Wielu ostrzy sobie zęby na przesłuchanie kandydującego do Izby Cywilnej SN sędziego Waldemara Żurka, byłego rzecznika KRS, który procedury naboru sędziów dobrze zna. Czy oceni go sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka z KRS, obecna prezes krakowskiego sądu, która przeniosła Żurka do innego wydziału? Bo raczej nie będzie przesłuchiwać innego pretendenta do Izby Cywilnej – sędziego Dariusza Pawłyszcze z ministerstwa, o którym media piszą, że jest jej partnerem życiowym.

Czytaj także:

Są kolejni kandydaci do Sądu Najwyższego

Waldemar Żurek: Kandyduję nie dla pozoru

Sędzia Żurek kandyduje, bo chce skorzystać z drogi odwoławczej i „poddać testowi prawa", także w wymiarze międzynarodowym, procedurę konkursową. Taki test, zresztą już nie pierwszy, konkursowi nie zaszkodzi. Jednocześnie sędzia Żurek, który o Radzie nie mówi inaczej niż neo-KRS, swą kandydaturą legitymizuje jej działania, bo się im poddaje.

Ale to nie najpoważniejszy problem. Większy jest taki, że KRS będzie decydowała o obsadzie urzędów zajętych przez sędziów przenoszonych w trybie nowej ustawy w przedwczesny stan spoczynku. W puli ogłoszonej przez prezydenta, bez kontrasygnaty premiera, jest np. stanowisko w Izbie Pracy zajmowane przez Małgorzatę Gersdorf.

I znajdą się chętni do zajęcia jej miejsca, mimo że Trybunał w Luksemburgu będzie się tym wkrótce zajmował. Bo że będzie – to pewne. Nic nie zmieni wycofanie z SN skargi ZUS, na której kanwie SN zadał pytania prejudycjalne i wstrzymał stosowanie przepisów o przenoszeniu sędziów w stan spoczynku. Są inne pytania, jest też skarga Komisji Europejskiej do Trybunału, więc podstaw prawnych i faktycznych, by zaczekać z obsadą stanowisk w SN, nie brakuje. To, że władza nie czeka, świadczy o jej intencjach. Świadczy niezbyt dobrze.