O bezpieczeństwie żywnościowym najczęściej przypominamy sobie podczas kryzysów. Tak było w pandemii, gdy masowo wykupywano produkty ze sklepów, czy podczas powodzi, kiedy przerwane drogi i uszkodzona infrastruktura utrudniały zaopatrzenie całych miejscowości. Dziś do listy zagrożeń trzeba dopisać wojnę za wschodnią granicą, możliwość sabotażu, blackout, suszę i przerwanie międzynarodowych łańcuchów dostaw.

Nasz przemysł rolno-spożywczy sprzedaje za granicę ponad 40 procent produkcji. Może to dawać poczucie, że bezpieczeństwo kraju jest zagwarantowane. Nadwyżka nie oznacza jednak, że system pozostanie odporny na długotrwały kryzys. Eksport jest ważnym warunkiem trwałości ekonomicznej zakładów, bo duża skala pozwala obniżać koszty, utrzymywać zatrudnienie, inwestować i konkurować na międzynarodowym rynku. Gdyby jednak część przedsiębiorstw utraciła zagranicznych odbiorców i została ograniczona do rynku krajowego, mogłaby stracić rentowność. Bezpieczeństwo żywnościowe oznacza trwałość całego łańcucha, poczynając od produkcji rolnej przez przetwórstwo, magazynowanie i transport po handel i dystrybucję. Wystarczy, że jedno z tych ogniw przestanie działać, a skutki odczują pozostali uczestnicy rynku i konsumenci. Dlatego zagrożenie upadkiem rolnictwa nie sprowadza się do liczby zlikwidowanych gospodarstw. Ważniejsze jest, czy zachowamy ludzi, ziemię, zakłady, energię, wodę, surowce i infrastrukturę potrzebne do produkowania żywności.

O odporności decyduje opłacalność

Podstawowym warunkiem utrzymania produkcji jest jej opłacalność. Gospodarstwo może ponieść stratę przez jeden sezon, czasami także przez następny. Jeśli jednak taki stan trwa latami, rolnik rezygnuje z inwestycji, ogranicza produkcję, wyprzedaje majątek albo odchodzi z zawodu. Ziemia po likwidowanym gospodarstwie zwykle nie wypada z użytkowania, bo przejmie ją większy producent. Ale to nie oznacza, że dotychczasowa działalność zostanie zachowana. Powiększanie gospodarstw może prowadzić do koncentracji na przykład na bardziej przewidywalnej produkcji roślinnej. W ten między innymi sposób zanika produkcja zwierzęca, której późniejsza odbudowa wymaga dużych nakładów, infrastruktury i czasu.

Konieczność utrzymania i wzmocnienia produkcji rolnej w Europie była i jest jedną z przesłanek wspierania rolnictwa w ramach Wspólnej Polityki Rolnej. To istotny instrument utrzymywania opłacalności także w Polsce. Problemem jest wszakże sposób dystrybuowania wsparcia, które powinno w większym stopniu trafiać do tych, którzy rzeczywiście produkują żywność, inwestują i chcą się rozwijać. Ale nie tylko dopłaty są ważne, bo równie ważne jest stabilne prawo, dostęp do ziemi, możliwość modernizacji, realizacji nowych inwestycjioraz instrumenty zarządzania ryzykiem takie jak ubezpieczenia produkcji i dochodów, które pozwolą przetrwać suszę, choroby zwierząt czy załamanie cen

Najlepiej to przenikanie kwestii ekonomicznych i formalnych widać w sferze dostępu do ziemi, która jak wiadomo jest najcenniejszym zasobem gospodarstwa. Jedną z form tego dostępu jest dzierżawa, która pilnie wymaga uporządkowania. Różnego rodzaju obawy dotychczasowych właścicieli (w tym ta związana z utrata dopłat bezpośrednich) powodują, że duża część ziemi nadal jest uprawiana na podstawie nieformalnych uzgodnień. Rolnik nie ma wtedy pewności, czy za rok będzie mógł korzystać z pola, a bez niej trudno planować inwestycje, poprawiać jakość gleby i rozwijać gospodarstwo.

Wieś musi produkować

Kolejną kwestią, która bezpośrednio wpływa na poziom naszego bezpieczeństwa żywnościowego jest ochrona produkcyjnej funkcji wsi. Coraz więcej jej mieszkańców nie utrzymuje się z rolnictwa, dlatego narastają konflikty dotyczące zapachu, hałasu, nocnej pracy maszyn i budowy obiektów inwentarskich. Interesy mieszkańców powinny być chronione, ale wieś nie może utracić możliwości prowadzenia działalności, od której zależy zaopatrzenie kraju. Inwestycja spełniająca wymagania środowiskowe, sanitarne i dobrostanowe powinna mieć przewidywalną drogę realizacji. Tymczasem dziś nawet nowoczesny obiekt, bezpiecznie oddalony od zabudowy mieszkaniowej, może zostać zablokowany. Problemem mogą stać się także gminne plany ogólne, jeżeli nie pozostawią terenów przeznaczonych pod rozwój gospodarstw i przetwórstwa.

Odporne rolnictwo musi być zróżnicowane. Potrzebujemy i produkcji roślinnej, i zwierzęcej. Zwierzęca pozwala zwiększać wartość polskiego zboża, zamiast sprzedawać je jako nieprzetworzony surowiec. Dostarcza też nawozów naturalnych, zmniejszając uzależnienie od nawozów mineralnych. Pozostałości z gospodarstw i przemysłu spożywczego mogą zasilać biogazownie. A wytwarzana lokalnie energia zwiększa samodzielność gospodarstw, zakładów i miejscowości. Rolnictwo staje się w ten sposób również elementem bezpieczeństwa energetycznego.

O odporności systemu decyduje też zależność od importowanych składników pasz, nawozów, paliw, leków weterynaryjnych, materiału hodowlanego czy części zamiennych. Import nie jest problemem, dopóki istnieją alternatywne kierunki dostaw i możliwość zastąpienia najważniejszych produktów. Trzeba jednak przygotować się na sytuację, w której konkretnego surowca przez pewien czas nie będzie można kupić.

Państwo potrzebuje planu na długi kryzys

Zapasy żywności są konieczne, ale nie da się przechowywać wszystkiego w ilościach odpowiadających wielomiesięcznemu zapotrzebowaniu kraju. Dlatego ważniejsza od samej wielkości rezerw jest zdolność do utrzymania, zastępowania i odtwarzania produkcji. Państwo powinno wiedzieć, jaki minimalny poziom krajowej produkcji należy zachować w poszczególnych sektorach oraz które gospodarstwa, zakłady, magazyny, chłodnie i centra logistyczne mają znaczenie strategiczne. Potrzebne są także procedury określające sposób działania w razie przerwania dostaw energii, wody lub surowców.

Już tygodniowy blackout może zatrzymać chłodnie, mleczarnie, ubojnie i systemy wentylacyjne w budynkach inwentarskich. Produkcji rolnej nie da się wyłączyć, a następnie uruchomić jednym przyciskiem. Zwierzęta karmić i poić trzeba codziennie, odbierać codziennie mleko, a produkty przechowywać w odpowiedniej temperaturze. Mimo to zakłady spożywcze nie mają zapewnionego pierwszeństwa dostaw energii i wody.

Podobnych scenariuszy wymaga konflikt zbrojny. Jeżeli zakład albo centrum logistyczne zostanie wyłączone, jego zadania powinny szybko przejąć inne podmioty. Gdy susza dotknie kilka krajów jednocześnie, trzeba znaleźć zboże za granicą, ale też mieć środki na jego zakup, możliwości transportu i bezpieczne magazyny. Odporność systemu należy więc wcześniej zaplanować, przećwiczyć i okresowo sprawdzać. Trzeba jednoznacznie wskazać, kto odpowiada za bezpieczeństwo żywnościowe oraz jakie zadania należą do administracji centralnej, wojewodów, samorządów, służb zarządzania kryzysowego i przedsiębiorstw.

Praktycznym rozwiązaniem mogą być lokalne porozumienia wykorzystujące istniejące zasoby oraz programy współpracy samorządów, organizacji społecznych i firm. Przedsiębiorstwo mogłoby w pierwszych godzinach kryzysu uczestniczyć w dostarczaniu żywności, a jego ujęcie wody, po odpowiednim przygotowaniu, mogłoby wspomagać zaopatrzenie mieszkańców. Agregaty i instalacje odnawialnych źródeł energii mogłyby zasilać najpotrzebniejszy sprzęt. Takie rozwiązania nie powinny jednak zależeć wyłącznie od pomysłowości samorządowców i dobrej woli firm. Potrzeba podstaw prawnych, podziału obowiązków i wsparcia państwa.

Siła sektora nie jest dana raz na zawsze

Zdaniem ekspertów, upadek rolnictwa nie następuje jednego dnia. Najpierw gospodarstwo rezygnuje z inwestycji, później ogranicza produkcję zwierzęcą, a w końcu znika z rynku. Zakład przetwórczy, który traci dostawców albo odbiorców, zmniejsza produkcję. Ziemia pozostaje uprawiana, ale struktura rolnictwa staje się coraz mniej zróżnicowana. Żywność jeszcze leży na sklepowych półkach, ale cały system coraz bardziej zależy od importu i decyzji podejmowanych poza Polską. Warto pamiętać, że dzisiejsza pozycja polskiego sektora rolno-spożywczego nie będzie trwała bez inwestycji i konsekwentnej polityki państwa.