Reklama

Kardynał na froncie

Kardynała Oscara Andresa Maradiagę, metropolitę Tegucigalpy, szefa centrali Caritasu i koordynatora zespołu papieskich doradców (nazywanego z tego powodu wicepapieżem), miałem okazję poznać osobiście.

Publikacja: 12.10.2013 01:26

Szymon ?Hołownia

Szymon ?Hołownia

Foto: Fotorzepa, Sławomir Mielnik

I choć ilość peanów wygłaszanych pod adresem papieża Franciszka staje się powoli męcząca (choć jest to zmęczenie przyjemne), uważam, że i z tą decyzją nie mógł po prostu lepiej trafić.

Przygotowywałem się do pisania książki „Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie", chciałem pokazać Kościół w różnych zakątkach globu. Kardynał Maradiaga ciekawił mnie od dawna: salezjanin, pianista, doktor psychologii, licencjonowany pilot i – jak twierdzi Wikipedia – przyjaciel Bono. Z głupia frant napisałem więc do niego maila i po trzech dniach dostałem odpowiedź (w co nie mogło uwierzyć kilku znajomych polskich biskupów: napisaną osobiście, nie przez sekretarza). Kardynał zapraszał do Hondurasu, bym wszystkiemu mógł się przyjrzeć osobiście.

W Tegucigalpie od razu przydzielił mi kierowcę i jednego z komandosów ze swojej ochrony. Zarówno on, jak i jego biskup pomocniczy wiele razy byli już celem zamachów – ostrzeliwano im biura, samochody, profanowano kościoły, grożono w listach. W Hondurasie o władzę walczą z rządem handlarze narkotyków, którzy mają tu ważny punkt przerzutowy. Kardynał i jego księża niejednokrotnie zaleźli im za skórę.

Przez ponad tydzień uczestniczyłem we wszystkich aktywnościach metropolity. Lataliśmy na poświęcenia kościołów na prowincji (raz kardynał pilotował osobiście), odwiedziłem seminarium, klasztory, domy opieki, byłem na bierzmowaniach, wykładach, uczestniczyłem w wielkiej pompie z prezydentem z okazji głównego maryjnego święta. Zaczynaliśmy dzień koło siódmej rano, kończyliśmy po 23. W międzyczasie, w samochodzie, nagrywałem z kardynałem wywiad (nie będę go streszczał, jest w książce). Zdarzało się, że hierarcha, zmagający się z ciężką chorobą, ze zmęczenia zasypiał w pół zdania.

Widziałem biskupa, który nie pcha się do Rzymu („bo nie chcę, żeby moja głowa spłynęła Tybrem"), który całe życie poświęcił swojej diecezji i w warunkach frontowych, a nie na dyskusyjnych panelach, zmaga się z najważniejszymi problemami współczesnego świata. Rozbite rodziny. Bieda na ulicy. Terror chciwości w biznesie. Przeżarta korupcją polityka, wśród której trzeba lawirować, bo gdy wszystko wokół pada, Kościół jest ostatnią instancją, na której społeczeństwo może się jakoś trzymać (kardynał w politycznych kazaniach bynajmniej się nie oszczędza). Coraz bardziej skomplikowane problemy bioetyczne. Tego się nie da załatwić z wysokości tronu.

Reklama
Reklama

Kardynał Maradiaga przez wiele lat pracował w CELAM, konferencji biskupów Ameryki Łacińskiej, wie doskonale, o co chodzi pochodzącemu stąd właśnie papieżowi Franciszkowi, który ze swoimi doradcami chce teraz zarysować wizję Kościoła w XXI wieku. Dobrze, że będą to robić ludzie, którzy wiedzą, że czasy Książąt Kościoła minęły, że biskup musi być proboszczem proboszczów, a papież – proboszczem świata.

Autor jest twórcą portalu stacja7.pl

Opinie polityczno - społeczne
Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama