Wszystko splątane w następujących po sobie dniach, ale w jednym, zwyczajnym życiu nie do połączenia; może dlatego tak trudno jest mówić o Wieczności.

Reklama
Reklama

Czy halloweenowym wrzaskiem zagłuszymy lęk przed śmiercią?

Najłatwiej ją wyśmiać: „cukierki albo psota!”, gęba upiora wymalowana na dyniowej łupinie, kościotrup ułożony z czekoladek. Czy halloweenowym wrzaskiem zagłuszymy lęk przed śmiercią? Jeśli tak, to tylko na dzisiaj, najdalej na jutro; pojutrze dopadnie nas nieuchronnie. I co wtedy?

Dlatego łatwiej jest odesłać Wieczność tylko do wybitności niedostępnej nam, szarakom; jedynie święci albo mężowie stanu i wielcy artyści jej dostąpią, wszystkich pomniejszych czeka zapomnienie. No i bardzo dobrze, bo nawet politycy z pierwszych stron gazet i najważniejszych programów telewizyjnych utoną w niepamięci, nieuchronnej i bezlitosnej, gdy tylko odejdą z foteli i przestaną tumanić hasłami, które jeszcze wczoraj uznalibyśmy za mądre i przełomowe.

Czytaj więcej

Śmierć w chmurze. Gdy znikną cmentarze, zniknie pamięć? Prof. Urbańczyk o zmierzchu rytuału

Z tej perspektywy Wieczność jest bezlitosnym walcem miażdżącym wszystko, co nie jest warte losu lepszego niż śmietnik historii; ba, tylko żebyśmy jeszcze pamiętali o tym codziennie… Bo gdybyśmy pamiętali, uniknęlibyśmy niejednej rewolucji i niejednej dyktatury albo przywództwa bałwana, któremu wydaje się, że jest Peryklesem, godnym przyozdobienia pokojowym Noblem.

Wszystkich Świętych i Zaduszki. Przerasta nas wszystko ponad palenie zniczy i porządkowanie grobów

A może Wieczność jest nieuniknionym losem każdego ze śmiertelnych? O tym przypominają Zaduszki, ale przerasta nas wszystko ponad palenie zniczy i porządkowanie grobów. Najłatwiej mają ateiści, bo – jak zauważył już któryś z antycznych filozofów – skoro po Tamtej Stronie jest tylko nicość, to nie ma czego się bać. Ale pokażcie mi takiego ateistę, który jest pewien jedynie pustki, bo może jednak… Wtedy pozostaje tylko wiara, ale święte księgi prowadzą nas niedaleko.

Czy wieczysty śpiew nabożnych pieśni może zachęcić kogokolwiek do zbawienia? Podobnie raj muzułmański pełen mocnych trunków i chętnych hurys, czy nie okaże się katorgą nawet dla najbardziej napalonego samca? Może już lepsze jest piekło, ale nabożna wyobraźnia nie sięga poza średniowieczną izbę tortur.

Mój serdeczny przyjaciel, zmarły ponad 20 lat temu jezuita o. Stanisław Musiał, powiadał, że Wieczność to wielka twórczość. Ale po co tworzyć cokolwiek, skoro już wszystko będzie wiadome?