Wiele lat temu Donald Tusk przegrał z filmowcami wojnę o ustawę o kinematografii. Spotkał się potem z nami i przyznał, że nie miał racji. A zaraz potem usiłował uciąć 50 proc. kosztów uzyskania w umowach o dzieło. Ponieważ umowy te są nadużywane – zwłaszcza w świecie PR i tzw. ekspertów, którzy pisane na zamówienie „ekspertyzy” nazywają dziełami, by odliczyć sobie trochę grosza od podatku, zaproponowałem wtedy, by nie wylewać dziecka z kąpielą, tylko po prostu ograniczyć przywilej do autentycznych twórców, co można zrobić na dwa sposoby: otwarty – zapisując w ustawie, że koszty uzyskania 50 proc. przysługują tylko dziełom, które są lub mogą być tantiemizowane; albo zamknięty – po prostu umieszczając katalog dzieł mających 50 proc. kosztów uzyskania.