Powołanie przez prezydenta Rady Nowej Konstytucji oraz wypowiedzi prawników, polityków i publicystów od jakiegoś czasu coraz częściej kierują uwagę na kwestię uchwalenia nowej konstytucji. Sam niejednokrotnie wypowiadałem się na ten temat, padło już też wiele argumentów zarówno za, jak i przeciw. Warto się im bliżej przyjrzeć i podjąć próbę ich podsumowania.

Polska konstytucja jest źle napisana

Pierwszym z argumentów za zmianą konstytucji jest twierdzenie, że jest ona źle napisana i skonstruowana. Pierwszy element miał być powodem sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, drugi zaś – powodować pewien bezwład na poziomie centralnym z uwagi na brak konsekwentnego przyjęcia modelu parlamentarno-gabinetowego lub prezydenckiego.

Czytaj więcej

Bartłomiej Wróblewski: Zmiana konstytucji. Między tym, co potrzebne, a możliwe

W odniesieniu do pierwszego należy wskazać, że konstytucja nie jest instrukcją obsługi pralki i nigdy nie stanie się aktem, który będzie w sposób zerojedynkowy rozstrzygał wszelkie wątpliwości, zwłaszcza w oczach zradykalizowanych obozów opinii publicznej oraz prawników dyspozycyjnych do napisania opinii o dowolnej treści. Nasza obecna konstytucja nie odbiega więc pod tym względem istotnie – ani na korzyść, ani na niekorzyść – od innych podobnych aktów. Wprost przeciwnie, wiele z nich, z konstytucją amerykańską na czele, jest znacznie mniej kazuistycznych niż obowiązująca nas ustawa zasadnicza.

Drugi z argumentów jest mocno ideologiczny. Można sobie wyobrazić funkcjonowanie Polski w systemie prezydenckim, parlamentarno-gabinetowym lub mieszanym. Jest to kwestia pewnego wyboru, a każdy z nich rodzi inne ryzyka. Pierwszy w najszerszym stopniu sprzyja przebudowie w autorytaryzm, dwa pozostałe – powodują większe rozedrganie państwa, zwłaszcza w chwilach krytycznych. System przyjęty w konstytucji wymusza kompromis. Problem wynika nie z prawa, lecz z sytuacji politycznej, która wykluczyła jakikolwiek kompromis pomiędzy dwiema głównymi (być może już tylko przez chwilę) siłami politycznymi. W takich warunkach żadna, nawet najlepiej napisana konstytucja nie zadziała. Podobnie jak kodeks karny nigdy nie powstrzyma wszystkich potencjalnych zabójców przed popełnieniem zbrodni.

Zmiana konstytucji a bezkarność tych, którzy dotąd ją naruszali

Innym argumentem, którym często szafują przeciwnicy zmiany konstytucji, jest bezkarność sprawców jej naruszeń. Ten element mieści się jednak nie tyle w nauce prawa, ile w naukach politycznych. Zmiana konstytucji nie musi bowiem prawnie oznaczać bezkarności sprawców deliktów konstytucyjnych.

Prawdopodobnie będzie ona oznaczała darowanie części win, ale wyłącznie z przyczyn politycznych, gdyż będzie tego wymagało zbudowanie większości parlamentarnej niezbędnej do zmiany konstytucji. Będzie to jednak decyzja polityczna, która może znaleźć swój wyraz w przepisach prawa. Przepisy te będą jednak wtórne wobec woli politycznej.

Czy warto taką cenę zapłacić? Coraz większy bezwład państwa mnie osobiście przekonuje, że tak. W szczególności w obecnej sytuacji międzynarodowej i przy narastającym ryzyku autorytaryzmu. Jest to jednak wybór polityczny, a nie prawny.

Czy obowiązująca konstytucja została narzucona środowiskom prawicowym?

Poseł Bartłomiej Wróblewski w swoim tekście „Zmiana konstytucji. Między tym, co potrzebne, a tym, co możliwe” („Rzeczpospolita” z 8 września 2026 r.) stawia tezę, że konstytucja została niejako narzucona części społeczeństwa o prawicowych lub centroprawicowych poglądach.

Jakkolwiek faktycznie w chwili uchwalenia konstytucji zdecydowaną większością w Zgromadzeniu Narodowym dysponowały partie o charakterze lewicowym i centrolewicowym, trzeba pamiętać, że została ona przyjęta w referendum, choć przy niskiej frekwencji. Dodatkowo zawarła w sobie wiele przepisów o charakterze kompromisowym, jak treść preambuły (w zakresie odwołania do Boga), przepisy o ochronie życia oraz małżeństwa.

Nie uważałbym więc dzisiaj konstytucji za narzuconą przez środowiska lewicowe. Zresztą sposób jej uchwalenia ma znikome znaczenie w obliczu niemal 30 lat jej funkcjonowania. Decydujące znaczenie musi mieć to, co dzieje się tu i teraz, a w zasadzie przynajmniej od 2015 r. i tzw. wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego na zapas.

Niemożliwość funkcjonowania obecnej konstytucji

Skoro więc nie zgadzam się z przeciwnikami obecnej konstytucji, to dlaczego od wielu miesięcy głoszę konieczność jej zmiany? Wynika to z realistycznego, a nie magicznego podejścia do prawa. Prawo stanowione nie jest bytem absolutnym, poddającym się wykładni z precyzją równą matematycznym równaniom. Aby funkcjonować, wymaga koniunkcji dwóch czynników: egzekucji oraz pewnego minimalnego społecznego konsensusu co do jego obowiązywania i wykładni.

