Dla dobra debaty publicznej zamieszczamy tekst, który nie został opublikowany przez „Gazetę Wyborczą”.
Tegoroczne Igrzyska Wolności w Łodzi przypominały supermarket idei, w którym największym problemem był nadmiar towaru. W dniach 23–25 października w kompleksie EC1 można było dyskutować o niemal wszystkim, zdając sobie sprawę z tego, że ominie nas jeszcze więcej. Ponad 500 prelegentów i przeszło 200 punktów programu tworzyło ofertę wymagającą kondycji godnej nazwy imprezy. Publiczność liczono w tysiącach, a obok polityków spotykali się naukowcy, przedsiębiorcy, dziennikarze, artyści oraz działacze społeczni.

Reklama
Reklama

Hasło „Tech for Humanity” sugerowało rozmowę o technologii, ale ludzkość okazała się tematem pojemnym. Były sztuczna inteligencja, bezpieczeństwo Europy, finansowanie ochrony zdrowia, przyszłość wsi i ochrona lasów. Można było zastanawiać się, czy liberałowie oddali wolność gospodarczą populistom, albo badać granice wolności w związku. Demokracja demokracją, lecz ktoś musi również wyjaśnić, ile swobody należy się partnerowi.

Czytaj więcej

Rząd ustąpił w sprawie miliardów dla przemysłu. W tle groźba weta prezydenta

Wśród gości znaleźli się Salman Rushdie, Anne Applebaum, Radosław Sikorski, Agnieszka Holland i Adam Michnik. Literatura sąsiadowała z geopolityką, ekonomia z kulturą, a poważne diagnozy z pytaniami o to, w jakiej dystopii właściwie żyjemy.

Dlaczego Igrzyska Wolności sponsorowane były przez państwowe spółki?

Słuchaczowi pozostawało ustalić, kogo nie usłyszy. Najbardziej praktyczną lekcją wolności był zatem wybór sali. Nawet sztuczna inteligencja nie zapewniała jeszcze uczestnikom możliwości przebywania jednocześnie w kilku miejscach.

Za spotkaniami z udziałem dziennikarzy „Gazety Wyborczej” stała Agora, strategiczny partner medialny Igrzysk. To zrozumiałe – prywatna grupa promowała własnych dziennikarzy i autorów. Więcej wątpliwości budzi obecność wśród partnerów Igrzysk państwowych spółek – PKO Banku Polskiego, Orlenu, Totalizatora Sportowego i Fundacji PZU. Festiwal wolności korzystający ze wsparcia państwowego sektora tworzy sytuację nieco paradoksalną. Dyskusje o wyższości gospodarki rynkowej nad etatystyczną finansowały państwowe molochy. Formalnie sponsoring jest elementem marketingu, ale nikt mnie nie przekona, że Orlen czy PZU starały się pozyskać klientów kupujących ich produkty.

Największe gospodarki świata

Największe gospodarki świata

Foto: PAP

Igrzyska Wolności nie są imprezą polityczną, choć udział brali w nich politycy – w ogromnej większości związani z rządzącą koalicją. Sponsorowanie imprezy przez spółki Skarbu Państwa nie było złamaniem prawa, nie naruszało zasad finansowania partii politycznych, a tym bardziej kampanii wyborczej, która przecież nawet formalnie się nie zaczęła. Nie odbiegało też od standardów obowiązujących w Polsce, ale też nie podnosiło tych standardów.

Typowe dla III RP narzędzie – zblatowanie pewnych środowisk

Przed kilku laty prowadziłem na Igrzyskach panel poświęcony społecznej odpowiedzialności biznesu. Zaproponował mi to Leszek Jażdżewski, dyrektor programowy tej imprezy, a ja bez dłuższego namysłu się zgodziłem. Nie było mowy o honorarium i uważałem, że to w porządku. Uznałem, że to mój maleńki wkład w szerzenie liberalnych idei. W tym roku miałem prowadzić panel poświęcony kryzysowi globalnego handlu i organizatorzy zaproponowali mi zapłatę – niewielką, ale zawsze. Zapewne podobne honorarium przysługiwało innym moderatorom paneli, a być może także uczestnikom, zwłaszcza zagranicznym. Do tego dochodzą koszty biletów lotniczych i zapewne specjalne stawki dla gwiazd. Krótko mówiąc – było na bogato, bo Orlen czy PKO to nie są biedne spółki.

