– Od 1 września 2022 r. średnie wynagrodzenie nauczyciela początkującego będzie wynosiło 4 432,15 zł i to jest wzrost wynagrodzenia o 20 proc., o 738,69 zł. Nastąpi też wzrost średniego wynagrodzenia nauczyciela kontraktowego o 8 proc., czyli o 332,41 zł – przekazał na konferencji prasowej Przemysław Czarnek. Mówił także, że w ślad za wynagrodzeniem idzie również uproszczenie awansu zawodowego.

Można by było pomyśleć, że sytuacja w szkole jest dobra, a rząd dba o nauczycieli. W tej układance nie pasuje jednak to, że mimo poprawy sytuacji, o której mówi minister, nauczyciele masowo odchodzą z pracy, a młodzi do zawodu się nie garną.

Czytaj więcej

Minister Czarnek: nie ma tylu wakatów w szkołach, są podwyżki od września

– W Polsce jest 700 tys. nauczycieli. Gdyby było prawdą to, co powiedział Donald Tusk, że będzie jedna trzecia wakatów, to powinno być ok. 230 tys. wakatów 1 września. Jeżeli mówi to Donald Tusk, przywódca całej opozycji, strasząc ludzi na spotkaniach wyborczych, a później pokazujecie to w swoich mediach, to celowo wprowadzacie państwo ogromne zamieszanie – twierdzi Przemysław Czarnek, pokazując winnych obecnego zamieszania. Podkreślając, że większego problemu z kadrą nie ma.

Tymczasem z internetowego profilu „Dealerzy wiedzy”, który monitoruje oferty pracy dla nauczycieli, wynika, że obecnie liczba wakatów zbliża się do 20 tys.

Dlaczego nauczyciele odchodzą ze szkół? Tu winny jest według ministra ZNP. Związek nie chciał się zgodzić na podniesienie pensum nauczycieli o 8 godzin lekcyjnych i 4 dodatkowe godziny do dyspozycji dyrektora. Dlatego, jak tłumaczy Czarnek, nauczyciele nie dostaną od 30 do 36 proc. podwyżki. Trzeba przyznać ministrowi rację, że pomysł z podwyższeniem pensum był dobry, biorąc pod uwagę obecne braki kadrowe. Gdy liczba godzin przy tablicy była wyższa, wakatów byłoby mniej. Ale istniało też ryzyko, że jeszcze więcej pedagogów odejdzie ze szkoły i nie byłoby jak załatać dziur w planie lekcji.

Problem w tym, że zaklinanie rzeczywistości na niewiele się zda. Za trzy tygodnie zaczyna się nowy rok szkolny i chcielibyśmy mieć pewność, że dzieci usiądą w szkolnych ławkach (jest ryzyko, że we wrześniu będą protesty), a przy tablicy stanie kompetentny nauczyciel, a nie zastępca uczący innego przedmiotu.

Czytaj więcej

Posłanka Partii Razem: Odkleić debatę od prawej ściany

Nie chcemy ciągle słuchać o tym, że winny jest Tusk, szef ZNP Sławomir Broniarz czy dziennikarze. Chcemy normalnej szkoły dla naszych dzieci. Od personalnych przepychanek bardziej interesuje nas, dlaczego mimo zapewnień, że w każdej szkole są szafki, dziecko codziennie zakłada na plecy tornister ważący nawet 5–7 kg. Rodzice chcą, by dziecko otrzymywało w szkole rzetelną wiedzę, a nie nadrabiało ją na korepetycjach, na które, mając dziecko w starszych klasach, wydaje się grube tysiące. Chcemy, by dziecko miało czas na rozwijanie zainteresowań i nie musiało ślęczeć nad lekcjami do późnej nocy. Nie chcemy, by nauczyciel pędził z jednej szkoły do drugiej, by uzupełniać etat i łatać dziury w swoim domowym budżecie. Chcemy, by miał tyle czasu, serca i pieniędzy, by pochylić się nad dzieckiem.

Rodzice nie patrzą na Sławomira Broniarza ani Donalda Tuska, ale oczekują konkretnych działań od rządu i ministra edukacji. Oczekują, że rządzący wezmą na siebie odpowiedzialność za szkoły i przyszłość dzieci.

A to, w co inwestuje Broniarz, kompletnie rodziców nie interesuje.