W tej chwili przepisom konstytucji brakuje obu tych elementów. Brak egzekucji przepisów konstytucji być może jest stanem usuwalnym. Sytuacja, w której prezydent i większość parlamentarna będą pochodzić z jednego obozu politycznego, może przywrócić egzekucję przepisów konstytucyjnych, chociaż w obecnej sytuacji na naszej scenie politycznej uważam, że taka egzekucja zostanie przywrócona tylko wówczas, gdy będzie to na rękę rządzącym.

Jednocześnie konstytucja została pozbawiona minimalnej wymaganej akceptacji społecznej i politycznej. Niech państwa nie zmylą demonstracyjne hasła nawołujące do przestrzegania konstytucji. Obie strony politycznego sporu wybierają bowiem z niej to, co w danym momencie jest dla nich wygodne.

Aby nie budzić demonów dyskusji nad wykładnią przepisów konstytucyjnych, oprzyjmy się w tym zakresie wyłącznie na orzeczeniach Trybunału Konstytucyjnego wydanych w składach niekwestionowanych, czyli sprzed 2015 r.

Czytaj więcej

Krzysztof Koźmiński: Idea sprawnego państwa a Konstytucja RP

Zmieniając zasady wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, rząd Prawa i Sprawiedliwości ewidentnie sprzeciwił się wykładni art. 187 ust. 1 pkt 2 konstytucji zaprezentowanej przez Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 18 lipca 2007 r. (K 25/07). Obecne próby pozakonstytucyjnej legalizacji w Polsce małżeństw jednopłciowych oraz wprowadzenia aborcji na życzenie pozostają natomiast w sprzeczności z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja 1997 r. (K 26/96) oraz 11 maja 2005 r. (K 18/04). Mam przy tym świadomość, że pierwszy z nich został wydany jeszcze pod rządami poprzednich przepisów konstytucyjnych, jednak jego uzasadnienie nadal zachowuje aktualność.

Nie chodzi przy tym o to, która ze stron ma rację w poszczególnych sporach. Istotne jest, że żadna nie uznaje już wykładni konstytucji za wiążącą wtedy, gdy prowadzi ona do politycznie niewygodnego rezultatu. Jasno obrazuje to zresztą fakt, że osoby, które jeszcze kilka lat temu wyśmiewały hasło „Konstytucja, Konstytucja”, dzisiaj same się na nią powołują.

Oczywiście we wszystkich tych przypadkach znaleźli się prawnicy, którzy, stosując rozmaite prawne wybiegi, kwestionują aktualność tych orzeczeń albo ich sens. Jeżeli jednak tak czynią, to również dostarczają argument za zmianą konstytucji. Pokazuje to bowiem, że stała się ona całkowicie dysfunkcyjnym aktem normatywnym, który każdy interpretuje w sposób odpowiadający jego aktualnym potrzebom.

Czy w Polsce możliwa jest zmiana konstytucji?

Wobec powyższego zmiana konstytucji staje się konieczna. Jest to bowiem akt, który w istocie wyszedł z użytku, a żadna ze stron nie jest zainteresowana jego przywróceniem do życia, zwłaszcza że zawsze krępuje on ręce rządzącym.

Klucz do zmiany konstytucji leży jednak – i tutaj w pełni zgodzę się z posłem Wróblewskim – w rękach każdorazowej większości rządzącej. To ona musi zrezygnować z autorytarnych pokus i poszukiwać kompromisu. Inaczej będziemy nadal tkwili w konstytucyjnym limbo – niby konstytucja obowiązuje, ale nikt na serio nie zamierza jej już przestrzegać.

Czy możliwa jest zmiana konstytucji? Ja uważam, że w tej chwili – nie. Żadna ze stron politycznego sporu nie dojrzała jeszcze do kompromisu. Taki stan nie może się jednak utrzymywać w nieskończoność. Możemy albo dryfować w kierunku autorytaryzmu, albo – dzięki odpowiedzialnym politykom – skierować państwo w stronę konstytucyjnego kompromisu. Pozostaje nam tylko wierzyć, że hasło „odpowiedzialny polityk” nie jest w polskich warunkach oksymoronem.

Czytaj więcej

Sondaż: Młodzi Polacy chcą nowej konstytucji, starsi bardziej sceptyczni

Paradoksalnie zresztą konstytucyjny kompromis leży także w interesie polityków. Dryf w kierunku autorytaryzmu nie jest jednokierunkowy. Może nas znieść zarówno w prawą, jak i w lewą stronę.

Na pewno jednak – kiedy się pojawi – czas na zmianę konstytucji będzie stosunkowo krótki. Trzeba założyć, że nie dłuższy niż czteroletnia kadencja Sejmu. To bardzo mało na opracowanie aktu tej rangi oraz przekonanie większości konstytucyjnej i społeczeństwa do jego akceptacji. Czas prac nad nową konstytucją jest więc teraz. Inaczej znajdziemy się wszyscy w sytuacji obecnej koalicji rządzącej, która od trzech lat sprawia wrażenie, jakby wygrana wyborów w 2023 r. ją zaskoczyła – przynajmniej jeżeli chodzi o koncepcję zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Autor jest dr. nauk prawnych, adwokatem, redaktorem naczelnym „Palestry. Pisma Adwokatury Polskiej”, członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej