Reklama

Jak powstaje nadzwyczajna kasta - komentarz Wojciecha Tumidalskiego

Na naszych oczach tworzy się nowa elita sądownictwa. Coraz bardziej pasuje do niej określenie „nadzwyczajna kasta", ale w innym znaczeniu, niż to nadane przez jego autorkę.
Jak powstaje nadzwyczajna kasta - komentarz Wojciecha Tumidalskiego

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Na sędzię Irenę Kamińską mówiącą podczas kongresu prawników o „nadzwyczajnej kaście", czyli szczególnych obowiązkach sędziów wobec społeczeństwa, posypały się gromy. Zwolennikom „dobrej zmiany" udało się odwrócić znaczenie jej słów, by przedstawić sędziów jako kastę osób szczególnie uprzywilejowanych. I na tym paliwie działa machina reform w sądach, które, owszem, potrzebują lepszych kodeksów do prowadzenia procesów, lecz wciąż się ich nie doczekały. Dostały za to nowych prezesów, a ci – mimo nawet najlepszych chęci, jak w Warszawie – mają przeciw sobie większość sędziów. Temidy nie da się zaś zmienić, wojując z tymi, których chce się reformować.

Czytaj także:

KRS znalazła sztuczkę, by kończyć konkursy na wakat

Członków Krajowej Rady Sądownictwa Sejm obecnej kadencji wybrał głównie spośród sędziów sądów rejonowych. Oficjalnie dlatego, by KRS stała się reprezentatywna, bo politycy PiS twierdzili, że to ciało składa się z sędziów wyższych instancji, więc prawdziwe problemy tych liniowych na dole nie są im znane. No to zyskaliśmy w Radzie sędziów rejonowych, ale kilku spośród nich już awansowało do sądów okręgowych. Niektórzy – będąc formalnie sędziami rejonowymi – nawet prezesują sądom wyższego szczebla. Upada więc jedno z głównych uzasadnień zmiany.

Zgromadzenia sędziów buntują się przeciw KRS i – mając uzasadnione wątpliwości co do kształtu Rady, której nawet nie wybierają – nie chcą opiniować kandydatów do awansu. Tymczasem Piotr Schab, główny sędziowski rzecznik dyscyplinarny i sędzia o przyzwoitym dorobku, chciałby być już sędzią apelacyjnym. A KRS nie przeszkadza nawet, że jego macierzysty sąd okręgowy nie przesłał Radzie jego akt personalnych. Może więc dostarczy je Radzie sam, jak, nie przymierzając, jeden z nowych sędziów Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz? Ten wydał decyzję o odsunięciu od czynności służbowych prezesa Izby Cywilnej SN i niczym sądowy woźny osobiście przekazał akta pewnej sprawy z jednej izby do drugiej. Teraz pierwsza prezes Sądu Najwyższego chce, by wyjaśnił to rzecznik dyscyplinarny.

Reklama
Reklama

Czy KRS życzliwie spojrzy na wniosek o awans sędziego Schaba? To prawdopodobne w takim samym stopniu jak finał sprawy szefa KRS, który zapomniał ujawnić w swym publicznie dostępnym oświadczeniu majątkowym 100 tys. zł zarobku za członkostwo w Radzie. Zapewne do odpowiedzialności dyscyplinarnej nie będzie pociągnięty. Skorygował, więc sprawy nie ma. Sędziowie nie chcą opiniować kandydatur, więc kandydat przyniesie akta sam – i też sprawy nie ma.

Jak w jakiejś nadzwyczajnej kaście.

Opinie Prawne
Michał Bieniak: Deregulacja, deregulacja i po deregulacji
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto naprawdę ponosi konsekwencje sporu o sędziów
Opinie Prawne
Bartosz Pilitowski: Jak przeprowadzić tzw. plan B wyborów do KRS
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Prawne
Stępkowski: Uczniowie mędrca Kalego, czyli rzecz o „legalnych” sędziach SN
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama