Debata liderów partyjnych podczas V Kongresu „Dialog o Gospodarce” pokazała, że politycy zgadzają się co do znaczenia konkurencyjności polskich firm, ale różnią się w ocenie przyczyn problemów i sposobów ich rozwiązania. Radosław Sikorski, Magdalena Biejat, Marcin Horała i Sławomir Mentzen dyskutowali o kosztach prowadzenia działalności, bezpieczeństwie energetycznym, ochronie zdrowia i finansach państwa. Usiłowali odpowiedzieć na pytanie, jak utrzymać wzrost gospodarczy w warunkach rosnących wydatków publicznych, niekorzystnych zmian demograficznych i zaostrzającej się konkurencji międzynarodowej.
Różne wizje gospodarki
Radosław Sikorski, wicepremier i minister spraw zagranicznych, przekonywał, że Polska ma mocne podstawy do dalszego rozwoju. Jako dowód wskazywał wzrost gospodarczy i wyniki eksportu. – Jeśli chodzi o konkurencyjność naszej gospodarki, to ja uważam, że ona jest na bardzo przyzwoitym poziomie, czego najlepszym dowodem są nasze wyniki eksportowe – mówił. Podkreślał, że Polska przeszła długą drogę od gospodarki nadrabiającej zapóźnienia do kraju będącego istotnym graczem na rynkach międzynarodowych. Zwracał też uwagę na znaczenie infrastruktury i współpracy gospodarczej z zagranicą. W jego ocenie rozwój eksportu powinien być wspierany przez aktywną dyplomację gospodarczą oraz otwieranie nowych rynków, w tym poprzez umowy handlowe.
Sikorski przestrzegał jednocześnie przed kwestionowaniem członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Przypominał, że dostęp do jednolitego rynku jest jednym z fundamentów sukcesu polskich przedsiębiorstw, a wyjście z UE oznaczałoby poważne bariery w handlu z najbliższymi sąsiadami. – Wielka Brytania dzisiaj żałuje wyjścia. Najwięcej zawsze handluje się z sąsiadami – argumentował.
Inną perspektywę przedstawiła Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu. Reprezentująca lewicę polityczka podkreślała, że konkurencyjność nie powinna być budowana kosztem jakości zatrudnienia. Państwo musi wspierać zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników, którzy potrzebują stabilnych miejsc pracy i wynagrodzeń pozwalających na utrzymanie. Biejat wskazywała trzy priorytety: obniżenie kosztów energii, uporządkowanie systemu podatkowego oraz zwiększenie innowacyjności polskich firm. Jej zdaniem wieloletnie zaniedbania inwestycyjne w energetyce ograniczały możliwości rozwoju przedsiębiorstw. Opowiadała się za przyspieszeniem inwestycji w odnawialne źródła energii (OZE) i energetykę jądrową, a także za rozwojem spółdzielni energetycznych, które mogłyby lepiej wykorzystywać lokalne zasoby.
Drugim problemem jest, jej zdaniem, skomplikowany system podatkowy, który sprzyja podmiotom dysponującym środkami na kosztowną obsługę prawną i księgową. Mniejsze firmy, pozbawione takich możliwości, ponoszą relatywnie większe obciążenia. Biejat przekonywała, że potrzebne są przejrzyste przepisy i większa stabilność regulacyjna, a nie kolejne zmiany wprowadzane wraz z każdą zmianą rządu.
Trzeci obszar to przesuwanie polskich przedsiębiorstw w górę łańcuchów wartości. Polska nie powinna ograniczać się do produkcji prostych wyrobów i konkurowania wyłącznie ceną. Państwo może wspierać rozwój technologii, badania i innowacje, m.in. przez zamówienia publiczne oraz mechanizmy zapewniające popyt na nowo opracowane produkty. – Ja uważam, że państwo nie powinno być ani większe, ani mniejsze, tylko powinno być lepsze – podsumowała Biejat.
Z kolei Marcin Horała, wicemarszałek Sejmu, zwracał uwagę, że polski model rozwoju oparty na stosunkowo taniej pracy i podwykonawstwie stopniowo się wyczerpuje. Zmiany demograficzne, rosnące oczekiwania płacowe oraz przekształcenia globalnego handlu sprawiają, że utrzymywanie przewagi wyłącznie przez obniżanie kosztów staje się coraz trudniejsze.
– Celem prowadzenia działalności gospodarczej nie jest obniżenie kosztów, jest maksymalizacja zysków – przekonywał Horała. Jego zdaniem polskie firmy powinny koncentrować się na tworzeniu bardziej zaawansowanych produktów, rozwijaniu własnych technologii i zwiększaniu produktywności. Za kluczowe narzędzie uznał zamówienia publiczne. Wskazywał, że ogromne środki wydawane przez administrację, samorządy i spółki państwowe mogłyby w większym stopniu wspierać rozwój krajowych kompetencji przemysłowych. Skrytykował sytuacje, w których warunki przetargów wykluczają polskich producentów, zanim będą mogli realnie konkurować o kontrakty. – Absolutnym celem i w ogóle jakimś benchmarkiem działania administracji, rządu i powinno być wyliczenie ile procent pieniędzy z przetargów publicznych zostaje w Polsce, w rodzimych firmach – mówił.
Horała opowiadał się także za kierowaniem ulg inwestycyjnych przede wszystkim na projekty zwiększające potencjał technologiczny i innowacyjność, a nie na dowolne wydatki kwalifikowane jako inwestycje. Podkreślał, że kapitał, wiedza i zamówienia mogą tworzyć warunki do rozwoju krajowych firm, które z czasem będą zdolne konkurować na rynkach międzynarodowych.
Najostrzej dotychczasową politykę gospodarczą skrytykował Sławomir Mentzen, prezes partii Nowa Nadzieja. Jego zdaniem przedsiębiorcy rozwijają się przede wszystkim dzięki własnej pracy, mimo skomplikowanych przepisów, wysokich obciążeń i niepewności regulacyjnej. Zarzucał kolejnym ekipom rządzącym, że zamiast ułatwiać prowadzenie biznesu, mnożą ograniczenia i utrudniają planowanie długoterminowych inwestycji.
– To, co trzeba zrobić, rządząc Polską, to jest po prostu wam nie przeszkadzać – mówił Mentzen, zwracając się do przedsiębiorców. Jako priorytety wskazywał stabilność prawa, ograniczenie biurokracji, skrócenie postępowań administracyjnych i podatkowych oraz rezygnację z dokładania krajowych obciążeń do unijnych regulacji. Przekonywał również, że system podatkowy powinien sprzyjać inwestycjom, szczególnie w kapitałochłonnych sektorach. Wskazywał na niepewność prawną jako jedną z głównych przyczyn słabej skłonności firm do inwestowania. W jego ocenie przedsiębiorca powinien mieć możliwość rozwijania działalności bez obawy, że zmiana przepisów podważy opłacalność wieloletnich nakładów.
Politycy spierali się o rolę państwa w finansowaniu innowacji. Sikorski wskazywał, że polskie firmy technologiczne potrzebują nie tylko kapitału, lecz także bardziej elastycznego podejścia do dotacji i ryzyka. Zwracał uwagę, że w Stanach Zjednoczonych niepowodzenie eksperymentu nie musi być traktowane jak naruszenie reguł, lecz może stanowić etap zdobywania wiedzy. Biejat przekonywała z kolei, że wsparcie publiczne powinno łączyć finansowanie badań z zapewnieniem rynku zbytu dla gotowych rozwiązań.
Horała podnosił natomiast, że nadmierna obawa urzędników przed odpowiedzialnością może paraliżować podejmowanie decyzji inwestycyjnych. W jego ocenie rozliczanie działań administracji przede wszystkim z zawiadomień kierowanych do prokuratury tworzy efekt mrożący i zniechęca do podejmowania ryzyka.
Ochrona zdrowia ogromną bolączką
Drugim ważnym wątkiem dyskusji była organizacja ochrony zdrowia w obliczu starzenia się społeczeństwa i rosnących wydatków. Sikorski podkreślał, że system potrzebuje dodatkowych środków, ale samo zwiększanie nakładów nie wystarczy. Konieczne jest również racjonalniejsze zarządzanie szpitalami, poprawa dostępności specjalistów i lepsze wykorzystanie infrastruktury. Wskazywał na potrzebę współpracy między placówkami oraz ich specjalizacji zamiast konkurowania o personel i zasoby. Opowiadał się także za zmianami w sposobie wyceniania świadczeń i za poprawą organizacji dostępu do lekarzy. W jego ocenie sprawniejszy system ochrony zdrowia to również inwestycja w rynek pracy, ponieważ pozwala ludziom dłużej zachować aktywność zawodową.
Magdalena Biejat, odnosząc się do problemu innowacji i efektywności, wskazywała na znaczenie lepszego zarządzania publicznymi zasobami. Marcin Horała proponował natomiast wykorzystanie cyfryzacji do wykrywania nieprawidłowości, ograniczania zbędnych procedur i usprawnienia przepływu informacji między placówkami medycznymi. W jego ocenie część rezerw można znaleźć bez ograniczania dostępu pacjentów do świadczeń.
Sławomir Mentzen zdecydowanie krytykował model centralnego zarządzania systemem. Argumentował, że wzrost wydatków nie przekłada się proporcjonalnie na poprawę dostępności leczenia, ponieważ problem tkwi także w sposobie finansowania i organizacji pracy. Opowiadał się za zmianą systemu i wprowadzeniem rozwiązań wzorowanych na modelach niemieckim i holenderskim, w których większą rolę odgrywa konkurencja między ubezpieczycielami.
Jak sfinansować rozwój i bezpieczeństwo?
Politycy odnieśli się też do rosnącego deficytu i sposobów ograniczania zadłużenia bez hamowania gospodarki. Sikorski wskazywał, że na wydatki państwa wpływają m.in. rosnące nakłady na ochronę zdrowia oraz bezpieczeństwo. Zwracał uwagę na skokowy wzrost wydatków obronnych po rosyjskiej agresji na Ukrainę i przekonywał, że najlepszym sposobem poprawy relacji długu do PKB byłoby utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego.
Wicemarszałek Horała akcentował znaczenie przewidywalnych reguł oraz tworzenia warunków do inwestowania, które w dłuższej perspektywie zwiększałyby potencjał gospodarki. Mentzen wiązał poprawę finansów publicznych z ograniczeniem marnotrawstwa, uproszczeniem systemu i zmniejszeniem obciążeń nakładanych na przedsiębiorców. Magdalena Biejat podkreślała natomiast, że silna gospodarka wymaga zarówno konkurencyjnych firm, jak i sprawnych instytucji publicznych oraz stabilnego otoczenia dla pracowników.
To głosy polityków, a co na to biznes?
Wysokie koszty i niepewność hamują inwestycje
W drugim panelu, poświęconym barierom rozwoju gospodarczego, głos przedsiębiorców był bardziej bezpośredni. Arkadiusz Krupicz z Pyszne.pl, Wojciech Więcławik z CMC Poland, Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności oraz Jakub Dzik z Grupy Impel wskazywali na problemy, które utrudniają zwiększanie skali działalności, modernizację zakładów i konkurowanie na rynkach zagranicznych. Wspólnym mianownikiem ich wypowiedzi była potrzeba przewidywalnego otoczenia regulacyjnego. Przedsiębiorcy zwracali uwagę, że o decyzjach inwestycyjnych przesądzają nie tylko dostępność kapitału czy wysokość podatków, ale też stabilność kosztów, jakość stanowionego prawa i praktyka jego wdrażania.
Arkadiusz Krupicz, dyrektor zarządzający Pyszne.pl, podkreślał, że w Polsce rozwinął się już ekosystem młodych firm, a inwestycje venture capital pozwalają finansować ich pierwsze etapy rozwoju. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przedsiębiorstwa chcą zwiększać skalę działalności i potrzebują kolejnych rund finansowania. – Nie można opierać finansowania polskich firm tylko na pieniądzach publicznych – mówił Krupicz. Zwracał uwagę, że brakuje kapitału na późniejszych etapach rozwoju, przez co polskie spółki muszą szukać inwestorów za granicą. Część z nich zostaje następnie przejęta przez zagraniczne podmioty, a kapitał i potencjalne korzyści z dalszego wzrostu nie wracają na polski rynek. Barierą pozostają też regulacje i sposób rozliczania wsparcia publicznego. Krupicz wskazywał, że młode firmy muszą działać w warunkach szybkich zmian technologicznych, a sztywne harmonogramy projektów finansowanych z dotacji unijnych utrudniają im zmianę strategii. Zamiast koncentrować się na efektach biznesowych, przedsiębiorcy nierzadko muszą przede wszystkim zadbać o formalną poprawność rozliczeń.
Inną perspektywę przedstawił Wojciech Więcławik, prezes zarządu CMC Poland, reprezentujący przemysł energochłonny. Dla hutnictwa decyzje inwestycyjne oznaczają wieloletnie zobowiązania, dlatego szczególne znaczenie mają stabilność prawa i konkurencyjne ceny energii. – Przede wszystkim chcielibyśmy, aby nam nie przeszkadzano – podkreślał Więcławik. Jak zaznaczył, dotacje nie są dla przedsiębiorstwa najważniejszym czynnikiem decydującym o inwestycjach. Znacznie większe znaczenie ma przewidywalność warunków ekonomicznych i możliwość konkurowania z producentami z innych państw.
Przedstawiciel CMC Poland wskazywał na pogarszającą się pozycję kosztową polskiego hutnictwa. Według przytoczonych przez niego danych krajowa produkcja stali w ciągu dekady zmniejszyła się o 30 proc. Nie wynika to, jak argumentował, z braku mocy produkcyjnych, lecz z trudności w konkurowaniu kosztami. Zwracał również uwagę, że Niemcy skuteczniej wykorzystują dostępne mechanizmy wsparcia przemysłu energochłonnego. Skutki tej sytuacji są już widoczne w decyzjach inwestycyjnych. Więcławik przypominał, że od przejęcia zakładu przez amerykańską grupę CMC w 2003 r. zainwestowano w Polsce ponad 2 mld zł. Obecnie jednak trudne warunki kosztowe ograniczają gotowość do podejmowania kolejnych projektów. – Przede wszystkim stabilność kosztowa, konkurencyjność przede wszystkim w Unii Europejskiej. To pomogłoby dalej myśleć o kolejnych inwestycjach – podsumował.
Najostrzej o konsekwencjach niestabilnego otoczenia regulacyjnego mówił Andrzej Gantner, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Zwrócił uwagę nie tylko na rosnące koszty produkcji w rolnictwie i przetwórstwie, ale również na brak skutecznego dialogu między administracją a przedsiębiorcami. – Gdzie politycy są teraz, kiedy my przedsiębiorcy mamy nasz panel? – pytał, odnosząc się do nieobecności większości uczestników wcześniejszej debaty politycznej. W jego ocenie politycy deklarujący w opozycji chęć deregulacji i obniżania podatków już po przejęciu władzy często wycofują się z zapowiedzi, tłumacząc to ograniczeniami budżetowymi i trudnościami administracyjnymi. Gantner szczególnie skrytykował kolejne obciążenia nakładane na branżę napojową, w tym koszty wdrożenia systemu kaucyjnego oraz planowane zmiany w podatku cukrowym. Argumentował, że przedsiębiorcy ponoszą znaczne wydatki na dostosowanie się do nowych wymogów, a następnie muszą mierzyć się z kolejnymi zmianami zasad. Jego zdaniem takie działania osłabiają konkurencyjność krajowych producentów, nawet jeśli wartość eksportu pozostaje wysoka.
Problemem jest również, jak wskazywał, jakość procesu legislacyjnego. Przedsiębiorcy zgłaszają uwagi w konsultacjach społecznych, ale nie zawsze otrzymują na nie merytoryczne odpowiedzi. Gantner postulował większą odpowiedzialność resortów za skutki projektowanych przepisów i rzetelne oceny ich wpływu na gospodarkę. Krytykował też próby tworzenia monopoli państwowych w obszarach, w których jego zdaniem sprawniej mogą działać konkurujące ze sobą podmioty. – Więc bardzo prosimy, nie podnoście dalej podatków, przynajmniej przez najbliższe kilka lat – apelował do polityków.
Z kolei Jakub Dzik, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny Grupy Impel, zwracał uwagę na problemy rynku pracy oraz konsekwencje pogarszającej się sytuacji demograficznej. Jego zdaniem kurczące się zasoby pracowników będą coraz większym wyzwaniem dla przedsiębiorstw usługowych, a polityka gospodarcza musi uwzględniać skutki starzenia się społeczeństwa. Dzik opowiadał się za przewidywalną polityką migracyjną, która umożliwiałaby firmom sprawne pozyskiwanie pracowników z zagranicy. Podkreślał, że procedury administracyjne potrafią trwać kilka miesięcy, co utrudnia planowanie zatrudnienia i realizację kontraktów. W jego ocenie kwestie migracji powinny być rozpatrywane przede wszystkim w kontekście długofalowych potrzeb gospodarki, a nie bieżącego sporu politycznego.
Drugim problemem jest, według niego, sposób konkurowania w zamówieniach publicznych. Jeżeli o wyborze wykonawcy w praktyce przesądza najniższa cena, firmy są zmuszane do ograniczania kosztów pracy, nawet jeśli formalnie zamawiający powinien brać pod uwagę także kryteria pozacenowe. Jednocześnie przedsiębiorcy spotykają się z krytyką za korzystanie z różnych legalnych form zatrudnienia. Przedstawiciel Grupy Impel wskazywał na sprzeczność między wielością dopuszczalnych form wykonywania pracy a oczekiwaniem, że przedsiębiorcy będą stosować jeden preferowany model zatrudnienia. Jego zdaniem potrzebna jest spójna polityka: albo państwo wprowadza jednolite zasady, albo akceptuje różnorodność rozwiązań, nie piętnując firm za wybór legalnych form działalności.
Dzik zwracał także uwagę, że sytuacja finansów publicznych będzie coraz silniej wpływać na warunki prowadzenia biznesu. W warunkach starzenia się społeczeństwa i potencjalnie mniejszego napływu środków unijnych presja na zwiększanie podatków może rosnąć. Dlatego przedsiębiorcy oczekują nie tylko ograniczania kosztów administracyjnych, lecz także długofalowej strategii gospodarczej.
Dialog potrzebny bardziej niż deklaracje
Obie debaty pokazały, że poprawa konkurencyjności polskiej gospodarki wymaga jednoczesnego zajęcia się wieloma problemami: od kosztów energii i pracy, przez dostęp do kapitału i rozwój innowacji, po jakość prawa, efektywność wydatków publicznych i demografię.
Politycy różnili się przede wszystkim w ocenie roli państwa. Jedni widzieli w nim aktywnego inwestora, organizatora popytu i partnera wspierającego innowacje, inni akcentowali konieczność ograniczenia ingerencji administracyjnej i zapewnienia przedsiębiorcom większej swobody. Przedstawiciele biznesu mniej koncentrowali się na sporze ideologicznym, a bardziej na praktycznych skutkach decyzji podejmowanych przez administrację. Ich postulaty były zbieżne w kilku punktach: potrzebie stabilnych regulacji, przewidywalnych kosztów i uwzględniania skutków nowych przepisów dla firm. Zwracali też uwagę, że konkurencyjność nie zależy wyłącznie od wysokości podatków czy dostępności dotacji, ale od jakości całego otoczenia, w którym przedsiębiorstwa podejmują decyzje inwestycyjne. Najważniejszym wyzwaniem pozostaje więc przełożenie politycznych deklaracji na rozwiązania, które będą trwałe i możliwe do przewidzenia w perspektywie wielu lat. Bez tego nawet dobre wyniki eksportu i rozwinięty ekosystem przedsiębiorczości nie zagwarantują, że Polska utrzyma tempo rozwoju i będzie stopniowo przesuwać się w stronę bardziej zaawansowanej, innowacyjnej gospodarki.