Polska staje się zakładnikiem partii, które traktują politykę jak mecz bokserski. Koalicja rządowa po przegranej walce o Belweder znalazła się na deskach, ale zdołała się podnieść i dziś boleśnie kontruje opozycję. Na razie policja zdaje się stać po stronie rządu, co sprawia, że prezydent przypomina symbolicznego nagiego króla. Za wcześnie jednak ogłaszać zwycięzcę. Nie wiadomo bowiem, po której stronie stanie wojsko, jeśli na ring wtargną rozsierdzeni kibice obu obozów.

Reklama
Reklama

Dla każdego z bokserów celem jest nokaut. Żaden nie wierzy bowiem, że obecni sędziowie potrafią uczciwie rozstrzygnąć walkę na punkty. Nie liczy się więc taktyka ani styl, lecz wyłącznie wynik końcowy. Stawką nie jest niezależność sądów, ale władza. Prawo staje się jedynie kolejnym argumentem w walce, a nie jej regułą.

Grzegorz Braun i Robert Bąkiewicz zyskują na atmosferze bezpardonowej walki

Kibice, jak to na igrzyskach bywa, są skrajnie stronniczy. Problem w tym, że poza sportową halą pozostaje wielu obywateli, których boks nie interesuje. Trzy lata temu zagłosowali na liberałów – w nadziei, że skończy się traktowanie polityki jak igrzysk. Rok temu część z nich postawiła jednak na kandydata „trzeciej drogi”, który przemawiał bardziej językiem Konfederacji niż PiS-u. Teraz wszyscy na prawicy stoją po tej samej stronie barykady, choć trudno zrozumieć, kto temu obozowi przewodzi. W atmosferze bezpardonowej walki rośnie znaczenie radykałów takich jak Braun czy Bąkiewicz.

Czytaj więcej

Jan Zielonka: Polacy są zaczadzeni polaryzacją. Rządzą emocje i plemienne sympatie

Każdy z obozów zapewnia, że to właśnie po jego stronie stoi prawo. Coraz trudniej jednak oprzeć się wrażeniu, że w tej walce liczy się przede wszystkim siła, a nie prawo czy etyka. To szczególnie trudne położenie dla liberałów. Mają mocniejsze argumenty prawne, kompetencje gospodarcze i międzynarodową legitymację, ale mierzą się z przeciwnikiem, który walczy według innych reguł. Premier zapowiedział dumnie, że liberałowie nie zamierzają być workiem treningowym dla politycznych przeciwników. Wchodzą na ring, by walczyć, a nie biernie inkasować ciosy. Pytanie tylko, czy w razie ulicznej konfrontacji liberalni jajogłowi sprostają kibolom skrajnej prawicy.

Władimir Putin korzysta, Polska przegrywa

Demokratyczny Zachód patrzy na nasz pojedynek z zażenowaniem, autokratyczny Wschód z satysfakcją, a biznes – z niepokojem. Władimir Putin będzie różnymi drogami nakręcał nastroje, bo zwaśniona Polska jest łatwym obiektem ataku. Aktorzy gospodarczy będą ograniczać inwestycje w Polsce, a nasi dyplomaci znajdą się na marginesie międzynarodowych negocjacji.

W boksie po nokaucie wiadomo, kto wygrał. W polskiej polityce nawet zwycięzca może obudzić się w kraju, który przegrał.

Autor

Jan Zielonka

Profesor na uniwersytetach w Oksfordzie i Warszawie