Będzie o fantastycznym pomyśle, który w Polsce wystartował w ubiegłym roku i cieszy się coraz większą popularnością – choć nie towarzyszy mu żadna kampania promocyjna, biznesowa ani polityczna. Wszystko dzięki poczcie pantoflowej!

Jak wiadomo, są patenty, których ulepszyć nie sposób. Weźmy taki widelec. „Idei" widelca poprawić się nie da: zawsze będzie to trzonek i kilka zębów. Podobnie ze spodniami: „ideowo" są to dwie rury połączone obejmą na biodra. Nie inaczej z Blablacar (po polsku: AUTOPLEPLE, czyli samochodowa podróż z pogaduchami). O tym nowym przykładzie ekonomii współdzielenia pisał fachowo pan redaktor Rafał Tomański, a ja dorzucę dwa słowa z pozycji szeregowego użytkownika.

Pół wieku temu (za czasów Gomułki i Gierka) można było za niewielkie pieniądze kupić książeczki formatu koperty listowej z wymalowanym czerwono-białym kółkiem, zawierające kupony na kilka tysięcy kilometrów. Jak Polska długa i szeroka, młodzi ludzie podczas wakacji wychodzili „na wylot", czyli na drogę wyjazdową z miasta, machali tymi książeczkami do przejeżdżających aut, a gdy któryś kierowca się zatrzymał i autostopowicza zabierał – po dojechaniu do celu dostawał od niego w charakterze wynagrodzenia podpisany kupon na sto, dwieście czy ile tam kilometrów. Pod koniec sezonu kierowcy, którzy uzbierali najwięcej kuponów, brali udział w autostopowych dożynkach, w których nagrodami były bezcenne przedmioty codziennego użytku, jak pralki, radioodbiorniki i telewizory, z premią główną w postaci rewelacyjnej „Syrenki", a potem „Fiata 125p". Byli czasy...

Współczesny autostop – wspomniany Blablacar – narodził się sześć lat temu we Francji, a dziś funkcjonuje już w kilkunastu europejskich krajach, z ekspansywną tendencją na wschód. Idea oczywiście pozostaje niezmienna: wspólny interes pasażera i kierowcy (duchowy i materialny). Jednak, inaczej niż w przypadku widelca czy spodni, dzięki światowej rewolucji technologicznej ostatnich lat, autostop bardzo dało się usprawnić i uwygodnić. Nie trzeba wychodzić „na wylot", bo obie strony ustalają dogodne miejsce i godzinę spotkania telefonicznie lub/i mejlowo. Kierowcy i pasażerowie, aczkolwiek zachowują wzajemną anonimowość (nazwisko), są wcześniej zarejestrowani i zweryfikowani (numer komórki, adres e-mail). „Opłatą" za przejazd jest zwrot umówionej wcześniej części kosztów paliwa (zazwyczaj wychodzi dwa razy taniej niż autobus i trzy razy taniej niż pociąg). Obie strony szukają i znajdują się wzajemnie za pomocą portalu Blablacar (wpisz w google). Samo „zwiedzenie" portalu, to atrakcja...

Jestem neofitą, od sierpnia podróżowałem tym sposobem po Polsce zaledwie osiem razy – ale z absolutnym przekonaniem mówię Państwu: po prostu SUPER!!! Nie mam samochodu, więc z pozycji pasażera wyznam, że największą osobistą frajdę-niespodziankę sprawili mi ludzie: i kierowcy, i współpasażerowie. Większość z nich widziałem pierwszy i (zapewne) ostatni raz w życiu, ale wszyscy co do jednego byli uprzejmi, kulturalni, schludni i życzliwi. Mimo że „spotkani przez internet", byli żywym przeciwieństwem takich fragmentów anonimowej sieci, w której panoszy się plugawy hejting, trolling i chamstwo. Przypuszczam, że to nie jest zbieg okoliczności...

W przyszły weekend znów skorzystam z Autopleple na trasie Warszawa-Nidzica-Warszawa. Wszystkim podróżnikom życzę szerokiej drogi :-)

Masz pytanie do autora? remuszko@gmail.com