Marek Isański: Dlaczego sprawy podatkowe zwykłych obywateli są zbyt trudne dla NSA

Zarówno dla zwykłych obywateli i dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą „podatkiem jest publicznoprawne, nieodpłatne, przymusowe oraz bezzwrotne świadczenie pieniężne na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu lub gminy, wynikające z ustawy podatkowej – art. 6 Ordynacji podatkowej. Jednak zupełnie czym innych jest on dla podmiotów prowadzących działalność a czym innym dla obywatela. Szkoda, że tak rzadko zauważa to NSA.

Publikacja: 16.06.2024 13:36

"Dlaczego sprawy podatkowe zwykłych obywateli są zbyt trudne dla NSA".

"Dlaczego sprawy podatkowe zwykłych obywateli są zbyt trudne dla NSA".

Foto: rp.pl / Paweł Rochowicz

Podmioty gospodarcze działają celowo i świadomie z niskich pobudek – chęci osiągnięcia zysku. Dla nich podatek to element gry rynkowej. Podobny do kosztu zakupu materiałów niezbędnych do produkcji, do kosztów mediów, kosztów wynagrodzeń pracowników itp. Kontrahenci zawsze mogą zmienić ceny i każdy przedsiębiorca musi być na to przygotowany. Bo prowadzenie biznesu zawsze obarczone jest ryzykiem niepewności. Im bardziej profesjonalny jest biznes tym to ryzyko jest mniejsze.

Przedsiębiorcy nie mają czasu aby zastanawiać się nad tym, że państwo/ustawodawca uchwala określone przepisy podatkowe w celu realizacji celów politycznych. Dostosowują swój model biznesowy do takiego prawa jakie jest. Państwo w zakresie opodatkowania podmiotów gospodarczych może bardzo wiele. Państwo może za pomocą podatków dodatkowo stymulować rozwój, może zachęcać do prowadzenia jednych a zniechęcać do prowadzenia innych. W szczególności państwo może w określonych obszarach działalności podwyższać podatki, gdy widzi, że branża ta jest coraz bardziej zyskowna. Co budzi oczywiste wątpliwości, bo jest to kara za efektywność, za wiedzę.

Czytaj więcej

Marek Isański: Prezes NSA od kilku miesięcy zwleka ze skierowaniem wniosku do TK

W zasadzie wystarczy, że zrobi to respektując konstytucyjne zasady legislacji. Podatek dla przedsiębiorców jest elementem gry rynkowej, czyli oczywiście ingeruje w ich majątek, ale bardzo trudno wskazać/wykazać sytuacje, że narusza on istotę prawa własności, że jest niesprawiedliwy, że jest mniej lub bardziej ukrytą konfiskatą mienia.

Dlatego „technokratycznie” rozstrzygane są przez NSA ewentualne spory podatkowe, których nie brakuje, pomiędzy podmiotami a organami podatkowymi, których nie brakuje.

Prawnicy reprezentujący przedsiębiorców znają przepisy i co do zasady przedsiębiorca dokonując określonych zachowań też je znał, bo działa on świadomie. Skarga do sądu i zawarte w niej argumenty są profesjonalne/merytoryczne. Koncentrują się na wykładni/interpretacji określonego przepisu. Dominującą wykładnią jest wykładnia literalna, czasem systemowa, czyli ograniczająca się do danej ustawy podatkowej.

Żaden podmiot gospodarczy nie powołuje się na Konstytucję, chyba, że wadliwa była procedura uchwalania określonego przepisu, a nie sama jego treść. Nie ma znaczenia, że wykładnia doprowadza do absurdalnych sytuacji takich jak opodatkowanie podatkiem dochodowym bez uzyskania faktycznego dochodu. Nie ma też znaczenia, że wykładnia może prowadzić do całkowicie nieracjonalnego, nie chcianego przez ustawodawcę, zwolnienia z podatku.

Czytaj więcej

Sprzedali odziedziczone mieszkanie. Zapędy fiskusa musiał zastopować sąd

Im większy i bardziej profesjonalny podmiot gospodarczy tym mniej mu zależy na tym aby wyrok był sprawiedliwy. Zasadniczym celem wyroku jest zamknięcie sprawy. Jeśli będzie on korzystny dla przedsiębiorcy to zarobi tyle ile planował, a może nawet więcej. Jeśli zaś wyrok będzie niekorzystny to też nie będzie źle. Nie zarobi tyle ile planował, poniesie jakieś straty, które wliczone są w ryzyko prowadzenia biznesu. Albo korzystając z pozycji na rynku przerzuci na odbiorców swoich produktów lub usług koszt wyższego podatku niż przyjął do kalkulacji ceny. Ewentualnie zmieni/dopracuje wówczas model biznesowy i działał będzie nadal. Jak widać to jaki zapadnie wyrok, czyli czy będzie on zgodny z prawem nie ma większego znaczenia. Poza tym utarło się, że skoro wyrok jest prawomocny to jest zgodny z prawem. Czyli postępowanie sądowe to taka gra, trochę jak negocjacje z kontrahentem, raz się uda a raz nie. To taka zabawa w piaskownicy dla dorosłych.

Z takiej sytuacji zadowoleni są wszyscy: minister finansów, przedsiębiorcy i sędziowie, których waga i autorytet jest doceniona jako ostatecznego rozjemcy. To że nie ma to wiele wspólnego z definicją prawa jako stałego dążenia do tego aby każdemu oddać to co mu się należy, czyli nikomu głowy zbytnio nie zaprząta, aby tylko należne państwu podatki wpłynęły do budżetu. Takie sprawy, takie skargi NSA lubi i rozumie. Mam nadzieję, choć dowodów brak, że większość/prawie wszystkie wyroki jakie w sprawach przedsiębiorców są poprawne.

Zupełnie inaczej wyglądają sprawy podatkowe zwykłych obywateli. Dla nich podatek to nie jest element żadnej gry, bo oni po prostu, żyją i realizują swoje życiowe potrzeby, a nie zachowują się jak firma, nie są nastawieni jedynie na zysk. Dla nich sytuacja jest zero – jedynkowa. Albo coś rzeczywiście jest podatkiem i jest to własność państwa albo coś jest ich majątkiem, ich własnością i państwo nie może im tego zabierać w ramach zabawy w sąd.

Czytaj więcej

Marek Isański: NSA świadomie zachęca fiskusa do okradania zwykłych obywateli

Obywatele mają proste sprawy podatkowe, które generują spory, choć nie powinny, bo to wstyd dla państwa, że nie potrafi uchwalić zdroworozsądkowego intuicyjnego prawa podatkowego adresowanego do zwykłych obywateli. Jednak póki co sądy administracyjne - z NSA na czele - zamiast chronić praw tych obywateli to na nich – na „Bogu ducha winnych” obywateli - przerzucają negatywne konsekwencję braku staranności ustawodawcy, a przede wszystkim braku jakiejkolwiek wyobraźni odnośnie konsekwencji byle jakiego prawa podatkowego.

Typowe sprawy podatkowe generujące od lat spory to aż wstyd mówić : zamiana mieszkań dla zaspokojenia prywatnych potrzeb i opodatkowanie majątku nabytego w spadku lub darowiźnie. Byłoby śmieszne, ale jest tragiczne, że dotyczy to sytuacji gdy ustawodawca albo nie mógł nakładać podatku dochodowego albo nie chciał go nałożyć, ale wymyślony został wskutek kreatywnej wykładni.

Już tylko z tego powodu są to sytuacje diametralnie różne od spraw kierowanych do sądu administracyjnego przez podmioty gospodarcze. Bowiem w tych sprawach zasadnicze znaczenie ma kontekst, cel danej regulacji. Np. ustawodawca chciał i mógł uchwalić takie prawo, że dokonanie inwestycji z zysku, osiągniętego w danym roku, w styczniu roku następnego powoduje, że amortyzować tą inwestycję można dopiero po faktycznym zapłaceniu podatku dochodowego od tego zysku. A gdyby inwestycji dokonano jeszcze w tym samym roku, w którym uzyskano zysk to amortyzować można by ją było szybciej i mniejszy byłby wówczas podatek dochodowy do zapłacenia. Takie są przepisy i nikogo one dziwią, bo choć są nieracjonalne to porządkują rozliczenia podmiotów z budżetem.

Natomiast przepis mówiący o zwolnieniu z podatku dochodowego przychodu uzyskanego ze sprzedaży mieszkania jeśli w przeciągu określonego okresu przeznaczy się te pieniądze na własne cele mieszkaniowe nie jest wyrazem woli ustawodawcy. Spełnia on ściśle określony cel jakim jest nie pobieranie podatku dochodowego w sytuacji gdy obywatel samodzielnie zaspokaja swoje potrzeby mieszkaniowe, a zawsze robi to z już wcześniej opodatkowanych pieniędzy. Czyli miał mieszkanie o wartości 500 tys. sprzedał je bo powiększyła mu się rodzina i za 800 tys. zł kupił mieszkanie większe, a na różnicę zaciągnął kredyt w banku.

Czytaj więcej

Uparty obdarowany zapłaci podatek, bo nie chciał pokazać wydruku z konta

Jest oczywiste, że jeśli to mieszkanie które sprzedał za 500 tys. zł kupił 2 lata wcześniej za 200 tys. zł to zarobił 300 tys. zł i gdyby nie kupił nowego mieszkania to powinien zapłacić podatek dochodowy od tej kwoty. Jednak skoro wydał pieniądze na własne cele mieszkaniowe w kwocie nie mniejszej niż uzyskał ze sprzedaży mieszkania to żadnego dochodu nie uzyskał. (!) Nie może więc być mowy o nakładaniu podatku dochodowego. Na kanwie tych przepisów sporów podatkowych,, które przez lata trafiały do NSA było i jest tysiące.

