Premier Mateusz Morawiecki zapewnia, że rząd nie pracuje nad podatkiem od pustostanów. Zastanawia się tylko, co zrobić z zagranicznymi funduszami, które kupują po kilkaset mieszkań. Swoją wypowiedzią nie uspokoił więc wszystkich posiadających nieruchomości.

Problem pustostanów wraca co jakiś czas jak bumerang. Pod koniec 2021 roku wiceminister Piotr Uściński mówił, że Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowuje projekt przepisów, które miałyby ograniczyć zagranicznym funduszom zakup mieszkań. W nowych regulacjach miał być zapis o podatku od kupionego mieszkania, które nie trafiło na rynek. Miał być też podatek od sprzedaży niedawno kupionych. Wiceminister mówił wtedy, że rząd nie może dopuścić, by nowe mieszkania stały puste i czekały na wzrost wartości.

Z pomysłu się jednak wycofano. Wszystko po interwencji deweloperów, którzy twierdzili, że fundusze nie wykupują masowo mieszkań, a nawet jeśli, to jest to marginalny problem. Nie ma też wpływu na wzrost cen. Te szybują w górę, bo drożeją materiały budowlane.

Dlatego może się okazać, że i tym razem nic z rządowych zapowiedzi nie wyjdzie. Bo to byłoby nierówne traktowanie podmiotów. Tego ma zresztą dotyczyć interpelacja, którą przygotowują posłowie Lewicy.

Jest jeszcze inny powód: używanie słowa „podatek” w czasie, gdy rząd przygotowuje się do wyborów, nie przyniesie mu większej popularności. Słupki poparcia nie pójdą w górę. Dlatego lepiej mówić, że trzeba się zająć zagranicznymi funduszami, bo przecież drożyzna w Polsce to ich wina. A łajanie dużych, do tego zagranicznych firm zawsze brzmi lepiej.

Większość czytelników pewnie pamięta scenę z filmu „Nie ma mocnych” oraz cytat: „A kto mi zabroni z pastowanym kabanem po lesie spacerować?”. Pastujemy więc podatek na różowo. Podmalowujemy, nadajemy jakąś ładną nazwę i gotowe. Decydujemy, że płaci go wąska grupa (czytaj: nie nasz elektorat). I tak z bestii, która zżera portfel, podatek staje się miłym prosiaczkiem, co proszącym chrząkaniem domaga się wsparcia.

Czytaj więcej

Karuzela z pustostanami. Morawiecki przyznał, że rząd planuje interwencje