Unia Europejska właśnie przechodzi najostrzejszy kryzys polityczny od niemal 30 lat. Paradoksem jest fakt, że wywołał go traktat lizboński, którego celem było usprawnienie funkcjonowania wspólnoty 27 europejskich państw.
Od wejścia w życie traktatu można było się spodziewać wielu tarć i problemów pomiędzy instytucjami Unii Europejskiej, a także wewnątrz nich. To nieuchronna konsekwencja tego, że kompetencje poszczególnych aktorów wspólnoty nie mogły być w traktacie określone w sposób precyzyjny. Nikt jednak nie przypuszczał, że konflikt, w jaki popadnie Europa, będzie tak głęboki, iż zagrozi sprawnemu funkcjonowaniu całego organizmu.
[srodtytul]Władza dla technokratów[/srodtytul]
Załamanie finansów publicznych Grecji oraz groźba podobnego krachu w innych państwach Europy pokazały, że Unia Europejska musi się zmierzyć z problemem, którego nie sposób było przewidzieć wcześniej.
Problem z budżetem na przyszły rok, jaki objawił się ostatnio, nie jest jednak tylko problemem technicznym. Brak porozumienia w tej sprawie jest sygnałem, że wewnątrz instytucji toczy się walka o kształt wspólnoty na być może najbliższe kilkanaście lat.
Jest to konflikt dwóch wizji sposobu funkcjonowania wspólnot europejskich. Metoda międzyrządowa zderza się z tak zwaną metodą wspólnotową. Problem polega na tym, czy najważniejsze decyzje będą podejmowane przez rządy państw członkowskich, czy też przez instytucje wspólnotowe, takie jak Komisja Europejska i Parlament Europejski.
Wybór metody wspólnotowej oznaczałby, że znaczna część suwerenności krajów wchodzących w skład UE zostałaby przeniesiona na szczebel ponadnarodowy. Ogromna władza trafiłaby w ręce europejskich technokratów i podlegałaby słabej kontroli społecznej.
[srodtytul]Lobby płatników netto[/srodtytul]
Ten stary konflikt widać właśnie w całej pełni w fiasku porozumienia w sprawie budżetu na przyszły rok. Rozmowy bowiem rozbiły się nie o wysokość budżetu, gdyż Parlament Europejski gotów był zaakceptować wzrost wydatków zaproponowany przez Radę UE, a więc przez państwa członkowskie. Jednak w zamian posłowie chcieli potwierdzić swoją pozycję w procedurze tworzenia wieloletnich ram finansowych UE. Na to już przedstawiciele niektórych krajów wspólnoty zgodzić się nie chcieli.
Tradycyjnie kilka państw największych płatników netto do budżetu Unii (Wielka Brytania, Holandia, Szwecja i Dania) chce ograniczenia wydatków Wspólnoty, reform wspólnej polityki rolnej oraz polityki spójności. Najwięksi płatnicy netto dążą do ograniczenia wydatków UE do poziomu 1proc. PNB wszystkich krajów Wspólnoty. Mówią też o zwiększeniu wydatków na badania i rozwój oraz nowoczesne technologie.
W tym konflikcie Polska znalazła się w nader niewygodnej sytuacji. Komisarzem ds. budżetu jest Janusz Lewandowski, sprawozdawczynią Parlamentu Europejskiego ds. budżetu 2011 Sidonia Jędrzejewska, a najważniejszym priorytetem polskiej prezydencji określono rozpoczęcie negocjacji wieloletnich ram finansowych na lata 2014 – 2020. Polacy zatem stawiają się w sytuacji tych, którzy muszą doprowadzić do kompromisu, co znakomicie utrudnia jasne definiowanie i wyrażanie interesu narodowego.
W sporze o kształt integracji europejskiej Polsce również ciężko jest zająć jednoznaczne stanowisko. Z jednej strony na obecnym etapie metoda wspólnotowa jest korzystna dla naszego kraju, gdyż wzmacnia nasze stanowisko na arenie międzynarodowej oraz pomaga w rozwoju gospodarki i infrastruktury państwa. Jednak Polska ma rozmiar i ambicje wykraczające poza rolę biernego konsumenta pomocy unijnej. Chcielibyśmy odgrywać aktywną rolę zarówno na forum Wspólnoty, jak i poza nią, a do tego bardziej korzystna dla nas jest metoda międzyrządowa.
Doświadczenie lat 80. każe przypuszczać, że ten konflikt może trwać bardzo długo. Wtedy to we Wspólnocie spory wokół budżetów wybuchały niemal w każdym roku. Oczywiście nie oznacza to, że nie dojdzie do porozumienia i Unia będzie skazana na „dwunastki”, czyli jednomiesięczne preliminarze oparte na budżecie na rok 2010.
[srodtytul]Trudna prezydencja[/srodtytul]
Jednak ten spór pomiędzy instytucjami może pojawić się przy okazji negocjacji kolejnego budżetu. Będzie to konflikt tym ostrzejszy, że wtedy mają rozpocząć się prace nad nowymi ramami finansowymi 2013 – 2020. Parlament Europejski będzie chciał potwierdzić swoją rolę w tym procesie.
W tym możliwym konflikcie Polska, sprawująca prezydencję, będzie miała niezwykle trudne zadanie doprowadzenia do porozumienia. Najpierw pomiędzy państwami członkowskimi, a później pomiędzy Radą a Parlamentem Europejskim.
Jeżeli uda nam się sprawnie poprowadzić te negocjacje i osiągnąć kompromis, będziemy mogli spokojnie ogłosić, że nasza prezydencja odniosła ogromny sukces.
[i]Autor jest politologiem, członkiem redakcji krakowskiego pisma „Pressje”. W latach 2000 – 2001 był doradcą ministra kultury, w latach 2004 – 2007 pracował w Parlamencie Europejskim[/i]