Reklama

Internet, społeczeństwo obywatelskie i ACTA - Zaremba

Śmierć prasy papierowej nie będzie oznaczać triumfu społeczeństwa obywatelskiego. Słabe media w sieci i blogerzy nie będą bowiem w stanie skutecznie patrzeć władzy na ręce – uważa publicysta
Piotr Zaremba

Piotr Zaremba

Foto: Fotorzepa, Rob Robert Gardziński

Nie ma zgody ani co do tego, co jest najważniejsze w umowie ACTA, ani co naprawdę groźnego z niej wynika. Choć dziś nieomal wszyscy, łącznie z politykami obozu rządowego, podlizują się internautom, to realne różnice w ocenach nie zniknęły.

Suma wszystkich lęków


Z pewnością skandalem był tryb prac nad nowym prawem, co w przypadku tak zwanych norm unijnych jest właśnie normą. Są one traktowane jako system skomplikowanych i bezalternatywnych konieczności obsługiwanych przez nielicznych fachmanów, a mechanicznie przyklepywanych przez świat polityki. Najczęściej łącznie z opozycją, chyba że pojawią się nadzwyczajne okoliczności. Jak w tym przypadku.

Padają opinie, że jądrem ACTA nie jest obrona praw autorskich w Internecie, ale cementowanie monopolistycznego systemu patentów albo próba eliminacji z rynku tak zwanych leków zastępczych. Chętnie w to wierzę, ale nawet zajmujący się tematem politycy nie bardzo to ogarniają. Tym bardziej publiczność.

Debatę zdominowali internauci. To oni narzucili swoją narrację.

W kwestiach ważnych dla nich ACTA nie wykracza na ogół poza dotychczasowe polskie przepisy. Ale, jak powiedziała przedstawicielka zasłużonej dla ochrony wolności obywatelskich fundacji Panoptykon, dopiero teraz prawa autorskie próbuje się naprawdę egzekwować, i to nie w skali jednego kraju. Czy to jednak źle? Jeśli były one do tej pory martwe, usprawnienie egzekucji to wręcz konieczność. Jednak możliwe, że niektóre elementy tych praw są anachroniczne, a recepty nazbyt restrykcyjne – przedmiotem ewentualnej kontroli są indywidualne osoby i niebędące potęgami portale społecznościowe.

A zarazem reakcja polityków na społeczny opór pokazuje, że obawy internautów przed systemem masowej inwigilacji i represji to raczej dmuchanie na zimne. Dziś kto żyw im przytakuje. Cała opozycja przyłączyła się do nich bezrefleksyjnie, czemu się nawet nie dziwię. Perspektywa ograniczenia wszechwładzy PO jest zbyt kusząca.

Ale na stronę manifestantów przeszli, poza zawsze spóźnionymi nadgorliwcami typu Stefana Niesiołowskiego, także politycy obozu rządzącego. Oni pierwsi dziś krzyczą, łącznie z ministrem Bonim, o koniecznych modyfikacjach prawa autorskiego. I co prawda nie mają pojęcia, jak się do tego zabrać. Ale wydawać amatorów sieci amerykańskim sądom raczej nie będą.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama