Reklama

Widoczny znak – mamy prawo do obaw

Czy ośrodek ucieczek i wypędzeń nie stanie się przypadkiem zastępczym muzeum wszystkich niemieckich cierpień z lat II wojny światowej – zastanawia się publicysta „Rzeczpospolitej”

Spór o widoczny znak mający upamiętnić Niemców deportowanych z polskich ziem zachodnich został zakończony przez PO kompromisem. Wybrano szeroką, możliwą do zaakceptowania przez obie strony formułę wyjścia z polsko-niemieckiego klinczu dyplomatycznego. Powstał on, gdy rząd koalicji CDU – SPD postanowił upamiętnić los deportowanych Niemców specjalnym muzeum.

Na czym polega złożoność problemu? Otóż rząd Donalda Tuska podjął słuszną decyzję o uchyleniu się od oficjalnego udziału Polski w kształtowaniu przyszłego ośrodka dokumentacji ucieczek i wypędzeń. Autoryzowanie tego pomysłu poprzez skierowanie do jego władz czy rad programowych oficjalnych przedstawicieli byłoby krokiem mocno ryzykownym. A trzeba pamiętać, że strona niemiecka bardzo nalegała, by placówka ta uzyskała międzynarodową akceptację. Ze swej strony nie była jednak skłonna podjąć żadnych zdecydowanych działań – na przykład na rzecz jednoznacznego odsunięcia od inicjatywy Eriki Steinbach i jej Związku Wypędzonych.

Pozostało jeszcze 83% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama