Spór o widoczny znak mający upamiętnić Niemców deportowanych z polskich ziem zachodnich został zakończony przez PO kompromisem. Wybrano szeroką, możliwą do zaakceptowania przez obie strony formułę wyjścia z polsko-niemieckiego klinczu dyplomatycznego. Powstał on, gdy rząd koalicji CDU – SPD postanowił upamiętnić los deportowanych Niemców specjalnym muzeum.
Na czym polega złożoność problemu? Otóż rząd Donalda Tuska podjął słuszną decyzję o uchyleniu się od oficjalnego udziału Polski w kształtowaniu przyszłego ośrodka dokumentacji ucieczek i wypędzeń. Autoryzowanie tego pomysłu poprzez skierowanie do jego władz czy rad programowych oficjalnych przedstawicieli byłoby krokiem mocno ryzykownym. A trzeba pamiętać, że strona niemiecka bardzo nalegała, by placówka ta uzyskała międzynarodową akceptację. Ze swej strony nie była jednak skłonna podjąć żadnych zdecydowanych działań – na przykład na rzecz jednoznacznego odsunięcia od inicjatywy Eriki Steinbach i jej Związku Wypędzonych.