Człowiek jest jedynym zwierzęciem mającym świadomość nieuniknionej śmierci. I ją trzeba oswoić, aby zachować równowagę psychiczną umożliwiającą trwanie, mimo zrozumienia, że czegokolwiek byśmy nie zrobili, to życie każdego z nas dobiegnie kresu, a moment ten jest nieprzewidywalny.

Reklama
Reklama

Tragedii „bezsensu” życia zapobiegała kultura. Tak jak w wymiarze materialnym pozwoliła wcześniej uniezależnić się od zewnętrznych zagrożeń środowiska przyrodniczego, a w wymiarze psychicznym uregulować zagrożenia wewnętrzne środowiska społecznego, tak też pozwoliła oswoić śmierć, sprowadzając jej terminalny wyrok do sfery biologicznej, poza którą umieszczono niezniszczalnego „ducha”.

Od kiedy grzebiemy zmarłych? Przełom, który odmienił ludzkość

Nie sposób precyzyjnie zidentyfikować ten przełom, ale archeologia wskazuje, że stało się to co najmniej 100 tys. lat temu, kiedy bliskowschodni Homo sapiens zaczął grzebać ciała swoich zmarłych. Nie znamy jego wizji zaświatów, ale świadomie wykonane pochówki dowodzą przekonania, że poza granicą śmierci jest jeszcze coś, co kazało zabezpieczać doczesne szczątki zmarłych. Już ci nasi odlegli praprzodkowie musieli więc być przekonani, że ciało zachowuje jakąś łączność z „duchem” i trzeba je uchronić przed zniszczeniem. A może wręcz przeciwnie – zapewnić, że już nie powstanie z martwych dobrze przykryte ziemią i kamieniami.

Od tego czasu wszystkie znane nam społeczeństwa operują systemami religijnymi, które uzasadniają uprzywilejowaną pozycję człowieka w świecie i regulują sposób traktowania zmarłych. Specyficzna lokalnie tradycja nie pozostawia swobodnego wyboru, bowiem zbiorowe praktyki kulturowe, takie jak rytuały okołośmiertne i zwyczaje pogrzebowe, nie są prostym odzwierciedleniem idei eschatologicznych, lecz także czynnikami, które aktywnie kreują i wzmacniają więzi społeczne. Integrują bowiem członków danej grupy i równocześnie odróżniają od siebie poszczególne społeczności.

W kulturach niepiśmiennych ta ważna sfera regulacji zachowań indywidualnych i społecznych dostępna jest tylko przez kontakt z dobrze poinformowaną osobą. W przypadku społeczeństw pradziejowych pozostaje nam tylko wnioskowanie pośrednie z rytuałów pogrzebowych, co jest ważnym zadaniem archeologów wyspecjalizowanych w interpretacji materialnych świadectw przeszłości, łącznie ze szczątkami ludzi, których możemy fizycznie dotknąć i zbadać.

Czytaj więcej

Suicydolog: Gdy ktoś zostaje skompromitowany, rozwiązaniem wydaje się zniknięcie

Pradziejowe zwyczaje pogrzebowe oferują wgląd w inaczej trudno dostępną sferę eschatologii, tj. wierzeń odnoszących się do ostatecznego celu świata i ludzi oraz do pośmiertnego przejścia. Obejmują one też interpretacje dróg wiodących do „świata zmarłych”, koncepcje osądu pośmiertnego i ewentualnej kary lub nagrody. Wszystkie znane religie zawierają takie elementy, co znajduje wyraz w uregulowaniu reakcji sprowokowanych przez śmierć.

Pogrzeb to sprawa żywych. Jak rytuały budują więzi społeczne

Rytuały pośmiertne uruchamiane w chwili pojawienia się martwego ciała i praktyki pogrzebowe są wskaźnikami intymnej sfery wierzeń kluczowej dla ulokowania indywidualnej osoby w kontekście kolektywnej reakcji na śmierć. Forma „ostatniej posługi” odzwierciedlała raczej zbiorową wizję eschatologiczną tych, którzy musieli zareagować na śmierć, niż faktyczne wierzenia osoby zmarłej.

Decydująca pozycja zbiorowości pogrzebowej czyni rytuały okołośmiertne i sposób pochowania zmarłego ważnymi elementami praktyki społecznej. Te rytuały i ich symbolika były kluczowe dla podtrzymywania identyfikacji grupowej, a tym samym do promowania porządku społecznego przez przywoływanie eschatologicznych elementów dominującej religii. Sposób potraktowania martwego ciała nie był więc tylko formą praktycznego współdziałania, ale miał też ważny wymiar społeczny.

Czytaj więcej

Tomasz Terlikowski: Dialog międzyreligijny. Nie ma odwrotu od drogi Jana Pawła II

Wiele religii bagatelizuje śmierć, deklarując wieczne trwanie „ducha”, który jest istotą człowieka. Nie mamy na nią żadnego wpływu, gdyż moment zgonu zostaje rozstrzygnięty wolą jakiegoś stwórcy. Możemy tylko za życia wpłynąć na pośmiertną pozycję swojej „duszy”, przestrzegając wymagań etyczno-moralnych. Zatem jakość naszego krótkiego życia doczesnego ma wpływ na jakość życia wiecznego. Dla większości ludzi wydaje się to być wystarczającym argumentem skłaniającym do zachowania godziwego z punktu widzenia danej kultury.

Decydujące dla sposobu rozwiązywania problemu pojawienia się zwłok jest przekonanie o rodzaju związku ciała z „duchem”. W jednych religiach ciało jest obciążeniem, które trzeba usunąć, w innych jest nieredukowalną i chronioną siedzibą „ducha”.

Tańce ze zmarłymi i karmienie zwłok. Niezwykłe zwyczaje pogrzebowe świata

Znamy kultury, które zupełnie nie przywiązują wagi do ochrony doczesnych szczątków swoich zmarłych. Np. Masaje wyrzucali ciała poza obręb wioski na pożarcie przez drapieżniki. Dopiero brak wielkich kotów zmusił ich do grzebania zmarłych w grobach, które nie spełniają żadnej funkcji komemoratywnej. W innych kulturach (np. Tybetańczycy czy środkowoazjatyccy Parsowie, a kiedyś też Indianie preriowi) zwłoki wystawia się na powolne procesy naturalnej degradacji, wspomaganej przez ptaki drapieżne. Takie zwyczaje, które pokazują już freski z bliskowschodniego protomiasta Chatal Höyuk sprzed ponad 7 tys. lat, nie zostawiają niemal żadnych śladów rozpoznawalnych archeologicznie.

Są też kultury „obciążające” ciała zmarłych grzechami życia doczesnego, które można usunąć przez spalenie ziemskiej powłoki. W Europie był to zwyczaj zapoczątkowany w epoce brązu (ok. 2250-750 p.n.e.), który w Polsce przetrwał aż do średniowiecza. Spalone szczątki grzebano w popielnicach lub w prostych jamach, rozsypywano na powierzchni ziemi albo wyrzucano do wody. Wysypanie lepiej lub gorzej spalonych resztek do rzek praktykowane jest wśród wielu dominujących w Azji hinduistów i buddystów. Takie specyficzne „pochówki” też nie pozostawiają żadnych śladów rozpoznawalnych archeologicznie.

W niektórych kulturach pogrzeb jest wieloetapowy. Np. Malgasze umieszczają zwłoki w tymczasowym miejscu, czekając na całkowity rozkład lub wysuszenie części miękkich. Wtedy wydobyte ponownie szczątki umieszcza się w rodzinnych grobowcach, z których są wydobywane co siedem lat, aby wziąć udział w radosnych „tańcach ze zmarłymi” (famadihana). Zebrani członkowie rodziny podają sobie wtedy zawinięte w całun szczątki, aby je potem powtórnie umieścić w grobowcu.

