Zbulwersowany czytelnik zaalarmował redakcję o błędzie w elektronicznym Dzienniku Ustaw. Zauważył, iż rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 3 lutego 2012 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli oraz określenia szkół i wypadków, w których można zatrudnić nauczycieli niemających wyższego wykształcenia lub ukończonego zakładu kształcenia nauczycieli (DzU z 2012 r., poz. 174), podpisała minister edukacji narodowej Katarzyna Hall. Tymczasem 3 lutego nie pełniła już funkcji ministra. Nie mogła zatem tego rozporządzenia podpisać.
Zdaniem czytelnika ten dziwny fakt każe wątpić w wiarygodność systemu elektronicznej publikacji. Zgodnie bowiem z ustawą podstawą ogłoszenia aktu normatywnego jest akt w formie dokumentu elektronicznego opatrzony przez upoważniony do jego wydania organ bezpiecznym podpisem elektronicznym. Jak podpis elektroniczny Katarzyny Hall mógł funkcjonować po odwołaniu jej z funkcji ministra i zostać użyty do potwierdzenia treści rozporządzenia? – pyta czytelnik.
Jego wątpliwości wydają się uzasadnione. O to, jak mogło dojść do wydania rozporządzenia przez osobę, która nie jest już ministrem, i czy takie rozporządzenie jest w ogóle obowiązującym aktem prawnym, zapytaliśmy więc w Rządowym Centrum Legislacyjnym. RCL publikuje akty prawne w formie elektronicznej na stronie internetowego Dziennika Ustaw.
Okazuje się, że był to skutek nietypowej i rzadkiej sytuacji, wynikającej ze zmiany na stanowisku ministra, której niestety nie przewidują zasady techniki prawodawczej, czyli reguły konstruowania przepisów określone w rozporządzeniu premiera.
– To nie jest błąd – odpowiada Jarosław Deminet, dyrektor Departamentu Dziennika Ustaw i Monitora Polskiego RCL. – To rozporządzenie było podpisywane w sumie przez siedmiu ministrów, bo jest wydawane w porozumieniu z ministrami: kultury, spraw wewnętrznych, pracy, środowiska, rolnictwa i sprawiedliwości – wskazał.
I dalej wyjaśnia, że Katarzyna Hall podpisała je 14 października, kiedy była jeszcze ministrem. Jako ostatni podpisał je minister środowiska Marcin Korolec 3 lutego.
– Zgodnie z zasadami techniki prawodawczej właśnie ta ostatnia data jest uznana za datę wydania aktu – informuje dyrektor Deminet. – Zdaję sobie sprawę, że taki akt może wzbudzić wątpliwości. Niestety, nie ma jak tego opisywać w jego treści – tłumaczy.
Te wyjaśnienia potwierdza Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista, którego zdaniem nie ma mowy o nielegalności rozporządzenia.
– Nie ma tu także błędu techniki prawodawczej, choć praktyka – jak widać – nie jest w pełni zrozumiała dla obywateli. Być może warto ją zmienić, by rozporządzenie zawsze podpisywał minister urzędujący w dniu jego wydania – wskazuje.