Grafik Łukasz Adamczyk zwyciężył w głosowaniu internetowym podczas czwartej edycji międzynarodowego konkursu  Straffe Artists organizowanego przez browar Haalve Maan oraz BO Paintings. Nagrody jednak nie otrzymał, ponieważ Fundacja Książąt Czartoryskich zgłosiła organizatorom konkursu naruszenie swoich praw. Miała stwierdzić, że ma wyłączne prawo decydowania o sposobie wykorzystywania reprodukcji obrazu „Dama z gronostajem", a nawet prawo kontroli sposobu używania i postrzegania dzieła przez szeroką publiczność. Prawo to fundacja miała wywodzić z tego, że jest właścicielem oryginału obrazu. Na tej podstawie uznała użycie opracowania dzieła do reklamy piwa za nieakceptowalne i niedopuszczalne.

Organizatorzy konkursu uznali sprzeciw fundacji za uzasadniony i pozbawili polskiego grafika nagrody. Ten jednak nie zrezygnował z walki o swoje prawa i podjął próbę uzyskania stosownych wyjaśnień od fundacji oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ministerstwo wskazało, że „Dama z gronostajem" należy do tzw. domeny publicznej i nie jest chroniona prawami autorskimi, a więc fundacja nie może się na nie powoływać. Ta z kolei oświadczyła, że podstawą prawną jej protestu nie są prawa autorskie, ale ochrona dóbr osobistych, czyli art. 23 i 24 w związku z art. 43 kodeksu cywilnego. W szczególności opracowanie autorstwa pana Adamczyka miało naruszać reputację fundacji.

Co chroni fundacja?

Niewątpliwie fundacja, jak każda osoba prawna, może chronić swoje dobra osobiste. Czyli, najogólniej ujmując, wartości niemajątkowe (wartości uczuć) ściśle związane z daną osobą prawną, dzięki którym może należycie funkcjonować w przestrzeni publicznej i prowadzić swoją działalność. Nie budzi sporów, że dobrem osobistym osoby prawnej jest jej dobre imię, a więc reputacja. Utrata czy choć naruszenie dobrego imienia osoby prawnej może mieć daleko idące konsekwencje w postaci utraty zaufania klientów, kontrahentów czy donatorów, a także uszczerbku prestiżu. Dlatego też każdy dobrze zarządzany podmiot stara się jak najlepiej dbać o swoją reputację. W tym wypadku jednak działanie fundacji wydaje się chybione.

„Dama z gronostajem" ?to przecież da Vinci

Fundacja w swoich oświadczeniach wskazuje, że dzieło Leonarda da Vinci jest od 200 lat identyfikowane z rodziną Czartoryskich, a obecnie z Fundacją Książąt Czartoryskich, która jest właścicielem obrazu. Ta identyfikacja z „Damą" ma skutkować prawem i obowiązkiem troski o funkcjonowanie dzieła w przestrzeni publicznej. Nie sposób uznać takiego rozumowania za uzasadnione.

Po pierwsze, nieuzasadnione jest stwierdzenie o identyfikowaniu obrazu z fundacją czy rodziną Czartoryskich. Identyfikacja ta z pewnością nie jest powszechna i nie może być porównywana z identyfikowaniem „Mony Lisy" z Musee du Louvre czy „Piety" Michała Anioła z Watykanem i Bazyliką św. Piotra. Trudno przy tym nawet mówić o identyfikowaniu „Mony Lisy" z jego właścicielem – rządem francuskim. Jest to więc raczej wyraz życzeniowego myślenia przedstawicieli fundacji.

Niewątpliwie dzieło Leonarda da Vinci dodaje jej prestiżu. Jednakże wypracowanie powszechnego kojarzenia obrazu z fundacją, o ile w ogóle możliwe, wymaga jeszcze wielu lat pracy. Po drugie, prawo własności egzemplarza utworu w żaden sposób nie upoważnia ani nie obliguje właściciela do podejmowania działań zmierzających do kontrolowania funkcjonowania reprodukcji i opracowań utworu w przestrzeni publicznej. Uprawnienie takie przysługuje jedynie dysponentowi praw autorskich do utworu, którym fundacja z pewnością nie jest. Jej działania wywołały skutek odwrotny do zamierzonego – pod jej adresem padły słowa uzasadnionej krytyki.

Czyją reputację ?narusza piwo?

Wreszcie należałoby odpowiedzieć, czyje dobro osobiste narusza butelka piwa w dłoni „Damy" zamiast gronostaja. Z pewnością nie fundacji! Praca Adamczyka może się podobać lub nie, ale jego opracowanie mieści się w granicach wolności artystycznej. Dobrym przykładem są losy najsłynniejszego obrazu Leonarda da Vinci – „Mony Lisy". Eugène Bataille dorysował jej fajkę, Marcel Duchamps wąsy i bródkę oraz umieścił pod reprodukcją sprośny podpis. Salvadore Dali przerobił dzieło na swój autoportret, a potem obraz wykorzystywany był w reklamach szamponu do włosów, długopisów, a nawet tamponów. Czy powyższe naruszyło reputację Louvre'u lub Francji? Albo czy wulgarna lub tandetna przeróbka wspomnianej „Piety" naruszy dobre imię Watykanu? Odpowiedź wydaje się oczywista, choć w  ostatnim przykładzie w grę może wchodzić obraza uczuć religijnych, ale to już temat na osobny artykuł. Natomiast opracowanie dzieła świadczy jedynie o artyście, a nie o właścicielu oryginału.

Reasumując, poza artystą grafikiem wszyscy wydają się wygrani. Nieznany w Polsce konkurs i marka piwa pojawiły się w przestrzeni publicznej. O fundacji zrobiło się głośno, a tym samym więcej osób zaczęło kojarzyć ją z obrazem Leonarda da Vinci, choć raczej w myśl zasady: nieważne, co mówią, byleby mówili. Sama sprawa upowszechniła wiedzę o tzw. domenie publicznej i wolności artystycznej. Tylko nagrody żal.

Autor jest radcą prawnym w Okolski Kancelaria Radcowska w Warszawie