Przemysł energochłonny, nie powinien w tym roku narzekać na mnogość systemów wsparcia. Urząd Regulacji Energetyki przyznał mu właśnie blisko 2,2 mld zł pomocy w formie rekompensat za wysokie ceny energii w 2025 r. Rząd z kolei przygotował kolejny mechanizm. Ustawa o wsparciu przedsiębiorców sektorów energochłonnych z tytułu ponoszenia kosztów energii elektrycznej przewiduje wprowadzenie systemu pomocy w latach 2027–2030. Mowa jest o 4,8 mld zł. Prace nad ustawą są na finiszu i po poprawkach Senatu trafi ona teraz ponownie do Sejmu. W obu mechanizmach są bariery, które uniemożliwiają skorzystanie w pełni z dostępnych pieniędzy. Koalicja rządząca na ostatniej prostej zgodziła się na likwidację jednej z nich zapisanej w projekcie ustawy -organizowania konkursów, aby otrzymać państwową pomoc.

Czytaj więcej

Wsparcie dla firm energochłonnych na nowych zasadach. Rząd niespodziewanie zmienia zdanie

26 października URE przyznał przedsiębiorstwom z sektorów i podsektorów energochłonnych rekompensaty za 2025 r. System rekompensat został wprowadzony w Polsce w 2019 r. – Jego celem jest ograniczenie ryzyka przeniesienia produkcji wrażliwych branż do krajów, w których nie jest prowadzona tak ambitna jak w UE polityka klimatyczna, a koszty zakupu uprawnień do emisji CO2 nie wpływają na ceny energii, a w rezultacie na koszt wytwarzania produktów – tłumaczy URE. Kwota rekompensat jest związana z systematycznym wzrostem cen uprawnień do emisji CO2, które są podstawą do wyliczenia pomocy należnej firmom.

W ciągu siedmiu lat funkcjonowania tego systemu URE przyznał przedsiębiorstwom ponad 11,41 mld zł wsparcia, w tym roku blisko 2,2 mld zł. Teoretycznie tych środków było do wykorzystania maksymalnie 3,56 mld zł. Przemysł co roku narzeka na zbyt duże bariery administracyjne i formalne. Proces aplikowania jest skomplikowany, często wymaga wynajęcia zewnętrznych doradców, co dodatkowo zmniejsza opłacalność  korzystania z tej pomocy.

Drugi system pomocy w drodze

Rząd wprowadził do polskiego prawa unijne zapisy o CISAF (Clean Industrial Deal State Aid Framework) chcąc de facto jednocześnie podreperować budżet państwa. CISAF to dokument określający ramowe zasady udzielania przez państwa członkowskie UE pomocy publicznej przyspieszającej wdrażanie założeń tzw. paktu dla czystego przemysłu. Jeden z elementów dotyczy tymczasowego obniżenia cen energii elektrycznej dla odbiorców energochłonnych do 2030 r. Państwa członkowskie w oparciu o CISAF mogą opracowywać swoje programy pomocowe, które są notyfikowane Komisji Europejskiej. Z tej możliwości postanowiło skorzystać Ministerstwo Finansów i Gospodarki, które przygotowało projekt. Ustawę przyjął już Sejm, a teraz Senat, z licznymi poprawkami na korzyść przemysłu.

Michał Jaros, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, tłumaczył w Senacie, że rdzeniem mechanizmu wsparcia są dopłaty do kosztów energii elektrycznej dla przedsiębiorstw energochłonnych. W standardowym wariancie dopłata może objąć maksymalnie 50 proc. zużycia energii elektrycznej, a jej poziom wynosi maksymalnie 50 proc. średniej ceny energii z poprzedniego roku. Jednocześnie cena energii po wsparciu nie może spaść poniżej 50 euro za MWh. Jednak ze względu na kryzys na Bliskim Wschodzie przewidziano możliwość czasowego podwyższenia maksymalnej dopłaty do 70 proc. Warunkiem uzyskania pomocy jest zrealizowanie inwestycji, a więc co najmniej 50 proc. wartości otrzymanego wsparcia przedsiębiorca musi przeznaczyć na inwestycje w zieloną transformację i podnoszenie efektywności energetycznej (np. OZE i magazyny energii), z terminem realizacji do 48 miesięcy od  udzielenia pomocy. O wsparcie – wedle poprzedniej wersji ustawy – firmy musiały ubiegać się w formie konkursowej. I tu były największe uwagi przemysłu.

Planowany budżet na realizację instrumentu obniżenia cen energii dla przemysłu energochłonnego wynosi 4,8 mld zł. W 2027 r. byłoby to 800 mln zł, w 2028 r. – 1,6 mld zł, 2029 r. także 1,6 mld zł, a w 2030 r. - 800 mln zł.

Konkursy solą w oku przemysłu

Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa zwracała m.in. uwagę na potrzebę odejścia od procedury konkursowej dla spółek przemysłowych na rzecz proporcjonalnej redukcji wsparcia dla wszystkich beneficjentów w sytuacji, gdy wnioski przekroczą budżet programu. Zaproponowano także likwidację obowiązku wskazywania konkretnej inwestycji już na etapie wniosku. – Zważywszy na ograniczony budżet programu oraz szeroką pulę podmiotów uprawnionych do ubiegania się o pomoc (ok. 350 firm) istnieje ryzyko, że wsparcie trafi jedynie do kilku podmiotów (np. 3-10) i to takich, które już przed uruchomieniem programu miały zaplanowaną daną inwestycję. Przygotowanie tak znaczących inwestycji w tak krótkim czasie i w tak zaawansowany sposób jak wskazano w ustawie jest znacznym wyzwaniem logistycznym i finansowym – wskazywał prezes Izby Mirosław Motyka. Ponadto to małe i średnie firmy z branży energochłonnej nie dysponują środkami finansowymi, które w praktyce z dnia na dzień mogą przeznaczyć na dodatkowe inwestycje. Te środki mają największe spółki, w tym z udziałem Skarbu Państwa.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Wyższy CIT dla energetyki sfinansuje pomoc firmom energochłonnym. Co mówi sektor?

Pro

Jak mówił nam Ryszard Biernacki, dyrektor naczelny ds. transformacji energetycznej w KGHM sam obowiązek inwestycyjny może zniechęcić część przedsiębiorstw, zwłaszcza tych, które mają ograniczoną płynność lub nie dysponują gotowym projektem. Pytany o konkursy wskazał, że jeżeli punktacja w ich ramach miałaby premiować przede wszystkim gotowość inwestycji i ich efektywność, firma najbardziej dotknięta kosztami energii może uzyskać mniej punktów niż podmiot lepiej przygotowany do modernizacji.

Nieoczekiwana poprawka. W tle była groźba weta

Kiedy wydawało się, że te uwagi podobnie jak w Sejmie przepadną i w Senacie, poprawki realizujące te postulaty zgłosił Waldemar Pawlak, senator PSL. I ku zaskoczeniu wszystkich… przeszły. Stało się tak mimo że jeszcze przed głosowaniem Michał Jaros bronił konieczności utrzymania konkursów. Do zmian doszło m.in. w efekcie interwencji ministerstwa energii. – Wspólnie z senatorami doszliśmy do wniosku, że część uwag branży jest zasadna i je przyjęliśmy. Były one zgłaszane przez Izbę Hutniczą i Federację Przedsiębiorców Polskich. Te senackie poprawki przejdą. To efekt uzgodnień rządowych – powiedział minister energii Miłosz Motyka.

Skąd ta nieoczekiwana zmiana? Z nieoficjalnych przesłuchów z Pałacu Prezydenckiego płynęły głosy o możliwym wecie do tej ustawy. Argumentów było kilka. Podstawowy to sam fakt wyższych podatków. By sfinansować zmiany, ustawa zakłada czasowe podwyższenie obowiązującej 19 proc. stawki CIT do poziomu 30 proc. w 2027 r., 26 proc. w 2028 r., 23 proc. w 2029 r. W 2030 r. nastąpi powrót do podstawowej stawki CIT, a więc 22 proc. 

Według naszych informacji to jednak konkursy były największym merytorycznym zarzutem, który artykułował Pałac Prezydencki rządowi w nieoficjalnych rozmowach. To odniosło efekt, choć ze strony rządu słyszymy, że zdanie zmieniono w efekcie apeli przedstawicieli przemysłu. Jak dowiadujemy się z otoczenia Pałacu Prezydenckiego, usunięcie zapisów o konkursach znacząco zwiększa szanse na pozytywne rekomendacje dot. podpisu prezydenta pod ustawą. Ale nadal Pałacowi Prezydenckiemu nie podoba się, że w efekcie wyższego CIT od firm, co najmniej ok. 2,4 mld zł trafi do budżetu. Tyle bowiem wynosi różnica między przychodami z wyższego CIT, a rekompensatami dla branż energochłonnych. Przemysł ma nadzieję, że ustawa zyska poparcie prezydenta.