Najbardziej żenujące dotyczyły podejścia do ograniczenia czasowego na skorzystanie z tej „ulgi”. W przepisie mowa była o tym, że obywatel ma 2 lata na wydatkowanie pieniędzy na własne cele mieszkaniowe. Gdy budował dom to w zasadzie problemów było mniej bo wydaje się na budowę cały czas. Z zakupem jest jednak inaczej. Deweloper żąda zapłaty całej ceny za mieszkanie, ale sprzedać je może dopiero po uzyskaniu wszystkich pozwoleń. Co oznacza, że obywatel mieszka już w nowym mieszkaniu, lecz ciągle nie jest jego formalnym właścicielem i jak minie 2 lata od sprzedaży poprzedniego mieszkania to traci prawo do ulgi meldunkowej. Bo ustawowe nabycie oznacza bycie właścicielem, czyli podpisanie aktu przeniesienia własności, nawet gdy do niego nie doszło z wyłącznej winy dewelopera lub organów administracji państwowej.

To ograniczenie czasowe wydatkowania pieniędzy ze sprzedaży mieszkania służyło wyłącznie wygodzie administracji podatkowej. Podobnie jak oświadczenie o ponad rocznym zameldowaniu w sprzedawanym mieszkaniu, gdy przez kilka lat obowiązywała tzw. ulga meldunkowa, a sam obowiązek złożenia oświadczenia o zameldowaniu był w istocie ukryty przed obywatelami bo nie było go w ustawie podatkowej.

Czytaj więcej

Fiskus nie zarobi na porozwodowym zniesieniu współwłasności. Ważny wyrok NSA

W obu wpływały przez lata do sądu administracyjnego masowo skargi obywateli, które były oddalane, bowiem stosował podejście takie samo jakie stosuje do podmiotów gospodarczych. Czyli najważniejsza jest wykładnia literalna. Skoro przepis jest jasny i mówi, że ma złożyć oświadczenie to jeśli nie złożył to nie spełnił warunku i nie ma o czym dyskutować. Podobnie z tym, że deweloper spóźnił się zawarciem aktu notarialnego, nawet gdy pieniądze zostały wpłacone na konto dewelopera zaraz po sprzedaniu starego mieszkania.

Dopiero determinacja obywateli, którzy w przeciwieństwie do podmiotów gospodarczych, kierowali kolejne skargi w takich samych sprawach wiedząc o niekorzystnej linii orzeczniczej spowodowało, że NSA dostrzegł, że jego orzecznictwo kierowało się zbytnim automatyzmem, że prowadziło do absurdów, do konsekwencji sprzecznych z intencją ustawodawcy i zdrowym rozsądkiem. Jednak w obu sprawach dostrzegał prawa obywateli gwarantowane w Konstytucji dopiero po ponad 7 latach oddalania słusznych skarg.

Tyle, że dostrzegł swoje błędne podejście w takich sprawach jak powyższe i jeszcze kilku innych, ale w prawie wszystkich innych sprawach dotyczących zwykłych obywateli ciągle utrzymuje błędne linie orzecznicze oparte o zbyt wąskie interpretacje przepisów, bez uwzględniania konstytucyjnych praw. Dotyczy to przede wszystkim spraw związanych opodatkowaniem podatkiem dochodowym spadków i darowizn, które zwolnione są z … podatku dochodowego. To dowodzi, że sprawy zwykłych podatników są zbyt trudne dla NSA.

W żadnym w miarę cywilizowanym kraju UE nikt sobie nawet nie wyobraża, że do sądu zajmującego się sprawami podatkowymi zwykłych obywateli może trafiać tysiące skarg na decyzje w takich samych sprawach, dotyczących prostych życiowych sytuacji. Za to, że tak jest w RP wyłączną winę ponosi NSA.

Podmioty gospodarcze działają celowo i świadomie z niskich pobudek – chęci osiągnięcia zysku. Dla nich podatek to element gry rynkowej. Podobny do kosztu zakupu materiałów niezbędnych do produkcji, do kosztów mediów, kosztów wynagrodzeń pracowników itp. Kontrahenci zawsze mogą zmienić ceny i każdy przedsiębiorca musi być na to przygotowany. Bo prowadzenie biznesu zawsze obarczone jest ryzykiem niepewności. Im bardziej profesjonalny jest biznes tym to ryzyko jest mniejsze.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Mikołaj Kozak: „Kompromitacja” prokuratury? Romanowskiemu się „upiekło”?
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Prawne
Jakub Sewerynik: Standardy różnorodnego traktowania
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Immunitet jak kot Schrödingera w garażu na Grochowie
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czego w sprawie Marcina Romanowskiego nie rozumie prokurator Dariusz Korneluk
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Aresztowanie Romanowskiego może rodzić poważny problem dla Tuska