Był Żydem, który jako dorosły dokonał aktu konwersji. Studiował biologię, grywał na saksofonie jazz, ostatecznie jednak na początku lat 60. przyjął święcenia kapłańskie.

Jakunin, który w łagrach spędził łącznie siedem lat, miał problemy nie tylko z władzą państwową. Przede wszystkim narażał się swoim zwierzchnikom w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Ci bowiem nie chcieli żadnych konfliktów z państwem komunistycznym. Ponadto wśród nich nie brakowało współpracowników KGB, co stanowiło szczególne obciążenie dla struktur cerkiewnych. Dlatego gdy reżim sowiecki padł, Jakunin domagał się lustracji duchowieństwa. Jak wiadomo, bezskutecznie.

Za swoją niezłomną postawę był dwukrotnie wykluczany ze stanu kapłańskiego – za drugim razem, już w latach 90., skończyło się to przejściem kapłana do nieuznawanej przez Cerkiew moskiewską Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego, a następnie do niekanonicznej rosyjskiej Cerkwi katakumbowej.

W swoich wystąpieniach i publikacjach (jedną z nich miałem blisko 10 lat temu przyjemność przekładać na polski) Jakunin zwracał uwagę na znamienną rzecz: z jednej strony ZSRR był imperium ateizmu państwowego, prześladującym wszelkie wyznania religijne, w tym zwłaszcza prawosławie, z drugiej zaś – w trakcie drugiej wojny światowej Stalin doszedł do wniosku, że może użyć Cerkwi jako siły konsolidującej Rosjan wobec niemieckiego najeźdźcy i takie instrumentalne względem niej podejście stosowali również potem, już w okresie pokoju, wszyscy sowieccy przywódcy.

Taki stan rzeczy to nie jest wyłącznie historyczna przeszłość. Dziś rzecz jasna prawosławni cieszą się w Rosji swobodą wyznaniową. Można się jednak zastanawiać nad tym, jaka byłaby pozycja w rosyjskim życiu publicznym najwyższych hierarchów Cerkwi moskiewskiej, gdyby krytykowali oni politykę Władimira Putina i wykorzystywanie przez niego religii w celach propagandowych. W rosyjskiej tradycji politycznej ołtarz jest podporządkowany tronowi (pod tym względem Rosja przypomina skądinąd kraje protestanckie). Smaganie cara to najwyżej domena jurodiwych, ale kto by traktował szaleńców (nawet Bożych!) serio?

U kresu życia Jakunin porównał Rosję do gnijącego w grobie Łazarza, którego wskrzesił Jezus. Mówiąc o tym, duchowny podkreślał, że jego ojczyzna gnije przede wszystkim od swoich grzechów. Niemniej wierzył, że może dokonać się cud – że Bóg może ją przemienić i od nich uwolnić. Słuchając tych słów odniosłem wrażenie, że wypowiada je prorok. Bardzo trudno jednak nim być we własnym domu.