrywa sąsiad Libii - Egipt. Kair rok temu bardzo obawiał się ofensywy Państwa Islamskiego przez pustynną granicę. Teraz więc Egipt użycza arabskim sojusznikom swych baz, a wielu zachodnich ekspertów twierdzi, że egipska armia prowadzi rozmaite działania zaczepne przeciwko Państwu Islamskiemu we wschodniej części Libii.

W tej sytuacji w interesie IS leżało przeniesienie walki na terytorium wroga. Nie jest przypadkiem, że w ostatnich tygodniach IS uderzył w egipską turystykę, w bejruckich szyitów oraz w Paryż. Te trzy ataki miały przenieść wojnę na terytorium trzech głównych wrogów Państwa Islamskiego.

Dżihadyści uderzyli więc w podstawę dochodów walutowych egipskiego reżimu. Upadek turystyki w Egipcie oznaczałby trudne do przeszacowania problemy dla Kairu. Jednocześnie celem ataku stali się Rosjanie, a więc nowa siła naciskająca na IS w Syrii.

Celem koszmarnego podwójnego zamachu w Bejrucie byli tamtejsi szyci, z których wywodzi się Hezbollah. W przeddzień ataku w Paryżu IS uderzył w Partię Boga, która na polecenie Iranu prowadzi w Syrii działania przeciwko Państwu Islamskiemu.

Wszystkie te trzy ataki (a należałoby dodać do tego unieszkodliwiony w ostatniej chwili i planowany na piątek duży zamach w Turcji) mają taki sam cel - zmuszenie opinii publicznej w krajach prowadzących wojnę z IS to rezygnacji z konfrontacji z IS.

To oczywiście nie oznacza, że IS przegrywa wojnę z irańsko-rosyjsko-zachodnią koalicją. Ostatnie ataki Państwa Islamskiego wskazują jednak na to, że IS czując rosnącą presję posuwa się do coraz bardziej desperackich kroków. Problem w tym, że przyparte do ściany zwierze jest jeszcze bardziej niebezpieczne.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA