Reklama

Rozgłos już nie wystarczy

Somalijski pirat, emeryt, Mohammed Abdi Hassan został aresztowany na brukselskim lotnisku po tym, jak pofatygował się do Belgii, by wziąć udział w realizacji dokumentu filmowego, w którym miał wystąpić w charakterze eksperta.

Publikacja: 19.10.2013 09:00

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Foto: Fotorzepa, Sławomir Mielnik Sławomir Mielnik

Nie połapał się, że redaktorzy składający mu propozycję w tej sprawie byli w istocie belgijskimi policjantami. Pycha (i być może pieniądze) wzięły górę nad ostrożnością i pan o wdzięcznym pseudonimie Big Mouth nie będzie się już cieszył milionami zarobionymi na okupach za porywane statki.

W służbach obowiązywała kiedyś zasada, że wszelkiej maści tajni agenci mogą podawać się za hydraulików albo archeologów, ale nigdy za dziennikarzy (żeby nie odbiło się to na prawdziwych dziennikarzach, którzy zwykle pchają się tam, gdzie jest niebezpiecznie, a nie są – w przeciwieństwie do agentów – uzbrojeni). Dziś nie obowiązują już żadne zasady (i to w dwie strony: patrz skandaliczny przypadek kaliskiej „dziennikarki", która podała się za pracownicę poradni psychologicznej, by wyciągnąć z nauczycielki informację o tym, czy ojcem dziecka jest jej uczeń, czy też nie).

Nie o tym jednak chciałem mówić, a o ludziach, wciąż naiwnie wierzących w to, że samo pokazanie się szerokiej publiczności sprawi, że się uszlachcą, zapiszą w historii oraz staną się bogaczami. Jak bardzo się mylą, pokazuje szeroko komentowany w ostatnim tygodniu przypadek młodej polskiej piosenkarki, która wystąpiła w telewizji śniadaniowej z dwiema półnagimi modelkami nieskutecznie próbującymi trafić w struny i klawisze. Cała sytuacja była na tyle kuriozalna, że w pół dnia stała się hitem Internetu. Dziewczę oszalało ze szczęścia i zaczęło wypisywać, że „chciało przełamać pewne bariery" i że jej się udało, bo ma tysiące wejść na profil. Nie dostrzegła jednak, że 99 proc. ludzi weszło tam, by (mniej lub bardziej dosadnie) powiedzieć dziecku, że błądzi. Pokazała się milionom oczu, ale owe miliony zaraz odwróciły wzrok.

Na naszych oczach przestaje powoli działać mechanizm: „znane znaczy dobre". Ludzie już go rozgryźli, przestaną się w końcu gapić, zaczną oceniać. W następnym pokoleniu to nie popularność będzie kapitałem niezbędnym do odniesienia sukcesu, nie będą nim też pieniądze (posiadanie fabryk czy technologii też nie). Kiedy przyglądam się z bliska oszałamiającym karierom młodych afrykańskich blogerów i twórców nowych idei (to my za chwilę będziemy się uczyć od Afryki, a nie ona od nas), widzę, że wchodzimy w świat, w którym czynnikiem decydującym o twoim miejscu w społecznej hierarchii będzie wyłącznie to, czy masz dobry pomysł. Jeżeli rzeczywiście będzie dobry – na sfinansowanie środku do jego realizacji uzbierasz sobie w Internecie w parę dni (albo sprzedasz go tam z zyskiem komuś innemu).

Póki co nie zaryzykuję jeszcze ocen, nie wiem, czy to źle czy dobrze. Jedno jest pewne: inaczej. I to akurat mogę powiedzieć z czystym sumieniem: nareszcie.

Reklama
Reklama
Opinie polityczno - społeczne
Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama