Reklama

Marek Kutarba: Zajęcie połowy Opolszczyzny zajęłoby Rosjanom rok

Rosja ogłasza zwycięstwa, światowe media alarmują o jej „szybkich postępach” na froncie. Ale gdyby ta wojna toczyła się w Polsce, rosyjskie zdobycze z całego 2025 roku – najlepszego dla Moskwy od 2022 roku – objęłyby zaledwie połowę województwa opolskiego, najmniejszego w kraju. Czy „światowe mocarstwo” faktycznie wygrywa zatem wojnę?

Publikacja: 12.01.2026 19:22

Marek Kutarba: Zajęcie połowy Opolszczyzny zajęłoby Rosjanom rok

Foto: REUTERS/Anatolii Stepanov

W środę 7 stycznia pojawiła się kolejna informacja o szybkich – jak donoszą media – postępach Rosjan w pobliżu Pokrowska i Hulajpola. Zdobycze terytorialne miały w tym przypadku wynieść odpowiednio 8 i 2,5 km kw.. Ta informacja, choć w znacznym stopniu rzeczywiście jest niepokojąca, powinna jednak skłonić nas do bardziej ogólnej i nieco głębszej refleksji oraz zdecydowanie szerszego i bardziej spokojnego spojrzenia na faktyczne znaczenie tego typu „złych” informacji.

Sukcesy nie tak imponujące, jak chciałaby Rosja

Zacznijmy od krótkiego przypomnienia. W raporcie rocznym przygotowanym przez dość wiarygodny w takich przypadkach serwis DeepState znalazła się informacja, że w 2025 r. siły rosyjskie zajęły 4336 km kwadratowych terytorium Ukrainy. To zaledwie około 0,72 proc. całkowitego terytorium Ukrainy. A pamiętać trzeba, że rok 2025 i tak był pod tym względem dla Rosjan dość udany. Pamiętać przecież trzeba, że według danych z tego samego źródła przez poprzednie dwa lata, czyli licząc od stycznia 2023 do końca 2024 r., Rosjanom udało się powiększyć swoje początkowe zdobycze na Ukrainie raptem o 3127 kilometrów kwadratowych. Z tego punktu widzenia poprzedni rok wydaje się pasmem sporych rosyjskich sukcesów. I faktycznie dla sił zbrojnych Ukrainy był on naprawdę ciężki. Nie zmienia to jednak faktu, że zdobycze Rosjan wcale nie są tak imponujące, jak to przedstawiają sami Rosjanie i jak często serwują nam to sensacyjne medialne nagłówki.

Czytaj więcej

Front trzeszczy w szwach. Sukcesy i problemy Ukraińców

Aby to lepiej zrozumieć, abstrahując od tego, jak te zdobycze mają się do całej powierzchni Ukrainy, co w sumie trudno jest sobie jakoś bardziej namacalnie wyobrazić przeciętnemu Polakowi, warto się zastanowić, o jakim obszarze faktycznie jest mowa.

10 km kw.: czyli obszar małej warszawskiej dzielnicy

Najlepiej uzmysłowić to sobie na konkretnych przykładach. W ten sposób łatwiej jest sobie wyobrazić rzeczywistą skalę rosyjskich postępów, które okupione zostały przecież ciężkimi stratami. Od stycznia do końca grudnia 2025 r. Rosjanie mieli w Ukrainie stracić w zabitych i rannych około 416 tysięcy żołnierzy, zaś łączne straty od 2022 r. miały przekroczyć 1,2 miliona żołnierzy. Serwis BBC oraz Mediazona na koniec grudnia 2025 r. miał udokumentowaną tożsamość prawie 160 tys. zabitych żołnierzy rosyjskich, a realna liczba poległych w tym okresie szacowana jest na 243-352 tysiące osób.

Reklama
Reklama

Ile to zatem jest to wspomniane na początku 10,5 km kw.? Otóż to mniej więcej tyle, ile powierzchni mają takie niewielkie polskie miasta jak np. Nieszawa (kujawsko-pomorskie) oraz Choszczno (zachodniopomorskie) czy Kętrzyn (warmińsko-mazurskie), których powierzchnia wynosi około 10 kilometrów kwadratowych. Dla porównania powierzchnia stołecznej Warszawy to około 517 kilometrów kwadratowych, a około 10 kilometrów kwadratowych ma dzielnica Ursus. Duże warszawskie dzielnice jak Wawer czy Białołęka mają ponad 70 km kw. powierzchni. To daje już jakieś wyobrażenie o tym, jaki faktycznie obszar udało się Rosjanom zająć w ciągu doby w okolicach Pokrowska i Hulajpola. A w każdym razie łatwiej sobie wielkość tego obszaru wyobrazić.

Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie w 1414 dniu wojny

Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie w 1414 dniu wojny

Foto: PAP

W rok Rosja zdobyła połowę Opolszczyzny

Podobne punkty odniesienia można sobie wybrać w przypadku rocznych zdobyczy Rosjan. Raportowane 4336 km kw. Ukrainy zajęte przez Rosjan w całym 2025 r. to mniej więcej tyle, co około 12 proc. powierzchni województwa mazowieckiego (35,5 tys. km kw.) lub niecała połowa najmniejszego w Polsce województwa opolskiego (nieco ponad 9,4 tys. km kw.).

To też raptem połowa obszaru, jaki Rosja zagarnęła w 2014 r. w obwodzie ługańskim, tworząc tam Ługańską Republikę Ludową (obszar około 8377 km kw.) i mniej niż dwukrotność powierzchni Moskwy, która ma obszar około 2,5 tys. km kw.

I jeszcze dla porównania obwód królewiecki (ros. obwód kaliningradzki) ma powierzchnię nieco ponad 15 tys. kilometrów kwadratowych. Terytorialne zyski Rosji w 2025 r. to zatem raptem 1/3 tego obszaru, a zyski liczone w okresie ostatnich trzech lat wojny to zaledwie jego połowa.

Polacy o wojnie na Ukrainie, sondaż CBOS (listopad-grudzień 2025 roku)

Polacy o wojnie na Ukrainie, sondaż CBOS (listopad-grudzień 2025 roku)

Foto: PAP

Reklama
Reklama

Mocarstwo, które zdobywa 12 km kw. dziennie

Czy takie zdobycze można uznać za duże? Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że tego „imponującego” podboju dokonał kraj, który nie tylko jest uważany za jedno z trzech światowych mocarstw i którego ludność liczy 145,2 miliona osób, ale który utrzymuje też – jak sam twierdzi – drugą największą armię lądową świata, zaraz po sojuszniczych Chinach (w rzeczywistości według dostępnych danych jest to prawdopodobnie dopiero czwarta w kolejności armia w tym zestawieniu po Chinach, Indiach i USA)?

Oczywiście trzeba się zastrzec, że nie zmienia to przykrego faktu, że Rosja w sumie kontroluje obecnie około jednej piątej terytorium Ukrainy. To obszar ok. 116 tys. km kw. (a według niektórych źródeł nawet ok. 125 tys. km kw.). Musimy jednak pamiętać, że z tej liczby mniej więcej 43,2 tys. km kw. trafiło pod rosyjską okupację nie w wyniku wojny trwającej od zimy 2022 r., ale w wyniku pierwszej agresji z 2014 r. i zajęcia Krymu (około 27 tys. km. kw.) i Donbasu (części obwodów donieckiego i ługańskiego – razem 16,2 km kw.).

Od 2022 r. Rosjanie zdobyli zatem obszar Ukrainy o powierzchni około 72 tys. km kw. To nieco mniej niż łączny obszar województwa mazowieckiego i województwa małopolskiego, czyli dwóch największych z szesnastu polskich województw. Co prawda to aż jedna piąta powierzchni Polski, ale myślę, że w samotnym (co dzięki członkostwu w NATO na szczęście nam nie grozi) czteroletnim starciu z Rosją takie straty terytorialne z dumą traktowalibyśmy wszyscy jako wielki sukces.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Rosja nie chce pokoju, bo od lat przygotowała społeczeństwo do wojny

Dane, które obnażają rosyjskie fantazje

Nie chcę umniejszać niebezpieczeństw wynikających z ostatnich niepowodzeń ukraińskich na froncie. Chciałbym jednak zachęcić do refleksji nad tym, czy nie zbyt łatwo popadamy w pesymizm i załamywanie rąk w obliczu ostatnich „szybkich” postępów rosyjskich na Ukrainie. Zostawmy na chwilę emocje i na zimno spróbujmy się zastanowić, czy postępy te są faktycznie duże czy małe, i to zarówno w perspektywie ostatnich miesięcy czy roku, jak i licząc od początku pełnoskalowego konfliktu. Myślę, że warto sobie na to pytanie samemu odpowiedzieć bez ulegania presji sensacyjnych doniesień. Nawet jeśli te nie są zbyt optymistyczne.

felietony
Marek A. Cichocki: Czy ostatnie 35 lat rozwoju okażą się tylko epizodem w historii Polski?
felietony
Jerzy Surdykowski: Weto prezydenta do DSA. Czy nie lepiej przecie pisać to w klozecie?
Opinie polityczno - społeczne
Hubert Salik: Przejęcie Grenlandii w amerykańskim kinie gangsterskim
Opinie polityczno - społeczne
Piotr Kłodziński: Selekcja negatywna w rządzie. Dlaczego państwo odrzuca najsprawniejszych ludzi?
Opinie polityczno - społeczne
Wojciech Warski: Polacy zagrażają własnemu bezpieczeństwu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama