Pamiętam bowiem, jak kiedyś sam słusznie podkreślałeś, że „podstawową powinnością dziennikarza jest informowanie", nie zaś kształtowanie opinii społecznej (interpretacja, komentarz, selekcja). Inaczej mówiąc chodziło Ci (tak przynajmniej Twe słowa zrozumiałem) o to, że media i zatrudnieni w nich dziennikarze, miast sprawować władzę nad informowanym przez siebie społeczeństwem, winni pełnić wobec niego służbę.
Wmawianie opinii publicznej przez media (a więc i przez dziennikarzy), że „mamy demokrację", i że to sami Polacy wybierają tych, którzy w danym momencie nimi rządzą, jest w moich oczach czymś wysoce niewłaściwym (eufemizm). Przecież to media, manipulując przekazem medialnym, wywierają określony wpływ na wolę oraz na decyzje przeważającej części wyborców. Jak zatem można tu mówić o prawdziwej demokracji? Jeśli już, to o demokracji formalnej lub sterowanej.
Faktycznie to media decydują o tym, kto nami rządzi, a nie większość Polaków. Jest bowiem tak, że każdy człowiek, który informuje innego człowieka, ma nad nim – jeśli nawet tylko potencjalną – to jednak władzę. To od jego przecież woli zależy, czy i komu przekaże całość posiadanych przez siebie informacji, czy też że przekaże niektóre z nich, a resztę zatai. Jeśli jednak przekaże tylko część informacji, wtedy w dowolny i pożądany przez siebie sposób może sterować decyzjami i wyborami drugiego człowieka. Inaczej mówiąc może sterować jego wolą, a więc być jego panem i władcą. No a niewolnik, który nie wie, że jest niewolnikiem, nie ma powodu do buntu. Taki rodzaj sprawowania władzy jest dużo korzystniejszy od przymusu fizycznego. Zapewnia bowiem władcy, że poddany, miast go nienawidzić, będzie go popierał, a czasem nawet czcił i kochał. Manipulacja wtedy jest tylko skuteczna, gdy jej ofiara nie zdaje sobie sprawy, że jest manipulowana. Na sprzężeniu zwrotnym obu tych zależności polega funkcjonowanie Władzy Czwartej.
Co zaś się tyczy tzw. wolności mediów, to warto dodać, że chodzi nie o wolność obiektywną, lecz o wolność od władzy państwowej. Media przecież są zawsze od kogoś zależne – jeśli nie od władzy państwowej (państwowego właściciela lub koncesjodawcy, jak np. w PRL), to od właściciela prywatnego.
Tomek