Reklama

Mariusz Cieślik: Wypowiedzi godne ubolewania

Udawanie, że stosunki polsko-ukraińskie są doskonałe, nie doprowadzi nas do niczego. Tak jak każda sytuacja, kiedy ktoś nie potrafi stawić czoła prawdzie.
Mariusz Cieslik

Mariusz Cieslik

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Nie powiem, że jestem zdziwiony aferą, jaka rozpętała się wokół wezwania ambasadora Cichockiego do ukraińskiego MSZ. Nie twierdzę też, że znam się na międzynarodowej polityce. Ale żeby przewidzieć taki rozwój wydarzeń, nie jest potrzebna żadna głęboka wiedza, wystarczy znajomość podstaw psychologii. Dziwię się, że zabrakło jej w tym wypadku. Co więcej, mogę stwierdzić, i mam na to świadków, że akurat taki rozwój wypadków przepowiadałem. Choć jestem zaskoczony, że tak szybko poszło.

Pamiętają państwo poprzednią aferę z „niewłaściwymi” wypowiedziami na tematy polsko-ukraińskie? Dużo się dzieje, więc wszyscy już pewnie zapomnieli o sprawie Łukasza Jasiny. Oto dwa miesiące temu ówczesny rzecznik polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w wywiadzie, jakby zapowiadając 80. rocznicę rzezi wołyńskiej, powiedział to, co myśli większość Polaków. Że mianowicie Ukraińcy do tej pory nie wzięli za tę zbrodnię odpowiedzialności. I że w sumie wszyscy oczekujemy jakiegoś gestu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Czytaj więcej

Rzeź wołyńska i słowa Jasiny. Ambasador Ukrainy skasował swój wpis. Teraz mówi o dialogu

Jaki był tego efekt? Po donosie ukraińskiego ambasadora, który słowa Jasiny określił „godnymi ubolewania”, rzecznik MSZ został zawieszony i na stanowisko już nie wrócił. Zadajmy sobie pytanie: co tu jest „godne ubolewania”? Chyba tylko zakłamanie strony ukraińskiej, która nie chce wziąć odpowiedzialności za rzeź wołyńską, a morderców czci jako bojowników o wolność. Owszem, byli nimi również, ale to nie unieważnia ich zbrodni. Drugą rzeczą godną ubolewania jest konfrontacyjna retoryka ambasadora Zwarycza, a także wiceministra Melnyka. Jasina natomiast miał w stu procentach rację, za co został ukarany.

Czytaj więcej

Polska – Ukraina. Pierwsza kłótnia w czasie wojny
Reklama
Reklama

Nie było zatem trudno przewidzieć, że sprawa będzie mieć, „godny ubolewania”, ciąg dalszy. Najpierw był festiwal półprawd i zwykłych kłamstw przy okazji 80. rocznicy Wołynia, a teraz mamy eskalację konfliktu w związku ze sprawą zakazu importu zboża z Ukrainy. Nasz rząd wprowadził go, jak najbardziej słusznie, po to, żeby chronić własny rynek i polskich rolników. Gdybyśmy wcześniej bardziej dbali o własny interes, tak jak robią to Ukraińcy, być może do obecnej eskalacji by nie doszło. Wezwanie ambasadora Cichockiego z powodu słów prezydenckiego ministra Przydacza, z którymi, znowu, zgodzi się przytłaczająca większość Polaków, jest skandalem. Bo chyba wszyscy rozumieją, że Polska wcale nie musiała robić tego, co zrobiła dla Ukrainy w imię solidarności. Pytanie, czy rozumieją to Ukraińcy.

Czytaj więcej

MSZ Ukrainy wezwało polskiego ambasadora
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Wielki plan prezydenta Nawrockiego. PiS może wygrać wybory, ale nie zdecyduje o wyborze premiera
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie polityczno - społeczne
Polska chce własnej broni atomowej? Jacek Czaputowicz: USA szybko to zablokują
felietony
Zuzanna Dąbrowska: Dlaczego program SAFE to idealne pole do politycznej bitwy?
felietony
Jerzy Surdykowski: Kilka myśli o wojnie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama