Materiał partnera: PFR TFI

Na koniec 2025 r. wartość polskich bezpośrednich inwestycji za granicą wyniosła prawie 162 mld zł, o 3,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wartość zagranicznych przejęć dokonanych przez polskie przedsiębiorstwa niemal się podwoiła, a deklarowane inwestycje greenfield osiągnęły rekordowy poziom. Czy polski biznes rzeczywiście zwalnia za granicą? O tym, jak odczytywać te dane, gdzie szukać nowych możliwości i skąd brać kapitał na ekspansję, rozmawiamy z Piotrem Dmuchowskim, prezesem PFR TFI, które zarządza Funduszem Ekspansji Zagranicznej.

Wartość polskich bezpośrednich inwestycji za granicą spadła w 2025 r. ze 167 do 162 mld zł. Czy to oznacza, że polskie firmy hamują ekspansję?

Wręcz przeciwnie. To przykład danych, które bez kontekstu mogą prowadzić do błędnych wniosków. W tym samym roku polskie firmy dokonały zagranicznych przejęć za ponad 4 mld zł. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. A przecież nie we wszystkich transakcjach ujawniono kwoty, więc rzeczywista wartość przejęć może być wyższa. Z kolei deklarowane inwestycje greenfield sięgnęły rekordowych 23 mld zł. Gdyby firmy wycofywały się z zagranicy, nie widzielibyśmy takich wyników.

Skąd więc spadek widoczny w statystykach?

Statystyki bezpośrednich inwestycji obejmują nie tylko przejęcia i budowę nowych zakładów. Uwzględniają także pożyczki między spółkami matkami a ich spółkami zależnymi oraz odroczone płatności za dostawy. W 2025 r. saldo tych operacji spadło z ok. 8,6 mld zł do -1,2 mld zł. Złożyły się na to dwa zjawiska. Po pierwsze, polskie centrale w mniejszym stopniu pożyczały pieniądze spółkom za granicą. Po drugie, zdarzało się, że to zagraniczne spółki zależne pożyczały środki centrali lub kupowały jej obligacje. W metodologii NBP oznacza to napływ kapitału do Polski, a więc obniża wykazywaną wartość inwestycji za granicą.

Analitycy zwracają uwagę, że zmienia się nie tylko skala, ale też charakter polskich inwestycji. Na czym polega ta zmiana?

Przede wszystkim na strukturze finansowania. W 2025 r. wartość zagranicznych inwestycji w akcje i inne instrumenty udziałowe wzrosła do 6 mld zł z zaledwie 0,8 mld zł rok wcześniej. To jeden z najlepszych wyników ostatnich lat.

Dlaczego to takie ważne?

Inwestycja udziałowa oznacza, że polska firma staje się właścicielem zagranicznego przedsiębiorstwa. Ma wpływ na jego strategię, zarządzanie i kierunek rozwoju. Przy finansowaniu dłużnym pożycza pieniądze, ale nie przejmuje kontroli. Rosnący udział kapitału własnego świadczy więc o dojrzewaniu polskich inwestorów. Nie chcą już tylko finansować działalności za granicą. Chcą nią zarządzać.

Dlaczego ta zmiana następuje właśnie teraz?

Polska gospodarka weszła w nową fazę rozwoju. Przez ponad trzy dekady byliśmy przede wszystkim odbiorcą kapitału. Zagraniczni inwestorzy budowali u nas fabryki, centra usług i sieci handlowe. Dziś coraz więcej polskich firm ma skalę, kompetencje i zasoby, które pozwalają im samodzielnie inwestować za granicą. Jednocześnie coraz mocniej odczuwają ograniczenia krajowego rynku. Rosną koszty pracy, zaostrza się konkurencja. Kto chce dalej rosnąć, musi szukać nowych klientów, technologii i kanałów dystrybucji. Ekspansja zagraniczna przestaje być luksusem. Staje się warunkiem dalszego rozwoju.

Spośród 45 zagranicznych przejęć aż 34 przeprowadzono w Europie. Najważniejszymi kierunkami pozostają Niemcy, Czechy i Rumunia. Dlaczego właśnie te rynki?

– Każdy z nich daje polskim firmom inne możliwości. Niemcy są naszym największym partnerem handlowym i rynkiem o ogromnej sile nabywczej. Wiele polskich spółek od lat działa tam jako dostawcy lub podwykonawcy. Przejęcie niemieckiej firmy bywa więc naturalnym kolejnym krokiem: z poddostawcy stajesz się właścicielem marki, relacji z klientami i know-how. Czechy to rynek bliski nam kulturowo i prawnie, o podobnej strukturze gospodarki. Ryzyko wejścia jest tam relatywnie niskie, a integracja operacyjna przebiega szybciej.

Rumunia jest z kolei jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej. Polski kapitał staje się tam coraz bardziej widoczny. Rumuńskie media gospodarcze podkreślają nawet, że współpraca obu krajów może być kotwicą stabilności na wschodniej flance UE. To ważne także ze strategicznego, a nie tylko biznesowego punktu widzenia.

Na dalszych miejscach pojawiają się Stany Zjednoczone i Kanada. To rynki bardziej odległe i wymagające, ale oferujące skalę działania, dostęp do kapitału i innowacji, z którymi trudno porównać inne kierunki.

Geografia polskich inwestycji wyraźnie się poszerza, a nasze firmy coraz częściej myślą globalnie. Pokazało to również badanie „Globalne horyzonty polskich inwestycji”, które przeprowadziliśmy pod koniec ubiegłego roku wspólnie z PwC Polska i KUKE. Choć polskie inwestycje zagraniczne są nadal silnie skoncentrowane w Europie, przedsiębiorcy dostrzegają duży potencjał Azji i Ameryki Północnej. Zmienia się też samo podejście do ekspansji. Prawie połowa respondentów deklarowała plany nowych przedsięwzięć zagranicznych, wyraźnie więcej niż w poprzedniej edycji badania. Wśród przedsiębiorstw już obecnych za granicą 56,2 proc. planuje inwestycje greenfield, 28,1 proc. – brownfield, a 9,1 proc. – przejęcia lub fuzje. To właśnie firmy aktywne międzynarodowo nadają tempo kolejnym inwestycjom. Większe zainteresowanie odległymi, czasem mniej oczywistymi kierunkami widzimy też wśród partnerów Funduszu Ekspansji Zagranicznej. Początkowo realizowaliśmy głównie projekty na bliskich rynkach, takich jak Niemcy, Litwa czy Czechy. Dziś mamy za sobą również szereg inwestycji w USA, także z partnerami z sektora zaawansowanych technologii, takimi jak VIGO Photonics czy SECO/WARWICK. W tym roku rozpoczęliśmy ponadto inwestycję obejmującą osiem rynków Europy Środkowo-Wschodniej i Azji Centralnej.

Mimo to wiele firm, zwłaszcza średnich, wciąż obawia się wejścia na zagraniczne rynki. Co najbardziej je powstrzymuje?

Z rozmów z przedsiębiorcami wyłaniają się trzy główne bariery. Pierwsza to kapitał. Przejęcie firmy czy budowa zakładu za granicą wymaga dużych nakładów. Banki chętnie finansują działalność krajową, ale przy transakcjach zagranicznych bywają ostrożniejsze, zwłaszcza gdy przedsiębiorca podejmuje taką próbę po raz pierwszy. Druga bariera to ryzyko: inny system prawny, kultura pracy, waluta i regulacje. Zarząd, który dotąd działał wyłącznie w Polsce, naturalnie podchodzi do tego z rezerwą. Trzecia to kompetencje. Zagraniczne przejęcie wymaga doświadczenia w badaniu due diligence, negocjacjach, przygotowaniu struktury transakcji i integracji po zakupie. Nie każda firma dysponuje takim zespołem. Każdą z tych barier można jednak ograniczyć, jeśli przedsiębiorca ma odpowiedniego partnera.

Tu pojawia się Fundusz Ekspansji Zagranicznej. Jak działa i komu może pomóc?

Fundusz Ekspansji Zagranicznej powstał właśnie po to, by wypełnić tę lukę. Pozwala polskim firmom realizować przejęcia i inwestycje greenfield za granicą, gdy własny kapitał i kredyt bankowy nie wystarczają.

Mechanizm jest prosty. Fundusz zostaje koinwestorem polskiej spółki. Obejmujemy udziały w podmiocie, który dokonuje inwestycji za granicą, albo zapewniamy finansowanie dłużne. Polska firma zachowuje kontrolę operacyjną i strategiczną, a my wnosimy kapitał i dzielimy z nią ryzyko. Po kilku latach, kiedy inwestycja się ustabilizuje, przedsiębiorca może odkupić nasze udziały.

Daje to firmie kilka konkretnych korzyści. Po pierwsze, może podjąć się większej inwestycji, niż pozwalałby na to jej własny bilans. Po drugie, udział instytucji należącej do ekosystemu Polskiego Funduszu Rozwoju zwiększa wiarygodność transakcji w oczach banków, sprzedających i zagranicznych partnerów. Obecność PFR często ułatwia więc pozyskanie dodatkowego finansowania dłużnego. Po trzecie, firma zyskuje partnera doświadczonego w ocenie i przygotowywaniu transakcji.

Fundusz Ekspansji Zagranicznej nie jest jedynym instrumentem wsparcia. W ramach Team Poland łączymy ofertę sześciu instytucji rozwoju: PFR, BGK, KUKE, PAIH, PARP i ARP. Dzięki temu przedsiębiorcy mają dostęp do finansowania, gwarancji i ubezpieczeń, a także doradztwa i promocji na zagranicznych rynkach.

Z jakimi firmami chcecie współpracować?

Szukamy przede wszystkim przedsiębiorstw o solidnych fundamentach w Polsce i jasno określonej strategii zagranicznej. Interesują nas przejęcia dające dostęp do nowych rynków, technologii lub marek, a także inwestycje z realnym potencjałem wzrostu.

Nie ograniczamy się do żadnego kierunku geograficznego. Europa pozostaje naturalnym pierwszym krokiem, ale wspieramy też projekty w Ameryce Północnej, Azji i na rynkach wschodzących. Liczą się uzasadnienie biznesowe i jakość projektu.

Chcemy, aby po możliwości rozwoju za granicą mogło sięgać jak najwięcej polskich firm, także średnich. Temu służą zarówno Fundusz Ekspansji Zagranicznej, jak i instrumenty dostępne w ramach Team Poland. Okno możliwości jest dziś otwarte. Warto z niego skorzystać, zanim zrobi to konkurencja.

Na koniec: dlaczego zagraniczna ekspansja jest tak ważna dla całej polskiej gospodarki?

Kraj, który tylko przyjmuje kapitał, zależy od cudzych decyzji. Ten, który sam inwestuje za granicą, buduje własną pozycję. Zyski wracają do Polski, zwiększają się skala działania i możliwości naszych firm, a wiedza zdobyta na świecie pracuje później w kraju.

Materiał partnera: PFR TFI