Okres epidemii rodzi często problemy, których regulacji próżno szukać w obowiązujących przepisach. Dlatego rozwiązania dotyczące postępowania w pewnych sprawach kształtuje się w drodze praktyki. Pandemia koronawirusa także wymusza modyfikowanie przyjętych przez ustawodawcę rozwiązań prawnych.

Sytuacja ta dotyka w szczególności rodziny zastępcze, bo ich status uregulowany ustawą o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej nie przewidział stanów nadzwyczajnych.

Jedną z podstawowych zasad dotyczących relacji między rodziną zastępczą i rodzicami biologicznymi dziecka jest umożliwienie im utrzymania ciągłości kontaktów ze swymi dziećmi, które nie pozostają po ich opieką. Jaką formę mogą one przybierać? To określono w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.

W normalnych okolicznościach przestrzeganie ustalonych zasad nie budzi wątpliwości.

Czytaj także:

Koronawirus: sprawy kontaktu dziecka z rodzicami nie zyskały statusu pilnych

Mediacja lub porozumienie

Forma kontaktów może zostać określona w drodze obustronnych ustaleń w toku mediacji czy też porozumienia osobistego pomiędzy rodzicami biologicznymi a rodzicami zastępczymi. Niemałą rolę odgrywają również w tych sytuacjach postanowienia sądu. Z reguły, w toku zwykłego życia codziennego, ich realizacja nie budzi najmniejszych wątpliwości.

Obecnie jednak, w sytuacji epidemii stwarzającej niebezpieczeństwo zarażenia SARS-CoV-2, wobec wprowadzonych obostrzeń, które diametralnie zmieniły właściwie z dnia na dzień dotychczasowe funkcjonowanie społeczne, zmiany wymagają również dotychczasowe zasady określające relacje dziecko–rodzice biologiczni–rodzina zastępcza.

Pojawia się bowiem zasadnicze pytanie, co w sytuacji, gdy jedna strona (biologiczna) pragnie wykorzystywać przysługujące jej prawo do kontaktów ze swoimi dziećmi, a druga strona, która opiekuje się dziećmi na co dzień, ma obowiązek je chronić.

Artykuł 113 k.r.o. formułuje prawo i obowiązek rodziców biologicznych do kontaktów ze swoimi dziećmi. Artykuł 113[1] k.r.o. stwierdza natomiast wprost, że przy określaniu sposobu kontaktów z dzieckiem rodzice biologiczni powinni kierować się dobrem dziecka. W polskim prawie (również w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym) nie zostało zdefiniowane dobro dziecka, chociaż ustawodawca często się tym pojęciem posługuje. Wydaje się, że w dużym stopniu treść tego pojęcia oddaje postanowienie Sądu Najwyższego z 11 lutego 1997 r. (II CKN 90/96), w którym ze względu na złożoność problemu stwierdzono z jednej strony, że posiada ono wyraźny wymiar materialny, a z drugiej, że obejmuje całą sferę najważniejszych jego spraw osobistych. W tym również rozwój fizyczny i duchowy, przez co należy także zrozumieć dbanie o zdrowie dziecka.

Zdrowy rozsądek najważniejszy

W takiej sytuacji jedynym rozwiązaniem wydaje się zachowanie zdrowego rozsądku. Rodzice biologiczni powinni zastanowić się, czy żądanie kontaktów w czasie epidemii, za wszelką cenę, nie narazi ich dziecka na niebezpieczeństwo zarażenia, a nawet śmierci. Rodzice zastępczy powinni natomiast rozważyć, w jaki sposób zapewnić dzieciom kontakt z ich rodzicami, aby uchronić wychowanków i jednocześnie nie narazić się na zarzut utrudniania kontaktów. Pamiętać należy bowiem, że i owszem, art. 113 k.r.o. formułuje prawo i obowiązek rodziców do umożliwienia kontaktów z własnym dzieckiem, ale nie za wszelką cenę. Nie może bowiem być tak, że żądanie umożliwienia kontaktów, nieliczące się z realiami życia codziennego i aktualnymi utrudnieniami, staje się wyrazem niczym nieuzasadnionego egoizmu oraz lekkomyślności prowadzących do zarzucania drugiej ze stron złej woli.

W okolicznościach, w których bezpośredni kontakt dziecka z rodzicami biologicznymi nie jest wskazany ze względu na niebezpieczeństwo zakażenia się koronawirusem, rodzina zastępcza powinna umożliwić porozumiewanie się na odległość zarówno przez internet (Skype, wideokonferencja, czat), jak i telefon tradycyjny.

Zasadne byłoby poinformowanie rodziców biologicznych, że takie działania podejmowane są dla bezpieczeństwa, a co za tym idzie, dla dobra dziecka i nie wynikają ze złej woli rodziców zastępczych. Równocześnie podkreślać należy, że są to rozwiązania tymczasowe, zaś po ustąpieniu zagrożenia spotkania będą kontynuowane z ustalonej wcześniej formie. Często dodatkowym zagrożeniem dla zdrowia dziecka jest ryzykowne funkcjonowanie rodziców biologicznych oraz rodzaj wykonywanej przez nich pracy (np. kontakt z wieloma osobami, rozwożenie jedzenia czy wcześniejszy wyjazd poza granice kraju, gdy było to już niewskazane).

Konieczność zawieszenia przez rodziców zastępczych bezpośrednich kontaktów wychowanków z rodzicami biologicznymi i zastąpienie ich kontaktowania się środkami alternatywnymi rodzić może jednak konsekwencje prawne.

Dwa etapy dochodzenia swych praw

Rodzice biologiczni próbujący kontaktować się z dzieckiem w formie dotychczasowej mogą dochodzić swych praw niejako w dwóch etapach. Pierwszy z nich to wezwanie skierowane do rodziców zastępczych o wykonywanie kontaktów, co w konsekwencji może prowadzić do zarzutu rażącego naruszenia przez nich prawa. Wówczas zastosowanie znalazłyby odpowiednio art. 598[15] i 598[16] kodeksu postępowania cywilnego, które umożliwiają wdrożenie postępowania przez sąd opiekuńczy. Polega ono na zagrożeniu przez sąd nałożeniem nakazu zapłaty na rzecz osoby uprawnionej do kontaktu określonej sumy pieniędzy przez osobę zobowiązaną do umożliwienia kontaktów, gdy ta nie wykonuje albo niewłaściwie wykonuje nałożony nań obowiązek. Przepis ten ma zastosowanie zarówno do osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem, której kontakty się utrudnia, jak i gdy osobie takiej kontaktu zakazano. W sytuacji gdy osoba, której sąd opiekuńczy zagroził wyegzekwowaniem oznaczonej sumy pieniężnej, nadal nie wypełnia nałożonego na nią obowiązku, sąd opiekuńczy nakazuje zapłatę określonej kwoty.

Wydaje się jednak, że te środki są zbyt daleko idące i zarówno od rodziców biologicznych, jak i od zastępczych w tak trudnej dla ich podopiecznych sytuacji oczekiwać należy raczej delikatności, rozsądku i odrobiny dobrej woli. Pozwoli to na uniknięcie wielu przykrych nieporozumień i bez wątpienia byłoby działaniem dla dobra dziecka.

Autorka jest specjalistką od prawa rodzinnego, prawnikiem w Centrum Pomocy Rodzinie „Swoboda" w Poznaniu