Przypomina w nim, że każdy jest równy wobec prawa  i nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym ani gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Wskazuje też, że śledczy powinni angażować się nie tylko w sprawy karne, ale także w prywatne procesy cywilne, jeżeli któreś z powyższych dóbr jest zagrożone. A o wszelkich zaniechaniach   powinni  informować centralę.

Zarządzenie dobrze wpisuje się w postulaty mniejszości seksualnych, które od lat domagają się, aby objąć ich w prawie karnym szczególną ochroną. Wydaje się, że pierwszy krok w tym kierunku już został wykonany.

W efekcie z pomocy prokuratora będzie mógł śmiało zapewne skorzystać wojujący Robert Biedroń, który podczas ostatniej manifestacji i po wymianie zdań z przeciwnikami jego postawy życiowej został nazwany  „zboczeńcem".

Zważywszy na   ogromną aktywność i wyczulenie działaczy organizacji mniejszości seksualnych wydaje się, że śledczy będą mili pełne  ręce roboty. I odłożą na półkę tradycyjne, można powiedzieć standardowe sprawy, czyli ściganie przestępców.

Odmówić raczej będzie trudno, bo obrażani lubią blask fleszy, a wszelka odmowa to nic innego jak sygnał do centrali. To zaś oznacza raporty, sprawozdania i tłumaczenie.

W ten sposób prokuratorzy zostają, chcąc nie  chcąc, zaangażowani w walkę światopoglądową. A co z równością wobec prawa? Czy zwykły śmiertelnik będzie mógł również liczyć na wsparcie prokuratury w prywatnym procesie np. z sąsiadem?

Ależ skąd! Prokuratorzy dostali jasne wytyczne: na krzywdę pewnej grupy mają być wyczuleni lepiej.