Znamy zwyczaje konserwowania zwłok za pomocą skomplikowanych zabiegów mumifikujących. Najbardziej znani są z tego starożytni Egipcjanie, ale różne formy zapobiegania rozkładowi martwych ciał stosowały też inne kultury. Czasem mumie powstają też przypadkowo – np. przez zamrożenie w wiecznej zmarzlinie, zasuszenie w gorącym piasku albo zanurzenie w konserwującym substancje organiczne bagnie.

Znamy też tradycje, w których zwłoki nie są od razu pogrzebane, lecz w dalszym ciągu „uczestniczą” we wspólnocie żywych. W przedkolumbijskim Peru traktowano tak ciała zmumifikowanych królów Inków, którzy swoiście legitymizowali teraźniejszość. W znanym z „ekstrawaganckich” obyczajów pośmiertnych regionie Tana Toraja na indonezyjskiej wyspie Sulawesi/Celebes zwłoki, pobieżnie zakonserwowane w wywarach ziołowych, na czas długich przygotowań do hucznego pogrzebu przechowywane są w domach. Wierząc, że do tego czasu dusze wciąż mieszkają w martwych ciałach, członkowie rodziny dbają o nie, rozmawiają z nimi, a nawet je karmią i obdarowują papierosami.

Proch w kosmosie i awatary. Co stanie się z tradycyjnymi cmentarzami?

Niezwykła różnorodność ugruntowanych historycznie tradycji pogrzebowych zyskała nowy wymiar w dzisiejszych zlaicyzowanych społeczeństwach krajów wysoko rozwiniętych. Obserwujemy w nich postępującą, już niemal całkowitą dowolność traktowania zwłok, które można pogrzebać, zmumifikować, zamrozić, przerobić na żyzny kompost albo spalić. Produkty ciałopalenia mogą być formalnie pochowane, ale też podzielone, wrzucone do wody, rozsypane na „łąkach wspomnień”, wystrzelone w kosmos, a nawet przetworzone w diamenty, z których wykonuje się biżuterię. Budzi to niepokój archeologów, bo ich przyszli następcy nie będą mieli żadnych materialnych świadectw, które pozwoliłyby zbadać nie tylko naszą cielesność, ale też i nasze obyczaje pogrzebowe.

Czytaj więcej

Żyjemy w symulakrach, technologie zmieniają nasze nawyki. Odczucia kontra pomiary

Znikną pewnie znane nam cmentarze jako miejsca faktycznego spoczynku zmarłych, które skupiają wspomnienia i prowokują refleksję nad przemijaniem. Zapowiedzią tego jest już stosowane umieszczanie na nagrobkach kodów QR, które kierują zainteresowanych do stron dostarczających wielorakich informacji o zmarłych. Można też przedłużyć ich „życie” w postaci awatarów, z którymi będzie można wręcz porozmawiać. Fizycznie nieobecni zmarli przetrwają więc w chmurze cyfrowej.

Tradycyjne cmentarze, które wszak zajmują cenną inwestycyjnie przestrzeń miejską, będą pewnie likwidowane. Może w Polsce jeszcze przez jakiś czas przetrwa zwyczaj listopadowych odwiedzin cmentarzy, ale będzie miał charakter coraz mniej osobisto-emocjonalny, a coraz bardziej zbiorowo-rytualny.

Niektóre cmentarze zostaną zachowane jako gigantyczne muzea śmierci, które będą fascynować naszych następców swoją dziwaczną rozrzutnością. Emocjonalnie będą dla zwiedzających równie martwe, jak wypełniające muzea zbiory przedmiotów z dawnych epok.

Autor

Prof. Przemysław Urbańczyk

Mediewista i archeolog, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Polskiej Akademii Nauk