Czytaj więcej

Nowy prezes CPK dla „Rzeczpospolitej”: Budowa szybkiej kolei ruszy w 2028 roku

Czy wysokie koszty imprezy przełożyły się na wysoki poziom merytoryczny dyskusji? Nie mnie to oceniać, ale sądzę, że o wolności można rozmawiać bez kosztownej oprawy, która nie była niezbędna uczestnikom, ale miała pokazać, że organizatorzy są na tyle wpływowi, że potrafią organizować finansowanie od spółek Skarbu Państwa. Nie są politykami, ale mają odpowiednie znajomości w kręgach władzy. Nie wiem, czy starając się o sponsoring uderzali do samego ministra Skarbu Państwa, czy bezpośrednio do spółek. To nie ma znaczenia. Sięgnęli po typowe dla III RP narzędzie – zblatowanie pewnych środowisk. W mojej ocenie przekonującą reklamą liberalizmu byłoby pokazanie, że rozmowa o wolności potrafi się obyć bez hojności państwowych koncernów.

Mój prywatny protest przeciwko wykorzystywaniu wpływów w spółkach Skarbu Państwa na Igrzyskach Wolności

Uznałem, że uczestnictwo w liberalnej rzekomo imprezie na koszt spółek Skarbu Państwa nie jest dobrym pomysłem. W ostatniej chwili z prowadzenia panelu się wycofałem i opuściłem piękne miasto Łódź. To był mój prywatny protest przeciwko wykorzystywaniu wpływów w spółkach Skarbu Państwa do finansowania celów takiego czy innego ugrupowania lub kręgu towarzyskiego.

Jeśli w przyszłym roku wybory wygra prawica, co nie jest pewne, ale niewykluczone, rozmaite prawicowe organizacje i środowiska będą urządzać własne imprezy, korzystając ze sponsoringu tych samych spółek, które sfinansowały Igrzyska Wolności. Oczywiście zarządy tych spółek natychmiast po wyborach się zmienią. Będę to wówczas krytykował i nie chciałbym, by ktoś mi wypomniał, że wziąłem honorarium, na które złożyły się spółki Skarbu Państwa.

Łatwo jest krytykować nielubianych polityków, trudniej środowisko, z którym sympatyzuję. Organizująca Igrzyska Wolności Fundacja Liberté od blisko 30 lat prowadzi działalność społeczną, kulturalną oraz ekspercką. Na portalu Liberté! opowiada się za wolnością jednostki i społeczeństwem otwartym, wspiera związki partnerskie oraz świecką szkołę. W sprawach gospodarczych deklaruje orientację liberalną i wolnorynkową. Prowadziła kampanię w obronie Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Czytaj więcej

Leszek Jażdżewski: Postępowość Polaków jest bezobjawowa

Gdybym prywatnie, bez kontekstu Igrzysk Wolności, rozmawiał z Leszkiem Jażdżewskim, zgodziłby się ze mną, że prywatyzacja jest pożądanym procesem, a utrzymywanie dużej domeny państwowej grozi upolitycznieniem procesów gospodarczych, co w długim okresie obniża poziom bogactwa kraju i gospodarstw domowych. Ale organizując Igrzyska Wolności, korzysta ze wsparcia spółek, które zgodnie z liberalnymi przekonaniami powinny zostać sprywatyzowane. Jażdżewski jest jak drogowskaz, który wskazuje właściwą drogę, ale nią nie podąża. Amicus Plato, sed magis amica veritas.

Dlaczego rząd Donalda Tuska nie prywatyzuje państwowych spółek?

Jestem szczególnie cięty na instrumentalne wykorzystywanie spółek SP i instytucji korzystających z publicznych pieniędzy. Pisałem o tym wielokrotnie. W ostatnich miesiącach rządów PiS opisałem w „Gazecie Wyborczej”, jak absurdalne jest trzymanie przez państwo w swych rękach np. Fabryki Cukierków „Pszczółka” Sp. z o.o. oraz Przedsiębiorstwa Przemysłu Ziemniaczanego „Trzemeszno” Sp. z o.o. Miałem nadzieję, że rząd koalicji 15 października przynajmniej rozpocznie proces prywatyzacji, wyzbywając się choćby takich spółek, jak Polski Holding Nieruchomości, Polski Holding Hotelowy czy uzdrowiska. Nic takiego nie nastąpiło. „Pszczółka” i „Trzemeszno” nadal pozostają w kontrolowanej przez Skarb Państwa Krajowej Grupie Spożywczej. Państwo wciąż zarządza hotelami, nieruchomościami, chłodnią Mors-Wola, spółką Sklejka Orzechowo i setkami innych.

Czytaj więcej

Krzysztof Adam Kowalczyk: Pora skończyć z czarną legendą prywatyzacji

Rząd „koalicji demokratycznej” nie prywatyzuje, bo chce w swych rękach utrzymać zasoby pozwalające na dyskrecjonalne finansowanie poza budżetem rozmaitych celów, kupowanie lojalności lokalnych działaczy poprzez oferowanie atrakcyjnego zatrudnienia, sponsorowanie rozmaitych imprez przyjaznych dla rządzącej koalicji. Premier obiecywał odpolitycznienie spółek Skarbu Państwa, ale nie stworzył dotąd trwałego systemu, który ograniczałby partyjny wpływ na obsadę rad nadzorczych i zarządów. Przyjęto kodeks dobrych praktyk, ale bez trwałych, ustawowych zabezpieczeń kolejna ekipa będzie mogła równie łatwo ogłosić własne standardy i obsadzić stanowiska swoimi ludźmi.

Kodeks można zmienić, konkurs ustawić, a wymagania dopasować do upatrzonego kandydata. Dopiero pełna prywatyzacja odbiera politykom narzędzie bezpośredniego obsadzania rad nadzorczych i zarządów. Minister przestaje wówczas występować jako przedstawiciel właściciela, a zmiana rządu nie daje nowej większości prawa do wymiany władz przedsiębiorstwa. To znacznie mocniejsze zabezpieczenie przed polityczną ingerencją niż zapewnienia, że akurat obecna ekipa wybiera wyłącznie fachowców.

Na Igrzyskach Wolności nie rozmawiano o prywatyzacji

Prywatyzacja przynosi również dochody, których państwo przy wysokim deficycie i rosnącym zadłużeniu pilnie potrzebuje. Wpływy ze sprzedaży akcji mogłyby ograniczyć konieczność emitowania obligacji, a zatem także przyszłe koszty obsługi długu. Są jednorazowym źródłem finansowania, więc nie zastąpią reformy wydatków, lecz mogą ułatwić porządkowanie finansów publicznych. Warunkiem pozostają przejrzysta sprzedaż, uczciwa wycena oraz ochrona konkurencji.

Zaniechanie ma konsekwencje wykraczające poza obecną kadencję. Jeżeli władzę przejmą PiS i Konfederacja, odziedziczą mechanizm, który pozwala przedstawiać kolejną wymianę kadr jako naturalne uprawnienie zwycięzców wyborów. Będą mogły powoływać się na precedensy poprzedników i zapewniać, że tym razem nominują wyłącznie fachowców.

Na tegorocznych Igrzyskach Wolności znalazło się miejsce na rozmowy o sztucznej inteligencji, klimacie, demokracji i przyszłości Europy. Zabrakło panelu o prywatyzacji. Dla środowiska odwołującego się do liberalizmu ograniczenie państwowej własności powinno być jednym z najważniejszych tematów.
Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Autor

Witold Gadomski

Wieloletni dziennikarz „Gazety Wyborczej”, obecnie jej współpracownik