„Śniłem tylko przyszłość” - tak brzmi tytuł filmu dokumentalnego o Andrzeju Wajdzie, który Pani wyreżyserowała. Patrzył w przyszłość nawet wtedy, gdy opowiadał o przeszłości?
Śniłem tylko przyszłość. Interesowało mnie wyłącznie to, co będzie jutro” - to słowa Andrzeja Wajdy, które zapisał w swoich notesach. Wajda w opisywaniu rzeczywistości wykraczał dalej niż inni, więcej widział, nie tylko intelektualnie rozumiał mechanizmy, ale także potrafił o tym wszystkim w niezwykle celny sposób opowiadać językiem kina. Tak było choćby w przypadku filmów „Człowiek z marmuru” czy „Człowiek z żelaza”. Tę logikę świata odkrywał przed widzami także wtedy, gdy odwoływał się do historii. Uznałam, że ten tytuł doskonale odda jego fenomen.
Od „Człowieka z marmuru” i od 1976 roku zaczyna się Pani opowieść o Wajdzie, który stopniowo przestawał być jedynie obserwatorem historii, a stawał się jej częścią.
Rok 1976 był niezwykle istotny. Zaczęły się wówczas zbliżać do siebie dwie grupy społeczne: inteligencja i robotnicy, powstał Komitet Obrony Robotników, w system socjalistyczny praktycznie nikt już nie wierzył. Inteligencja, w tym środowisko filmowe, próbowało metody, którą Agnieszka Holland nazywa poszukiwaniem szczelin i wypełnianiem ich nową treścią. Miało to wysadzić system od środka, sprawić, że zacznie kruszeć. Wszystkie te czynniki - porozumienie różnych grup społecznych, odwilż, nadzieja na zmianę - sprawiało, że w ludzi wstępował optymizm.
Wajda znalazł się w pewnym momencie w centrum politycznych wydarzeń.
Tak, uczestniczył w ważnych momentach czasów przełomu. Na potrzeby filmu rozmawiałam m.in. z Lechem Wałęsą, który uświadomił mi, jak istotna była rola Andrzeja Wajdy w Stoczni Gdańskiej. Wałęsa podkreślał, że nie byłby tak odważny, gdyby nie świadomość, że w stoczni są kamery. Potrzebował filmowców, by móc bezpiecznie działać. Wajda jako prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich mocno zabiegał o to, by ekipa filmowa mogła pojawić się na Wybrzeżu w sierpniu 1980 roku, gdy atmosfera zaczynała być coraz bardziej gorąca. Ostatecznie uzyskał zgodę i filmowcy pojechali do stoczni. Wajda po kilku dniach również tam się udał. Przed wejściem na teren zakładu musiał wypełnić druk, dwa razy mylił się, wpisując swoje nazwisko. W notesach zapisał, że towarzyszyły mu wtedy ogromne emocje.
To zaangażowanie po latach przybrało bardzo konkretny wymiar, Wajda został senatorem.
Faktycznie, wszedł do polityki i zasiadał w Senacie przez dwa lata. Ale za nim to się mogło wydarzyć po ‘89 roku, Wajda już dużo wcześniej miał swoją wizję Polski, i pokazał, że chce pracować na rzecz kraju. Miał oczywiste predyspozycje by być liderem. A do tego świetnie przemawiał. Jego wystąpienia zawsze niosły konkretne przesłanie, konkretną myśl. Jak choćby przemowa na Kongresie Kultury Polskiej 12 grudnia 1981 r., kiedy to rozliczał intelektualistów, wytykając im pogardę dla zwykłych ludzi i współpracę z systemem. Fragment tej przemowy znalazł się zresztą w filmie.
Jednak polityka rozczarowała Wajdę.
Tak, rozczarowała go polityka i rola, jaką przyszło mu odegrać w Senacie. To był dla niego bardzo trudny czas. Kończąc kadencję marzył o powrocie do kina, ale tam nie mógł już odnaleźć swojej publiczności. W przeszłości realizując filmy miał poczucie, że tworzy obrazy będące wspólnym doświadczeniem - jego jako twórcy i widzów. W latach 90. odnosił natomiast wrażenie, że te obrazy należą już tylko do niego. Nie mógł dotrzeć do odbiorców kina. Dlatego pewnie zdecydował się nakręcić „Pana Tadeusza”, obraz odwołujący się do polskiej tradycji, do przeszłości i to takiej, w której najłatwiej o wspólny język.
Jakiego Wajdę odnalazła Pani, realizując film, zbierając materiały?
Pracuję z dorobkiem Andrzeja Wajdy od bardzo wielu lat, miałam szczęście poznać go też osobiście. Miał ogromne poczucie humoru. To, co szczególnie zwracało uwagę, to jego podejście do ludzi, traktował innych w sposób serdeczny, jak równych sobie. Natomiast w trakcie realizacji filmu, studiując jego zapiski zebrane w notesach, uświadomiłam sobie, że nie było sroższego krytyka dla Andrzeja Wajdy niż on sam.
Czytaj więcej
Przyjaźń Andrzeja Wajdy i Jarosława Iwaszkiewicza mówi nam bardzo dużo o tym, jak bardzo różnią się od siebie książki i filmy.
Z filmu wynika też, że miał w sobie wiele niepewności dotyczących własnych decyzji twórczych.
Chciałam, aby film pokazał umysł artysty, którego cechą konstytutywną jest zmaganie się z napięciami i wątpliwościami. Ciekawiło mnie na przykład, o czym mógł śnić tak wybitny umysł? Dlatego też do filmu wybrałam opisy snów Andrzeja Wajdy, aby pokazać, że za pomnikowym wizerunkiem mistrza stoi niepokój twórczy.
Jak długo trwała praca nad Pani filmem?
Pierwszy raz pomyślałam o dokumencie na temat Wajdy kilka lata temu, gdy natknęłam się na kolekcję fotografii Renaty Pajchel z przyjęcia z okazji 60. urodzin reżysera. W domu Wajdów zebrała się śmietanka towarzyska i intelektualna ówczesnej Polski - na zdjęciach widzimy jego bliskich, przyjaciół i współpracowników. Jest 6 marca 1986 r. Za oknami ponura, bura Warszawa w najtrudniejszym momencie lat 80., naznaczonym marazmem po upadku karnawału Solidarności. A we wnętrzu żoliborskiego domu panuje ciepła przyjacielska atmosfera, trwają dyskusje, widać wielką serdeczność i zażyłość między ludźmi. Zaczęłam zastanawiać się, o czym oni wtedy rozmawiali. Wiedziałam już wtedy, że chcę zgłębić tę kwestię i dowiedzieć się, przyjmując już szerszą perspektywę, jaką rzeczywistość pokolenie moich rodziców chciało dla nas ukształtować, o jakiej Polsce marzyli. Zdałam sobie sprawę, że zadanie właściwych pytań osobom obecnym na tamtym przyjęciu utworzy temat filmu. Przystąpiłam do poszukiwań archiwalnych nagrań z wypowiedziami Andrzeja Wajdy i - przede wszystkim - lektury opublikowanych wtedy „Notesów”, czyli dzienników reżysera zebranych w opracowaniu prof. Tadeusza Lubelskiego i dr Agnieszki Morstin. Zaczął kiełkować mi w głowie scenariusz filmu, w którym postać Andrzeja Wajdy, reżysera, ale i społecznika, miała być przewodnikiem po historii Polski lat 80.
Co w przypadku Wajdy było najskuteczniejsze? Jaka forma zaangażowania w sprawy społeczeństwa, kraju? Tworzenie filmów dotyczących bieżących, przełomowych wydarzeń, czy kreślenie wizji z przeszłości, na których zbudowana jest teraźniejszość? A może epizod polityczny?
Z całą pewnością praca artystyczna Andrzeja Wajdy była skuteczniejsza niż praca społeczna czy polityczna. Jego zaangażowanie obywatelskie było konsekwencją i wynikiem odpowiedzialności za to, o czym mówił do widzów swoimi filmami. Dzisiaj kluczowe jest to, że zostawił nam swoje filmy. W Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy, pracując z młodzieżą, która uczy się historii Polski i kina, prezentujemy dorobek reżysera. Jego filmy opowiadają o emocjach, jakie kierowały młodymi ludźmi dekady wcześniej, w zupełnie innym momencie historii. Pokazują ich rówieśników, tyle że z minionych czasów. Tego nie sposób nauczyć się z podręczników.
Wajda wpisywał się w mit romantyczny. Próbował się z nim rozliczyć, ale sam był jego kontynuatorem. Czy taka wizja bohatera, który spala się na ołtarzu ojczyzny, przemawia dziś do młodych ludzi?
On był faktycznie całkowicie zanurzony w tej romantycznej wizji i był jej wyznawcą. To wynika z jego pochodzenia, tradycji rodzinnej, wykształcenia, wychowania. Nigdy zresztą nie zaprzeczał tej swojej romantyczności. A młodzi ludzie? Cóż, ich po prostu wciąga dobre kino. Lubią dyskutować, rozmawiać, spierać się. Potrzebują tylko przewodników, którzy pokazują im drogę. Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy chce być takim przewodnikiem i prowadzi działania edukacyjne na szeroką skalę. Próg wejścia na filmy Wajdy jest wysoki, ale gdy pokona się pierwszą barierę, otwiera się przestrzeń do żywych dyskusji. Wajda mówił: „Jest we mnie niezgoda na rzeczywistość. Każdą”. Pod tymi słowami mógłby się podpisać każdy nastolatek. Podważanie zastanego porządku może być punktem wyjścia do dalszych poszukiwań.
Na koniec chciałam spytać o misję reżysera. Zakończyła się sukcesem? Walka była zwycięska?
Oczywiście! Żyjemy w pięknym, wolnym, demokratycznym kraju. To jest największe zwycięstwo. Obroniła się też wizja artystyczna Wajdy. Scheda, jaką po sobie zostawił, należy do dziedzictwa narodowego. Czego chcieć więcej?